Niemcy już oficjalnie chcą rządzić w Unii Europejskiej. Szokujące słowa w Berlinie

Co proponuje Wadephul zamiast zasady jednomyślności? Oczywiście głosowanie większością kwalifikowaną. W praktyce oznacza to jedno: państwa członkowskie mogłyby zostać przegłosowane w sprawach kluczowych dla swojego bezpieczeństwa i interesów narodowych. Wadephul przekonywał w Berlinie, że obecny system może „narazić nas na zagrożenie egzystencjalne”, dodając patetycznie: „chodzi bowiem o życie i śmierć”.
Przykład Orbana jako pretekst
Jako główny argument niemiecki minister wskazał (cóż za zaskoczenie) działania Viktora Orbana, który przez wiele miesięcy blokował unijne decyzje dotyczące gigantycznej pożyczki dla Ukrainy, żyrowanej przez państwa UE.
„Wystarczy sprzeciw kilku, a nawet jednej osoby, aby zablokować działania wszystkich” – podkreślił Wadephul, przedstawiając tym samym jedną z najważniejszych od dekad zasad UE jako jej największe obciążenie.
Przykład Orbana jest dziś intensywnie wykorzystywany w debacie jako uzasadnienie dla ograniczenia prawa weta. Problem w tym, że dzieje się to w momencie, kiedy wspomniany Orban właśnie stracił władzę na Węgrzech, więc logicznie rzecz biorąc, używanie byłego węgierskiego premiera jako "straszaka" dla unijnej współpracy jest już nieaktualne.
Koniec prawa weta? Co to oznacza dla Polski
Zniesienie jednomyślności oznaczałoby fundamentalną zmianę równowagi sił w UE. Kraje takie jak Polska mogłyby zostać przegłosowane przez największe państwa – przede wszystkim przez Niemcy i ich sojuszników. To właśnie prawo weta do tej pory stanowiło gwarancję, że mniejsze państwa nie zostaną zmuszone do przyjęcia decyzji sprzecznych z ich interesem narodowym. Odejście od tej zasady oznacza w praktyce ograniczenie suwerenności państw członkowskich na rzecz centralnych decyzji podejmowanych większością.
„Więcej integracji” i Europa wielu prędkości
Propozycje Berlina idą jednak dalej. W sześciopunktowym planie reform znalazły się także:
- tworzenie „koalicji chętnych”, czyli mniejszych grup państw podejmujących decyzje bez zgody całej UE,
- stopniowa integracja nowych państw – od etapów pośrednich do pełnego członkostwa,
- przyspieszenie rozszerzenia UE m.in. o Bałkany Zachodnie.
Wadephul mówił wprost: „Możliwa jest wzmocniona, stopniowa integracja, od etapów wstępnych aż po pełne członkostwo”.
To koncepcja, która de facto prowadzi do Europy wielu prędkości – z wyraźnym podziałem na państwa decyzyjne i te, które będą musiały się dostosować.
Niemcy zbierają sojuszników
Berlin nie działa sam. Jak podkreślił Wadephul, już 12 państw członkowskich popiera kierunek zmian. Trwają także rozmowy z kolejnymi krajami, również tymi sceptycznymi. Niemieckie media nie mają wątpliwości – to jedna z najdalej idących propozycji reformy UE od dziesięcioleci.
Formalnie chodzi o „usprawnienie decyzyjności”. W praktyce jednak oznacza to przesunięcie władzy z poziomu państw narodowych na poziom unijny – i ograniczenie możliwości blokowania decyzji przez pojedyncze kraje. Dla państw takich jak Polska to zmiana o fundamentalnym znaczeniu. Bo pytanie nie brzmi już, czy ktoś może zablokować decyzję – ale w czyim interesie zostanie ona podjęta.
źr.wPolsce24 za PAP











