Niemiecka bezczelność. Oburzali się na podsłuch Merkel - a sami podsłuchiwali prezydenta USA

W 2013 roku magazyn Der Spiegel ujawnił, że amerykańska Narodowa Agencja Wywiadowcza założyła podsłuch na telefonie Angeli Merkel. Stało się to co najmniej w 2002 roku, zanim jeszcze została kanclerzem Niemiec. Nie wiadomo, czy Amerykanie nagrywali jej rozmowy, czy też tylko sprawdzali, z kim rozmawia. Faktem jest, że po 11 latach ten podsłuch wciąż funkcjonował.
Sami też podsłuchiwali
Gdy sprawa wyszła na jaw, wywołała w Niemczech falę wściekłości. Merkel zadzwoniła do Obamy, domagając się przeprosin i podpisania umowy, która zabraniałaby szpiegowania sojuszników. Niemiecki parlament rozpoczął w tej sprawie śledztwo, a szefowie niemieckich służb udali się z wizytą do USA, by domagać się informacji o tym skandalu.
Teraz jednak okazuje się, że to oburzenie było ze strony Niemiec kolejnym przykładem hipokryzji. Znany dziennikarz dziennika "Die Zeit" Holger Stark ujawnił, że niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza w tym samym czasie podsłuchiwała rozmowy... Obamy.
Dziennikarz ustalił, że Amerykanie mieli problem z szyfrowaniem rozmów, których Obama dokonywał z pokładu Air Force One. Z tego powodu te rozmowy często były zaszyfrowane w niewystarczający sposób lub wcale. Następnie były nadawane na ok. tuzinie częstotliwości. Według jego informacji BND znała te częstotliwości. Nie monitorowała ich przez cały czas, ale podsłuchiwała i nagrywała te konwersacje gdy zauważyła, że któraś z nich jest w użyciu. Niemieccy szpiedzy mieli też podsłuchiwać ówczesną sekretarz stanu Hillary Clinton.
Twierdzi, że Merkel nic nie wiedziała
Dziennikarz twierdzi, że nie mieli oficjalnego rozkazu, który nakazywał im szpiegowanie Obamy, ale pokusa, by posłuchać i zajrzeć w głowy amerykańskiemu przywództwu była zbyt silna. Zgodził się na to szef BND. Nagrane rozmowy trafiały do specjalnej teczki, do której miał dostęp on i czołowi przedstawiciele niemieckiego wywiadu. Zgromadzone w ten sposób informacje były też wykorzystywane przy tworzeniu analiz, które trafiały na biurko Merkel.
Jak informuje dziennikarz, istnienie tej teczki miało wyjść na jaw w 2014 lub 2015 roku, kiedy dowiedziała się o niej komisja nadzorująca działalność BND. Szpiedzy mieli jednak zataić, że znajdują się w niej również transkrypcje rozmów Obamy. Biuro Kanclerza kazało im wtedy – zapewne z obawy przed potencjalnym skandalem – wstrzymać tę operację i zniszczyć wszystkie zgromadzone informacje wywiadowcze. Stark twierdzi, że Merkel nic nie wiedziała o podsłuchiwaniu Obamy, ale wydaje się to wątpliwe – w podobnym tonie sugerowano przecież, że Obama nie wiedział o podsłuchiwaniu Merkel, ale wyszło na jaw, że dowiedział się o tym co najmniej w 2010 roku. Starkowi nie udało się ustalić, kiedy BND rozpoczęła tę operację i czy wcześniej podsłuchiwała także prezydenta Busha.
Biorąc pod uwagę bliskie relacje ówczesnych Niemiec z putinowską Rosją, zasadne jest pytanie, czy treść rozmów amerykańskiego przywódcy nie była przekazywana na Kreml czy Lubiankę.
źr. wPolsce24 za Washington Post











