Świat

Niecodzienna wystawa w słynnym muzeum. Pokazali dzieła sztuki skradzione przez Niemców

opublikowano:
W muzeum d'Orsay premierę miała wystawa dzieł sztuki, które zostały skradzione przez Niemców
(fot. zrzut ekranu z X\Bundesarchiv)
Słynna paryska placówka muzealna, Musee d'Orsay, otwarła niecodzienną wystawę. Pokazała obrazy, które Niemcy ukradli podczas II wojny światowej.

Z tego tekstu dowiesz się:

  •  Musee d'Orsay w Paryżu otworzyło wyjątkową wystawę dzieł sztuki zrabowanych przez nazistów podczas II wojny światowej.
  • Pokazane obrazy należały głównie do żydowskich kolekcjonerów zamordowanych w czasie Holokaustu.
  • Wystawa ujawnia kulisy nazistowskiego rabunku sztuki organizowanego m.in. na potrzeby planowanego muzeum Hitlera w Linzu.
  • Francja posiada dziś ok. 2200 dzieł oznaczonych jako MNR, których prawowitych spadkobierców nadal nie odnaleziono.
  • Eksponaty ustawiono tak, aby odwiedzający mogli zobaczyć także pieczęcie i oznaczenia pozostawione przez nazistów.
  • Francuskie władze podkreślają, że nie są właścicielami tych dzieł i deklarują gotowość do ich zwrotu rodzinom dawnych właścicieli.
  • Wystawa przypomina również o współpracy rządu Vichy i francuskiej policji z nazistami podczas Holokaustu.

Adolf Hitler, niespełniony malarz, zaczął planować budowę wielkiego muzeum sztuki, którego zostałby kustoszem, już w połowie lat 20. XX wieku. Po anschlussie Austrii zdecydował, że to muzeum powstanie nie w Niemczech, a w mieście Linz, blisko miejsca, w którym się urodził. Fuhrermuseum, jak go nazwał, miało być największym muzeum sztuki na świecie, a Linz jako centrum kultury miał przyćmić Wiedeń, za którym Hitler nie przepadał. Jedna z jego sekretarek zeznała po wojnie, że miał obsesję na tym punkcie i często snuł wizję tego, jak będzie wyglądało to muzeum.

Miały trafić do muzeum Hitlera

W 1940 roku Hitler zlecił architektowi Hermannowi Gieslerowi, zatwardziałemu naziście, przygotowanie planu przebudowy Berlina, Hamburga, Norymbergi, Monachium i Linzu. Te miasta miały stać się „miastami Fuhrera”, pokazującymi potęgę Trzeciej Rzeszy.

Linz miał stać się najpiękniejszym miastem nad Dunajem i europejską stolicą kultury, więc muzeum stało się centralnym punktem planu jego przebudowy. Zadanie zaprojektowania go dostał Roderich Fick, który miał się wzorować na jego szkicach. Miało być ogromne i składać się z wielu budynków w centrum miasta, aby zrobić dla niego miejsce, miano przenieść budynek dworca.

Wojna sprawiła jednak, że z całego kompleksu, który planowano otworzyć w 1950 roku, zbudowano tylko jeden mostek. W styczniu 1945 roku Hitler zażądał zbudowania jego makiety i, siedząc już w bunkrze pod kancelarią Rzeszy, spędzał wiele godzin na podziwianiu planów.

Aby spełnić sen fuhrera, jego podwładni od początku wojny rabowali dzieła sztuki we wszystkich podbijanych państwach. Skala tych kradzieży była ogromna. Najczęściej właściciele tych dzieł, przede wszystkim Żydzi, trafiali do obozów zagłady. Korzystając z okazji, wielu Niemców – zwłaszcza minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop i marszałek lotnictwa Herman Goering – kradło dzieła sztuki do swoich prywatnych kolekcji. Niektóre udało się odnaleźć po wojnie, ale znaczna ich część albo trafiła w ręce prywatnych właścicieli, albo do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało.

Dzieła sztuki bez spadkobierców

We wtorek w paryskim muzeum otwarto nową wystawę stałą, na której pokazano obrazy skradzione przez Niemców we Francji. Niemcy zabili ich właścicieli, a spadkobiercy się nie zgłosili. Musee d'Orsay ma 225 takich obrazów, ale na wystawie znalazło się ich 13. W całej Francji takich dzieł sztuki – znanych jako MNR – jest 2200. W muzeum powieszono je tak, by widoczne były także ich tyły, na których często widać napisy i pieczątki, które pokazują, w jaki sposób trafiły w ręce Niemców.

Być może ta wystawa pomoże sprawić, że wrócą do prawowitych właścicieli. Rząd Francji podkreśla, że nie rości sobie prawa własności do dzieł sztuki MNR i jest jedynie ich kustoszem, a spadkobiercy ich dawnych właścicieli mogą je w każdej chwili odzyskać.

W zeszłym miesiącu muzeum zainaugurowało prace pierwszego zespołu, którego zadaniem jest badanie dokumentów tych obrazów, by odnaleźć spadkobierców ich właścicieli.

Francuzi im pomagali

Historycy sztuki ustalili, że podczas wojny Niemcy ukradli we Francji ok. 100 tys. obiektów kultury. Z tej liczby udało się odzyskać ok. 60 tys., a 45 tys. zwrócono właścicielom lub ich spadkobiercom.

W wypadku pozostałych nie udało się ustalić prawowitych właścicieli. Po wojnie nikt ich zbyt intensywnie nie szukał. Jak informuje agencja AP, w latach 1954-1993 zwrócono tylko cztery.

Temat skradzionych przez Niemców dzieł sztuki jest trudny także dla Francuzów. Po podbiciu Francji, Niemcy rozpoczęli okupację północnej części tego kraju. W południowej części stworzono kolaboracyjne Państwo Francuskie, zwane popularnie Francją Vichy, od nazwy jej stolicy. Istniało formalnie do czasu wyzwolenia Francji przez aliantów, ale od 1942 roku znajdowało się pod okupacją niemiecką. Zanim do niej doszło, władze Vichy ochoczo współpracowały z nazistowską machiną zagłady. Szacuje się, że francuska policja odesłała do obozów zagłady 72,5 tys. Żydów, z których 24 tys. miały francuskie obywatelstwo. Władze Vichy pomagały też Niemcom w przejmowaniu ich kolekcji sztuki.

Dopiero w 1995 roku ówczesny prezydent Jacques Chirac przyznał oficjalnie, że rząd Francji jest współodpowiedzialny za Holokaust. Zrobił to w miejscu, w którym stał nieistniejący już tor kolarski Vel d'Hiv. W 1942 roku przetrzymywano tam tysiące Żydów, których francuska policja aresztowała podczas masowej obławy w Paryżu. Dwa lata później Francja rozpoczęła oficjalne śledztwo w sprawie dzieł sztuki skradzionych Żydom. Od 1994 roku Orsay zwróciło 15 MNR prawowitym spadkobiercom.

źr. wPolsce24 za AP

Świat

Pokaż mi swoją bluzę, a powiem ci, kim jesteś. Pułapki nowej mody na kody QR

opublikowano:
Grafika w formacie panoramicznym 16:9. W centralnej części kadru znajduje się biała koszulka z krótkim rękawem umieszczona na minimalistycznym tle podzielonym pionowo na dwie strefy kolorystyczne: ciemnogranatową po lewej i jasnoniebieską po prawej. Na klatce piersiowej koszulki nadrukowany jest wyraźny, czarny kod QR, otoczony delikatną, świecącą na błękitno ramką. Po prawej stronie w kadr wchodzi dłoń trzymająca nowoczesny smartfon, którego aparat nakierowany jest na ubranie. Na ekranie telefonu widać podgląd skanowanego kodu, a między obiektywem a koszulką rozciąga się futurystyczna, półprzezroczysta niebieska wiązka danych i światła
Dynamiczne kody QR na ubraniach pozwalają zamienić zwykłą koszulkę w cyfrową wizytówkę lub portfolio. Pytanie tylko, czy skanowanie smartfonem nie zastąpi wkrótce zwykłego „cześć” (fot. pixabay/graf.AI)
Kiedyś ubranie wyrażało nas bez słów, ale wciąż by nawiązać kontakt to człowiek musiał zrobić pierwszy krok. Nadruk z ulubionym zespołem muzycznym, logo drużyny sportowej czy ironiczny napis na piersi były naturalnym pretekstem do rzucenia krótkiego: „O, też ich słuchasz?”. Dziś technologia idzie o krok dalej - lub, jak twierdzą krytycy, o krok za daleko w stronę cyfrowego odczłowieczenia. Startup ShareAScan wprowadza na rynek odzież z dynamicznymi kodami QR, zamieniając użytkowników w chodzące nośniki danych. Zamiast spojrzeć komuś w oczy i zapytać o imię, skierujemy obiektyw smartfona na jego klatkę piersiową.
Świat

„Dlaczego my mamy umierać, a dzieci polityków żyją za granicą?". Kliczko wypalił bez ogródek

opublikowano:
Protest obywateli Ukrainy i zdjęcie mera Kijowa
Witalij Kliczko przyznał dlaczego jego dzieci nie walczą na froncie. (fot. Fratria/ screen z ytoutube/News Hunter)
W obliczu trwającej wojny w Ukrainie wśród części obywateli coraz głośniej wybrzmiewają pytania dotyczące sprawiedliwości społecznej podczas mobilizacji. Mieszkańcy zastanawiają się, dlaczego na froncie giną zwykli ludzie, podczas gdy potomstwo elity politycznej i decydentów przebywa bezpiecznie poza granicami kraju.
Świat

Bestsellerowa powieść nie dostanie prestiżowej nagrody. Pojawiły się obawy, że stworzyła ją AI

opublikowano:
pexels-pixabay-256455
(fot. ilustracyjna Pexels)
Autor bestsellerowej powieści był nominowany do najbardziej prestiżowej francuskiej nagrody literackiej. Jego nominację jednak wycofano, bo pojawiły się wątpliwości, czy nie napisała jej sztuczna inteligencja.
Świat

Niezwykły wynik sondażu na Ukrainie. Nie lubią go jeszcze bardziej niż Tuska

opublikowano:
Oto dwóch bardzo nielubianych w swoich krajach polityków. Ich zwolennikami jest już tylko tzw. "betonowy"
Oto dwóch bardzo nielubianych w swoich krajach polityków. Ich zwolennikami jest już tylko tzw. "betonowy" elektorat (Fot. Andrzej Wiktor/Fratria)
Sytuacja polityczna na Ukrainie staje się coraz bardziej napięta. Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii (KMIS) wywołały potężny wstrząs na szczytach władzy w Kijowie. Aż 72 proc. ankietowanych uważa, że prezydent Wołodymyr Zełenski ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za procedery korupcyjne swoich najbliższych współpracowników. Zaledwie 25 proc. respondentów jest odmiennego zdania.
Świat

Rząd Korei Południowej jest wściekły na Zełenskiego. Domaga się wyjaśnień i przeprosin

opublikowano:
Rząd Korei Południowej domaga się wyjaśnień i przeprosin od Ukrainy za to, że Zełensky ujawnił, że północnoreańscy jeńcy zostali odesłani na południe
(fot. president.gov.ua, CC BY-3.0)
Rząd Korei Południowej jest wściekły na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Nie podoba mu się to, że ten bez zgody ujawnił, że do tego kraju odesłano dwóch północnokorańskich jeńców.
Świat

Nawet Węgry rządzone przez Magyara mają inne standardy niż Polska za Tuska. Premier odpowie za kradzież!

opublikowano:
Prokuratura chce postawić premierowi Węgier zarzut kradzież, a ten postanowił nie zasłaniać się immunitetem
Prokuratura chce postawić premierowi Węgier zarzut kradzież, a ten postanowił nie zasłaniać się immunitetem (Fot. PAP/EPA/ZSOLT SZIGETVARY)
Węgierski parlament podjął bezprecedensową decyzję, uchylając immunitet premierowi Peterowi Magyarowi oraz dwóm byłym ministrom z obozu Viktora Orbana. Co najbardziej uderzające – szef węgierskiego rządu sam zaapelował do posłów o pozbawienie go ochrony prawnej, by przed sądem rozliczyć incydent, do jakiego doszło dwa lata temu w klubie nocnym. To obraz, który rzuca zupełnie nowe światło na standardy odpowiedzialności polityków, a w Polsce rządzonej przez Donalda Tuska rzecz nie do wyobrażenia.