Coś pękło w Niemczech. Padają słowa, których nikt się nie spodziewał. To ważne dla polskich patriotów

To szczególnie interesujące w kontekście niedawnych postulatów niemieckiego ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula, który opowiadał się za odejściem od prawa weta i przejściem na głosowanie większościowe w polityce zagranicznej UE.
„Fundament, a nie błąd”
Tymczasem autor komentarza, Hubert Wetzel, przyznaje co prawda, że prawo weta bywa nadużywane – wskazując m.in. na działania byłego węgierskiego premiera Viktora Orbana – jednak jego zdaniem likwidacja jednomyślności byłaby poważnym błędem.
„Zasada jednomyślności jest fundamentem, na którym opiera się wspólna polityka zagraniczna UE” – podkreśla Wetzel. Jak tłumaczy, to właśnie dzięki niej mniejsze państwa są gotowe przekazywać część kompetencji do Brukseli, mając gwarancję, że ich głos nie zostanie całkowicie pominięty.
Ochrona dla mniejszych państw
Komentator zwraca uwagę, że Unia Europejska nie jest wspólnotą równych pod względem siły państw. W praktyce największe kraje – takie jak Francja czy Niemcy – znacznie łatwiej budują większość dla swoich projektów. Dlatego prawo weta, choć bywa uciążliwe, pełni funkcję zabezpieczenia dla mniejszych krajów, takich jak Estonia czy Holandia. W sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa i suwerenności nie mogą one ryzykować przegłosowania przez największych graczy.
Wetzel dodaje, że mechanizm ten ma szczególne znaczenie dla państw mających trudne doświadczenia historyczne z potężnymi sąsiadami.
Zarzut niekonsekwencji
Autor wskazuje również na – jego zdaniem – niekonsekwencję niemieckiego rządu. Politycy w Berlinie chcą odejścia od jednomyślności w polityce zagranicznej, ale jednocześnie bronią jej w sprawach budżetowych.
Publicysta stawia wprost pytanie: czy Niemcy byłyby gotowe zaakceptować sytuację, w której większość państw UE przegłosuje np. radykalne zwiększenie wspólnego budżetu?
„Ktoś musi móc powiedzieć nie”
Choć Wetzel krytykuje częste używanie weta przez Orbana, podkreśla, że sam mechanizm ma wartość polityczną. Jak pisze, obecność przy stole negocjacyjnym kogoś, kto potrafi wiarygodnie powiedzieć „nie”, może prowadzić do lepszej jakości debat i bardziej wyważonych decyzji.
To głos, który wyraźnie kontrastuje z coraz częściej pojawiającymi się w Europie Zachodniej postulatami ograniczenia jednomyślności. Być może jest jego podłożem jest jedynie polityczny spór lewicowej gazety z politykiem CDU, ale warto byśmy w Polsce wiedzieli, że są ośrodki w Niemczech, na głos których zwolennicy zachowania choćby resztek podmiotowości państw UE mogą się powołać.
źr. wPolsce24 za dw.com











