Sklep, nóż i areszt. Ale dlaczego policja milczy o narodowości przestępcy?

W piątkowe popołudnie w centrum Gdynia do jednego ze sklepów spożywczych wszedł mężczyzna w średnim wieku. Kupił wódkę i słodycze. Pracownik zauważył jednak, że wcześniej schował do kieszeni paczkę kabanosów, za które nie zapłacił. Gdy personel zablokował mu wyjście i wezwał patrol, sytuacja przybrała dramatyczny obrót.
Mężczyzna oddał towar, ale zażądał natychmiastowego wypuszczenia. Kiedy usłyszał odmowę – wyjął nóż i zaczął grozić pracownikom pozbawieniem życia. W obawie o bezpieczeństwo pozwolono mu wyjść. Ruszył do ucieczki. Po krótkim pościgu, przy pomocy przypadkowego przechodnia, został ujęty i przekazany funkcjonariuszom.
Śledczy zabezpieczyli nóż. Zatrzymany usłyszał trzy zarzuty kierowania gróźb karalnych. Prokurator skierował do Sąd Rejonowy w Gdyni wniosek o tymczasowy areszt. Sąd przychylił się do niego – najbliższe trzy miesiące mężczyzna spędzi za kratkami. Komenda Miejska Policji w Gdyni wystąpiła również do Straży Granicznej o wszczęcie procedury deportacyjnej.
I tu zaczyna się druga historia.
Obcokrajowiec. Ale skąd?
W oficjalnym komunikacie pojawia się jedynie określenie „obcokrajowiec”. Bez podania narodowości. Bez doprecyzowania kraju pochodzenia. To "nowa jakość" w przekazach polskiej policji. Do tej pory w podobnych przypadkach policja bez problemu informowała o obywatelstwie sprawców, jeśli nie byli Polakami. Jeden z najświeższych przykładów – kilka dni temu funkcjonariusze otwarcie przekazywali, że Anglik pod wpływem narkotyków wjechał samochodem do foyer hotelu w Karpaczu. Informacja była konkretna i pełna.
Dlaczego więc teraz nagle mamy ogólnik? Czy zmieniły się standardy komunikacyjne? Czy pojawiły się niepisane wytyczne? A może mamy do czynienia z ostrożnością, która zaczyna przypominać selektywną transparentność?
Informacja niepełna rodzi spekulacje
Co więcej – zdjęcie do komunikatu pokazuje wyłącznie tułów zatrzymanego. Bez twarzy. Bez szczegółów. Oczywiście ochrona wizerunku osoby podejrzanej jest standardem, ale w połączeniu z brakiem podstawowych danych rodzi to wrażenie, że przekaz został starannie „wyczyszczony”.
Efekt? Dokładnie odwrotny do zamierzonego. Zamiast wygasić emocje, taka forma komunikacji je podsyca. W przestrzeni publicznej natychmiast pojawiają się domysły i teorie. Gdy instytucja odpowiedzialna za informowanie opinii publicznej ogranicza dane, powstaje próżnia – a próżnia w takich sprawach bardzo szybko wypełnia się spekulacją.
Jeśli narodowość nie ma znaczenia – warto to jasno powiedzieć i stosować jedną zasadę wobec wszystkich. Jeśli ma – również należy ją podawać konsekwentnie. Selektywność to najgorszy możliwy wariant.
źr. wPolsce24 za gdynia.policja.gov.pl











