Kanadę czeka rozpad? Separatyści zebrali już podpisy

Położona przy granicy z USA Alberta jest najbogatszą prowincją Kanady pod względem PKB na mieszkańca. Jest również prowincją, w której silne są tendencje separatystyczne. Wielu jej mieszkańców ma poczucie bycia wykorzystywanymi, gdyż Alberta przekazuje do kanadyjskiego budżetu federalnego więcej pieniędzy, niż sama z niego otrzymuje. Uważają także, że problemy ich prowincji są ignorowane przez rząd w Ottawie, a jego polityka walki z globalnym ociepleniem szkodzi najważniejszej części ich gospodarki, wydobyciu ropy i gazu. Istotne są też różnice polityczne – Alberta to mocno konserwatywna prowincja i poparcie dla separatystów zawsze rośnie, gdy w wyborach federalnych zwycięża w Kanadzie lewica.
Zebrali już podpisy
Być może już wkrótce mieszkańcy Alberty będą musieli zdecydować, czy nadal chcą być separatystami. Mitch Sylvestre z separatystycznej organizacji Stay Free Alberta poinformował, że ich wolontariusze zebrali już 178 tys. podpisów pod wnioskiem o organizację referendum niepodległościowego. Dodał w rozmowie z portalem CBC, że to bezpieczna ilość, na wypadek gdyby komisja wyborcza tej prowincji zakwestionowała ich część.
Separatyści nie przerywają jednak zbiórki podpisów, na którą mają jeszcze miesiąc. Prawnik tej organizacji Jeffrey Rath powiedział, że zdecydowali się pochwalić sukcesem już teraz, bowiem wielu wolontariuszy, którzy je zbierają, pada ofiarą ataków na ulicach i w internecie, więc chcą w ten sposób poprawić ich morale. Ma to być również sposób na walkę z narracją przeciwników niepodległości, którzy twierdzą, że zbiórka podpisów idzie bardzo słabo.
Premier wspiera separatyzm?
Premier Alberty Danielle Smith powiedziała na niezwiązanej z tym referendum konferencji prasowej we wtorek, że zorganizuje je, jeśli uda się im zebrać podpisy Zapytana o rzekome zaproszenie od separatystów do dołączenia do ich ruchu, odparła, że od dawna jest zwolenniczką suwerenności Alberty, która nadal pozostałaby częścią Kanady.
Opozycja uważa jednak, że to kłamstwo, a Smith w tajemnicy wspiera separatyzm. Zwracają uwagę, że to właśnie ona obniżyła liczbę podpisów koniecznych do organizacji referendum. Lider opozycyjnej partii NDP Naheed Nenshi oskarżył ją także, że celowo opóźnia procedowanie inicjatywy byłego posła Thomasa Lukaszuka, która uczyniłaby pozostanie częścią Kanady oficjalną polityką Alberty. Pod jego petycją podpisało się pół miliona mieszkańców tej prowincji.
Smith wyjaśniła, że petycja Lukaszuka była niejasna i nie wiadomo, czy chce organizacji referendum czy też tego, by jego postulatem zajęła się legislatywa Alberty. On sam stwierdził w zeszłym tygodniu, że chce, by głosowanie w jej sprawie odbyło się w legislatywie, ale jeśli premier chce zorganizować w tej sprawie referendum, to może to zrobić. Wyraził też opinię, że premier celowo opóźnia jego inicjatywę, by mieszkańcy najpierw mogli odpowiedzieć na pytanie o niepodległość.
Jeśli dojdzie do tego referendum i większość mieszkańców Alberty zdecyduje się na niepodległość, to wcale nie oznacza to, że Alberta oderwie się od Kanady. Przyjęta po referendum niepodległościowym w Quebecu, w którym separatyści przegrali zaledwie o 1%, Ustawa o Jasności stwierdza, że pytanie w takim referendum musi być jasne i nie pozostawiać wątpliwości – i to kanadyjska Izba Gmin decyduje, czy takie było. Ma również stwierdzić, czy niepodległość poprała „wyraźna większość”, co sugeruje, że nie wystarczy zwykłe 50%+1 głos, ale ustawa nie definiuje, jak duża ma być ta większość. Ustawa stwierdza także, że wszystkie pozostałe prowincje i kanadyjscy Indianie muszą być częścią negocjacji niepodległościowych, a Izba Gmin może anulować referendum, jeśli warunki nie zostaną spełnione. Oderwanie się Alberty będzie również wymagało wprowadzenia odpowiedniej poprawki do konstytucji Kanady.
źr. wPolsce24 za CBC











