Niemcy alarmują, że przenoszenie wojsk USA do Polski nie ma sensu. Tylko Tusk ma takie samo zdanie

Na łamach Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung pojawiła się obszerna analiza, w której przekonywano, że taka relokacja byłaby błędem. Argumentacja budzi jednak spore kontrowersje.
Rosyjskie zagrożenie jako punkt wyjścia
Niemieccy komentatorzy wychodzą od założenia, że Rosja może w najbliższych latach rozważać atak na NATO, szczególnie na państwa bałtyckie. W analizie przywołano wypowiedzi kilku wojskowych NATO. Według tej narracji Władimir Putin mógłby uznać najbliższe lata – szczególnie do 2029 roku – za „okno możliwości”. Najciekawszy – i najbardziej kontrowersyjny – element tej analizy pojawia się przy ocenie relokacji wojsk do Polski.
Z jednej strony eksperci ostrzegają przed możliwością rosyjskiego ataku, wskazują na zagrożenie dla całego regionu i podkreślają konieczność wzmocnienia odstraszania. Z drugiej strony twierdzą, że przeniesienie wojsk bliżej potencjalnego zagrożenia… jest problemem.
Argument? Polska znajduje się w zasięgu rosyjskich rakiet, takich jak Iskander, rozmieszczonych w Kaliningradzie.
W praktyce oznacza to przyjęcie założenia, że obecność wojsk USA bliżej wschodniej flanki jest niebezpieczna, bo mogłyby stać się celem. Taka logika rodzi pytanie: czy odstraszanie ma polegać na trzymaniu sił jak najdalej od potencjalnego konfliktu?
Niemcy jako „bezpieczne zaplecze”
Według niemieckiej gazety optymalnym miejscem dla amerykańskich baz pozostają zachodnie Niemcy. Przykładem jest baza w Ramstein, uznawana za kluczowy hub logistyczny. Argumenty niemieckiej gazety dla utrzymania bazy w Ramstein są głównie praktyczne: rozwinięta infrastruktura, zaplecze medyczne i logistyczne, lata inwestycji i miliardy dolarów, korzystne warunki finansowe dla USA, która za bazę nie płacą czynszu.
Zbudowanie alternatywy – np. w Polsce – miałoby zająć dekady i kosztować ogromne środki.
Spór o odstraszanie
Kluczowym elementem niemieckiej narracji jest kwestia równowagi militarnej. W artykule podkreślono znaczenie amerykańskich pocisków Tomahawk jako przeciwwagi dla rosyjskich systemów. Zdaniem ekspertów brak ich rozmieszczenia w Niemczech osłabia zdolność odstraszania. Jednocześnie pojawia się sugestia, że Berlin powinien sam rozwijać zdolności rakietowe – m.in. poprzez modernizację systemów Taurus i europejskie programy zbrojeniowe.
Polska w centrum potencjalnego konfliktu
W analizie wyraźnie wskazano, że w razie wojny to właśnie Polska – obok krajów bałtyckich – znalazłaby się na pierwszej linii. Wymieniane są konkretne cele potencjalnych uderzeń: Gdańsk, Ryga, Kłajpeda, a także niemieckie Bremerhaven. To właśnie przez terytorium Polski i Niemiec przebiegają kluczowe szlaki logistyczne NATO.
Całość wpisuje się w szerszy kontekst geopolityczny. Niemcy obawiają się utraty strategicznej roli w systemie NATO, osłabienia własnego bezpieczeństwa i zmniejszenia obecności wojsk USA na swoim terytorium.
Jednocześnie argumentacja przedstawiona w Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung opiera się na dość ryzykownym założeniu, że Rosja mogłaby zdecydować się na atak, ale jednocześnie obecność wojsk USA bliżej jej granic byłaby czynnikiem destabilizującym.
Wnioski
Dyskusja o relokacji amerykańskich wojsk pokazuje wyraźnie zderzenie dwóch podejść: wschodniego - które zakłada wzmacnianie obecności NATO jak najbliżej potencjalnego zagrożenia, zachodniego - preferującego utrzymanie sił na bezpieczniejszym zapleczu.
Niemiecka narracja, choć oparta na realnych obawach, ujawnia też własne interesy strategiczne. Spór o to, gdzie powinny stacjonować wojska USA, jest więc nie tylko kwestią wojskową, ale także polityczną i gospodarczą – i będzie jednym z kluczowych tematów w relacjach transatlantyckich w najbliższych latach.
źr. wPolsce24 za dw.com











