Rosyjski okręt strzelał do brytyjskiego jachtu. Wszystko to u wybrzeży Anglii

Stosunki między Wielką Brytanią i Rosją stały się bardzo napięte po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Ówczesny premier Boris Johnson od razu zdecydował, że jego państwo udzieli pomocy napadniętym. Brytyjczycy słali do Kijowa ogromne ilości broni – w tym pierwsze nowoczesne czołgi – i walczyli o jak najsilniejsze międzynarodowe sankcje na reżim Putina. Objęcie władzy przez lewicę nie zmieniło tej polityki. Wielka Brytania walczy także z tzw. flotą cieni, która pomaga sprzedawać rosyjską ropę z pominięciem sankcji. Kilka dni temu brytyjscy komandosi dokonali abordażu jednego z takich tankowców płynącego przez La Manche.
Padły strzały
Teraz na tym ważnym szlaku wodnym doszło do niebezpiecznego incydentu. Jak informuje Guardian, rosyjska fregata Admirał Grigorowicz oddała strzały ostrzegawcze w stronę brytyjskiego jachtu Bright Future. Miało to miejsce w odległości 20 mil morskich od wyspy Isle of Wight i 40 mil od wybrzeża Normandii.
Na szczęście nikomu nic się nie stało. Do jachtu dopłynęła łódź wysłana przez okręt HMS Tyne. Jachtem płynęła para emerytów, Jane i Alan Kelvey, która po tym incydencie skontaktowała się z brytyjską strażą przybrzeżną. W rozmowie z BBC powiedzieli, że to, co się stało, było trochę straszne, ale nie bali się o swoje bezpieczeństwo.
Sprzeczne relacje
Strona rosyjska twierdzi, że strzały oddano, by uniknąć kolizji. Rosyjskie ministerstwo obrony twierdzi, że jacht był na niebezpiecznym kursie. Twierdzi także, że podjęto kilka nieudanych prób skontaktowania się z nim przez radio i użyto flar sygnałowych, a strzały padły, gdy zbliżył się na mniej niż 150 metrów do fregaty.
Para emerytów przedstawiła nieco inny przebieg tego incydentu. Twierdzą, że w żadnym momencie nie byli na kursie kolizyjnym z fregatą, a Rosjanie nie użyli radiostacji ani nie strzelali flarami. Zamiast tego użyli pięciokrotnie syreny, co na morzu oznacza sygnał „czy nas widzisz?”. Emeryci w odpowiedzi zmienili kurs o dwa stopnie na bakburtę, by pokazać Rosjanom, że są świadomi ich obecności. Minutę później fregata powtórzyła ten sygnał, po czym od razu padły strzały w powietrze z broni ręcznej. To nie był incydent dopóki nie zaczęli strzelać – podkreślili.
To była tylko kwestia czasu
Wiele osób zwróciło uwagę, że ten incydent miał miejsce kilka dni po tym, gdy Brytyjczycy przejęli tankowiec Smyrtos, należący do rosyjskiej floty cieni. Anglicy spodziewali się, że Rosja w końcu odpowie na to przejęcie, a ich żegluga jest zagrożona.
Grigorowicz w tym roku regularnie pływa w pobliżu Wielkiej Brytanii. Zwykle jest wtedy śledzony przez jakiś okręt Royal Navy – tym razem śledził go patrolowiec HMS Mersey. Były kapitan Royal Navy i attache wojskowy w Moskwie John Foreman powiedział Guardianowi, że taki incydent to była kwestia czasu. Zauważył, że rosyjscy kapitanowie zwykle reagują nerwowo na łodzie, które zbytnio zbliżają się do ich okrętów. Guardian informuje także, że Royal Navy podejrzewała wcześniej, że na rosyjskiej fregacie nastąpiła jakaś awaria i nie jest w pełni pod kontrolą załogi, co mogło sprawić, że jej kapitan był bardziej nerwowy niż zwykle.
To już kolejny niebezpieczna tarczka między Wielką Brytanią i Rosją od początku wojny na Ukrainie. W 2022 roku rosyjskie myśliwce przechwyciły brytyjski samolot rozpoznawczy RC-135 Rivet Joint nad Morzem Czarnym, w międzynarodowej przestrzeni powietrznej. Po niejasnej wypowiedzi rosyjskiego kontrolera naziemnego jeden z pilotów uznał, że dostał zgodę na atak i odpalił w jego stronę dwie rakiety. Na szczęście pierwsza spudłowała, a w drugiej zawiódł silnik i wpadła do morza. Rosjanie tłumaczyli się później „problemami technicznymi”, a Brytyjczycy oficjalnie zaakceptowali to wyjaśnienie.
źr. wPolsce24 za Guardian











