Po porażkach czas na zmianę. Demokraci szukają nowej strategii. Zaskakujące ustalenia portalu

Z tego tekstu dowiesz się:
- Demokraci już analizują, kto da im największe szanse na odzyskanie Białego Domu w wyborach prezydenckich w USA w 2028 roku.
- Według ustaleń Axios w partii rośnie przekonanie, że po porażkach Hillary Clinton i Kamali Harris wyborcy są mniej skłonni poprzeć kobietę lub przedstawiciela mniejszości.
- Coraz częściej ma pojawiać się wniosek, że najbezpieczniejszym wyborem byłby biały, heteroseksualny mężczyzna, najlepiej chrześcijanin.
- Taki sposób myślenia miałby z góry eliminować wielu głośnych polityków Demokratów, w tym kobiety, osoby LGBT, Żydów czy kandydatów z mniejszości etnicznych.
- W gronie potencjalnych kandydatów spełniających te nieformalne kryteria wymienia się m.in. Andy’ego Besheara, Marka Kelly’ego i Gavina Newsoma.
- Ostateczna decyzja i tak nie będzie należeć wyłącznie do partyjnych elit, bo o nominacji zdecydują prawybory.
Partia Demokratyczna kiedyś popierała niewolnictwo. To również ona była odpowiedzialna za dyskryminujące czarnoskórych tzw. Prawa Jima Crowa, które po wojnie secesyjnej (1861–1865) wprowadzano na południu USA, a także za powstanie Ku Klux Klanu. To jednak przeszłość.
W ostatnich latach demokraci stawiają – także przy doborze kandydatów – na kobiety, członków mniejszości etnicznych czy seksualnych.
Dwie kobiety i jeden czarny
W 2008 roku udało im się doprowadzić do tego, że po raz pierwszy w historii USA prezydentem został czarnoskóry.
Po sukcesie Baracka Obamy ich następnym celem było osadzenie na tym stanowisku kobiety. W 2016 roku wystawili więc byłą pierwszą damę i sekretarz stanu Hillary Clinton. Ta jednak, ku ogromnemu zaskoczeniu, przegrała z Donaldem Trumpem.
Cztery lata później pokonał go Joe Biden, ale w następnych wyborach Trump pokonał znacząco ich kolejną kandydatkę Kamalę Harris, chociaż w kampanii podkreślano, że to kobieta, ale także przedstawicielka mniejszości etnicznej.
Uprzedzenia lewicy
Następne wybory prezydenckie odbędą się w USA w 2028 roku. Trump, z powodu limitu kadencji, już w nich nie wystartuje – ale jego popularność wewnątrz Partii Republikańskiej sugeruje, że kandydatem prawicy zostanie ktoś zbliżony do niego ideowo, np. wiceprezydent J.D. Vance.
Jak donosi Axios, Demokraci już teraz zastanawiają się, który kandydat ma największe szanse na odebranie prawicy Białego Domu.
Wnioski z tych dyskusji są zaskakujące. Jak donosi portal, coraz popularniejsze jest przekonanie, że wyborcy lewicy i niezrzeszeni są zbyt uprzedzeni wobec kobiet i członków mniejszości. Coraz popularniejszy staje się pogląd, że po porażkach Clinton i Harris staje się jasne, że sukces Obamy był ewenementem, którego nie da się powtórzyć.
Dlatego też stratedzy Demokratów, sponsorzy lewicy, a także szeregowi działacze są coraz bardziej przekonani, że aby mieć szansę na zwycięstwo, muszą wystawić białego, heteroseksualnego mężczyznę, do tego chrześcijanina.
Kobieta nie ma szans
Niektórzy prominentni członkowie partii przyznają to już otwarcie. Przed ostatnimi wyborami powszechnie spekulowano, że Demokraci wystawią byłą pierwszą damę Michelle Obamę, ale ostatecznie nie zdecydowała się ona na start. Obama powiedziała w listopadzie zeszłego roku, że kobieta nie ma szans na zwycięstwo, bo w USA niestety nadal jest wielu mężczyzn, którzy nie chcą, by rządziła nimi kobieta. Z jej opinią zgodził się niezwykle wpływowy czarnoskóry kongresman James Clyburn – o którym mówi się, że to on przekonał Bidena, by powierzył stanowisko wiceprezydent Harris.
Poniekąd przyznała to także sama Harris. W swojej książce „107 dni”, w której opisała swoją kampanię wyborczą, zdradziła, że wzięła to pod uwagę przy wyborze wiceprezydenta. Ostatecznie powierzyła to stanowisko gubernatorowi Minnesoty Timowi Walzowi – białemu, heteroseksualnemu mężczyźnie. Napisała jednak, że jej faworytem był ówczesny sekretarz transportu Pete Buttigieg, który otwarcie przyznaje się do homoseksualizmu. Harris napisała, że byłby idealnym kandydatem – gdyby ona sama była białym, heteroseksualnym mężczyzną. Już wtedy prosiliśmy Amerykę o wiele: by zaakceptowali kobietę, czarnoskórą kobietę, czarnoskórą kobietę, której mąż jest Żydem. Część mnie chciała powiedzieć: „chrzanić to, po prostu to zróbmy”. Ale wiedząc, jaka jest stawka, to było zbyt duże ryzyko – przyznała.
Krótka ławka
Jak zauważa Axios, wybranie kandydata wedle tych kryteriów eliminowałoby wielu polityków, którzy są obecnie faworytami. Od razu odpadają wszystkie kobiety: oprócz Harris są to: senator Elissa Slotkin, kongresmenka Alexandra Ocasio-Cortez czy gubernator Michigan Gretchen Whitemer. Odpadają także były sekretarz transportu homoseksualista Pete Buttigieg, gubernator Illinois JB Pritzker, gubernator Pensylwanii Josh Shapiro i były burmistrz Chicago Rahm Emanuel, którzy są Żydami, latynoski senator Ruben Gallego, pochodzący z Indii kongresman Ro Khanna, a także senator Cory Booker i gubernator Maryland Wes Moore, którzy są czarnoskórzy.
To daje Demokratom wyjątkowo krótką ławkę. Z polityków na tyle znanych i popularnych, by w ogóle mieli szansę, warunek bycia białym, chrześcijańskim, heteroseksualnym mężczyzną spełnia tylko trzech:
- gubernator Kentucky Andy Beshear,
- senator Mark Kelly,
- gubernator Kalifornii Gavin Newsom.
W wypadku tego ostatniego problemem jest jednak to, że jest – przynajmniej deklaratywnie – katolikiem. W USA na razie tylko dwóm katolikom – JFK i Joe Bidenowi – udało się zostać prezydentami. Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że w wypadku Newsoma większym problemem będą jego skrajnie lewicowe poglądy i to, do jakiego stanu doprowadził swój stan.
Oczywiście rozważania strategów i sponsorów nie oznaczają, że na pewno wystawią takiego kandydata. Proces nominowania kandydata w wyborach prezydenckich jest w USA bardzo skomplikowany, ale jego charakterystyczną cechą jest to, że partyjny establishment ma mały wpływ na to, kto nim zostanie. Decydują o tym w prawyborach zarejestrowani członkowie danej partii, a ponieważ taka rejestracja nie wiąże się z żadnymi opłatami i obowiązkami, członkami partii jest większość Amerykanów. Gdy Trump startował w 2016 roku, praktycznie nikt nie dawał mu początkowo szans, a spora część partyjnego establishmentu była wobec niego wrogo nastawiona – a i tak zdobył nominację.
źr. wPolsce24 za Axios











