Niemcy chcą nad nami pełnej kontroli. Nowy unijny system może odebrać anonimowość milionom Europejczyków

Dobrowolność tylko na papierze
Oficjalnie Unia Europejska przekonuje, że nikt nie będzie zmuszany do korzystania z cyfrowego portfela. Problem w tym, że — jak pokazują niemieckie pomysły — brak tego narzędzia może w praktyce oznaczać wykluczenie cyfrowe.
Według propozycji niemieckiej sceny politycznej, portfel EUDI miałby stać się przepustką do korzystania z podstawowych usług internetowych, w tym mediów społecznościowych. Innymi słowy: nie masz aplikacji — nie masz dostępu.
To klasyczny mechanizm znany z polityki regulacyjnej: coś, co jest „dobrowolne”, staje się faktycznie obowiązkowe poprzez ograniczenie alternatyw.
Koniec anonimowego internetu
Najbardziej kontrowersyjny element propozycji dotyczy powiązania kont internetowych z tożsamością użytkownika. Niemieckie pomysły zakładają, że korzystanie z platform społecznościowych będzie wymagało potwierdzenia wieku — a więc i tożsamości — za pomocą państwowego systemu.
W praktyce oznacza to koniec anonimowości w sieci. Każdy komentarz, każda opinia, każda aktywność mogłaby być przypisana do konkretnej osoby.
To fundamentalna zmiana — internet z przestrzeni wolności słowa staje się przestrzenią nadzorowaną.
„Ochrona dzieci” jako pretekst?
Oficjalna narracja jest dobrze znana: chodzi o bezpieczeństwo najmłodszych użytkowników. Dzieci poniżej 14 lat miałyby zostać całkowicie odcięte od mediów społecznościowych, a młodzież korzystałaby z ograniczonych wersji platform.
Problem w tym, że tego typu rozwiązania zawsze rozszerzają się na wszystkich użytkowników. Historia pokazuje, że narzędzia wprowadzone „dla bezpieczeństwa” szybko zaczynają służyć kontroli całego społeczeństwa.
System kontroli pod przykrywką wygody
Zwolennicy projektu przekonują, że EUDI zwiększy bezpieczeństwo i da użytkownikom większą kontrolę nad danymi. Faktycznie, system przewiduje możliwość selektywnego udostępniania informacji, np. samego potwierdzenia wieku bez ujawniania innych danych.
Jednak kluczowe pytanie brzmi: kto kontroluje system?
Jeśli dostęp do usług cyfrowych zostanie uzależniony od państwowej infrastruktury identyfikacji, to realna władza nad użytkownikami przechodzi z prywatnych platform do instytucji publicznych — a te, jak pokazują przykłady, coraz częściej chcą regulować nie tylko bezpieczeństwo, ale i treści.
Europa pod niemieckim kierunkiem?
Niepokojące jest również to, że to właśnie Niemcy forsują najbardziej restrykcyjne rozwiązania. Jako największa gospodarka UE mają realny wpływ na kształt unijnych regulacji.
Dziś mowa o mediach społecznościowych. Jutro podobne mechanizmy mogą objąć bankowość, zakupy online czy dostęp do usług publicznych.
W stronę cyfrowego nadzoru?
Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej może być wygodnym narzędziem — ale tylko wtedy, gdy pozostaje rzeczywiście dobrowolny.
Jeśli jednak stanie się warunkiem uczestnictwa w życiu cyfrowym, Europa wejdzie na niebezpieczną ścieżkę: od wolności do systemu pełnej identyfikacji i kontroli obywateli.
A wtedy pytanie nie będzie już brzmiało „czy korzystasz z systemu?”, ale „czy możesz sobie pozwolić, żeby z niego nie korzystać?”.
źr. wPolsce24










