Jak znaleziono biznesmena, którego pożarł krokodyl? Policja zdradziła szczegóły

Z tego tekstu dowiesz się:
- W Republice Południowej Afryki krokodyl nilowy zabił i pożarł znanego biznesmena Gabriela Batistę.
- 59-latek wpadł do rzeki po tym, jak jego samochód został zepchnięty z zalanego mostu podczas ulewy.
- Policja odnalazła krokodyla dzięki nienaturalnie wzdętemu brzuchowi i zorganizowała ryzykowną akcję wydobycia zwierzęcia z rzeki.
- W żołądku drapieżnika znaleziono szczątki biznesmena oraz przedmioty osobiste, które potwierdziły jego tożsamość.
- Funkcjonariusze odkryli także buty należące do sześciu innych osób, co może wskazywać na wcześniejsze ofiary krokodyla.
- Kluczową rolę w operacji odegrał policyjny nurek Johan Potgieter, który został opuszczony ze śmigłowca bez możliwości kontaktu z pilotem.
- Policjant przyznał, że była to jedna z najbardziej niebezpiecznych akcji w jego 38-letniej karierze.
Makabryczny incydent miał miejsce dwa tygodnie temu w miasteczku Komatipoort w RPA, w pobliżu słynnego Parku Narodowego Krugera. Tego dnia miasteczko zmagało się z ulewnymi deszczami.
59-letni biznesmen Gabriel Batista próbował przejechać swoją terenówką przez zalany most, który łączył pole golfowe z należącym do niego hotelem. Wzburzona woda zepchnęła jego auto z mostu do rzeki. Batista wysiadł z auta i zaczął iść w stronę brzegu, jednak nigdy do niego nie dotarł.
Uznali, że zjadł go krokodyl
We fragmencie rzeki, do którego wpadł, żyją krokodyle nilowe. To jeden z najbardziej przerażających drapieżników Afryki. Dorosłe osobniki mogą mieć do 6 metrów długości, blisko 700 kilogramów wagi i poruszać się z prędkością 35 km/h. Mają też potężne szczęki z ponad 60 ostrymi zębami - siła ścisku jest ośmiokrotnie większa niż u żarłacza białego.
Policja szybko zaczęła podejrzewać, że zaginiony biznesmen został zjedzony przez takiego krokodyla. Nie wiadmomo było tylko, czy mężczyzna wcześniej się utopił, czy też został zjedzony żywcem.
Policja wytypowała zwierzę, które najprawdopodobniej zjadło biznesmena. Krokodyl został zastrzelony i zabrany na ląd. Po rozcięciu jego żołądka policjantom ukazał się makabryczny widok. Znaleźli w nim dwoje oderwanych rąk z dłońmi, żebra i mięso z klatki piersiowej. Znaleźli też kilka przedmiotów osobistych, w tym charakterystyczny pierścień, który biznesmen nosił na palcu. Testy DNA potwierdziły, że to jego zwłoki.
W brzuchu krokodyla znaleziono także buty należące do sześciu innych osób. Policja próbuje teraz ustalić do kogo należały, ale nie będzie to łatwe – krokodyle nie trawią plastiku, więc mógł zjeść te osoby lata temu.
Znaleźli go gdy trawił
Teraz policja z RPA ujawniła szczegóły operacji odnalezienia biznesmena. Zwierzę zostało wytypowane, bo miało wzdęty brzuch. Znaleźli go na małej wysepce, na której wygrzewał się na słońcu razem z innymi krokodylami. Nie reagował nawet na hałas policyjnego śmigłowca i dronów. Eksperci stwierdzili, że świadczy to o tym, że niedawno zjadł obfity posiłek i nadal go trawi.
Po otrzymaniu pozwolenia policyjny snajper strzelił do krokodyla. Zwierzę przewróciło się na plecy i policjanci byli przekonani, że nie żyje. Problemem było jednak to, w jaki sposób zabrać go na brzeg. Nurt rzeki, wystające z wody kamienie, obecność innych krokodyli i innych niebezpiecznych zwierząt sprawiły, że transport łodzią uznano za zbyt niebezpieczne. Jedyną możliwością było użycie śmigłowca. Doświadczony policyjny nurek, kapitan Johan Potgieter, zgłosił się do tej operacji na ochotnika.
Do końca nie wiedział, czy zwierzę jeszcze żyje
Gdy wrócili na miejsce, okazało się, że krokodyl dał radę odwrócić się na brzuch i odpłynąć kawałek od tej wysepki. Policjanci nie byli pewni, czy żyje. Mimo to Potgieter zdecydował się działać. Powiedział mediom, że wiedział, że pewność będzie miał dopiero, kiedy go dotknie. - Wtedy wiedziałem, że jest na 100% martwy. Bo gdyby nie był, to na pewno by mnie zaatakował – powiedział BBC.
Potgieter przyczepił się do liny i opuścił z helikoptera. Nie miał żadnej możliwości komunikowania się z pilotem, więc wiedział, że jest zdany tylko na siebie. Opuścił się na dół i umocował zwłoki krokodyla w specjalnej uprzęży. Hałas śmigłowca i wcześniejszego strzału odstraszył zwierzęta, które przyglądały się jedynie tej operacji z bezpiecznej odległości.
Gdy uprząż była zamocowana, dał sygnał, a helikopter zabrał krokodyla na brzeg. Na miejscu żona nurka, która również służy w policji, otwarła brzuch krokodylowi.
Ryzyko, które warto podejmować
Potgieter powiedział BBC, że służy w policji od 38 lat. W tym czasie wielokrotnie brał udział w odzyskiwaniu zwłok osób, które padły ofiarą dzikich zwierząt. Przyznał jednak, że po raz pierwszy brał udział w takiej akcji.
- To na pewno był pierwszy i, miejmy nadzieję, ostatni raz – stwierdził. Dodał, że jego rodzina bardzo się ucieszyła, gdy wrócił bezpiecznie do domu. Wiedzieli, że to niebezpieczna operacja, ale jak bardzo, dowiedzieli się dopiero, kiedy policja udostępniła nagranie.
Oficer dodał, że jego praca jest ryzykiem, które warto podejmować dla rodzin ofiar. - Mamy wiele empatii dla rodzin ofiar. Opłakują kogoś, kogo kochali. Strata kogoś, kogo kochasz, nigdy nie jest miła, ale jest jeszcze gorsza, gdy nie wiesz, gdzie jest ani co się z nim stało – powiedział – Więc to dla nas główna motywacja – by dać tym rodziną odpowiedź, by mogły żyć dalej.
źr. wPolsce24 za BBC











