Globalny obłęd! W sieci huczy od plotek, że Donald Trump nie żyje, bo nie widziano go od wtorku

79-letni Trump jest najstarszym prezydentem w historii USA. Nic więc dziwnego, że stan jego zdrowia – podobnie jak stan zdrowia Joe Bidena, który wcześniej dzierżył ten tytuł – wywołuje ogromne emocje. W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiły się plotki, że Trump już nie żyje, a Biały Dom ukrywa to przed społeczeństwem.
Siniak na dłoni
Te plotki miały kilka powodów. Jedną z nich było ujawnienie informacji, że prezydent USA cierpi na przewlekłą niewydolność żylną. To stan, w którym dochodzi do wystąpienia zastoju krwi żylnej w żyłach wskutek wstecznego przepływu żylnego lub niedrożności żył. To schorzenie występuje dość powszechnie, zwłaszcza u osób starszych.
25 sierpnia media zauważyły, że Trump ma na prawej dłoni potężnego siniaka. Po raz pierwszy zauważono go w lutym, ale wtedy Trump próbował go ukryć makijażem. Biały Dom tłumaczył wtedy, że powodem jego wystąpienia były częste uściski ręki i reakcja na aspirynę. Podczas poniedziałkowego spotkania z prezydentem Korei Południowej był już widoczny, chociaż Trump próbował kryć dłoń przed kamerami.
Dodatkowo częstym elementem tych plotek jest to, że Trump odwołał swoją wizytę w New Jersey. To częściowa prawda. Prezydenci USA zwykle udają się na wakacje w sierpniu, bo wtedy przerwę ma też Kongres i mają mniej obowiązków. Rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała we wtorek, że Trump planował udać się do swojego klubu golfowego w Bedminster, ale wobec natłoku obowiązków związanych z negocjacjami między Rosją i Ukrainą zdecydował, że jednak zostanie w Waszyngtonie.
Wiceprezydent jest gotowy na objęcie władzy
Oliwy do ognia dolał wiceprezydent J.D. Vance. Według tych plotek miał powiedzieć w wywiadzie, że jest gotowy do objęcia władzy po śmierci Trumpa. To, ponownie, jest tylko częściowa prawda. Vance 27 sierpnia udzielił wywiadu USA Today, ale ten temat nie wyszedł od niego. Został zapytany przez dziennikarza, czy w wypadku „Strasznej tragedii” jest gotowy na zostanie prezydentem.
Vance udzielił dokładnie takiej odpowiedzi, jakiej można by się spodziewać. Podkreślił, że Trump ciężko pracuje, jest w dobrym stanie zdrowia i, jego zdaniem, bez problemu dokończy swoją druga kadencję. Następnie wiceprezydent dodał, że oczywiście nie da się wykluczyć, że jakaś tragedia będzie miała miejsce, ale dotychczasowa służba w Białym Domu dobrze go przygotowała, by przejąć po nim władzę. Ten komentarz, zwykle w formie parafrazy lub wyrwany z kontekstu, pojawia się w wielu spekulacjach o śmierci Trumpa.
Opuścili flagę
Wielu internautów zauważyło też, że flaga przed Białym Domem została opuszczona do połowy masztu. Tradycyjnie po śmierci prezydenta jest opuszczana na 30 dni. Jeśli jednak się nad tym zastanowić, to nie ma to większego sensu. Po co Biały Dom miałby opuszczać tę flagę, skoro ukrywa śmierć Trumpa? Co więcej, powody jej opuszczenia są doskonale znane – Trump nakazał je po strzelaninie w katolickiej szkole w Minneapolis, gdzie transseksualny mężczyzna zastrzelił na mszy dwójkę dzieci.
W tych spekulacjach pojawiają się też doniesienia, że Trump przestał wypowiadać się w mediach społecznościowych. To obiektywna nieprawda – regularnie publikuje na swoim portalu Truth Social, ostatni wpis opublikował kilkanaście godzin temu. Niektórzy twierdzą, że jego najnowsze wpisy wyglądają inaczej i sugerują, że ktoś publikuje za niego, ale trudno to obiektywnie sprawdzić. Co więcej, wiemy, że Trump podejmuje decyzje – CNN poinformowała, że w czwartek wycofał ochronę Secret Service dla Kamali Harris, którą przyznał jej Biden.
Nie mają powodu, by kłamać
Warto zauważyć, że w USA nie ma żadnej tradycji opóźniania informowania o śmierci prezydenta. W trakcie sprawowania urzędu zmarło dotychczas ośmiu prezydentów i w każdym wypadku informowano o tym od razu. Stało się tak nawet w wypadku prezydenta Franklina Delano Roosevelta, chociaż jego nagła śmierć w trakcie wojny była ogromnym problemem politycznym.
Co więcej, trudno znaleźć racjonalny powód, dla którego Biały Dom miałby ukrywać śmierć Trumpa. W USA linia sukcesji jest jasna i nie pozostawia żadnych niedomówień. Jeśli prezydent umrze, to wiceprezydent składa przysięgę prezydencką i rządzi do końca jego kadencji. Aby uniknąć „bezkrólewia”, robi się to tak szybko, jak to tylko możliwe. Po śmierci Kennediego Johnson złożył przysięgę na pokładzie samolotu, w pośpiechu pomyliwszy protestancką biblię z katolickim mszałem. Ukrywanie tego, że prezydent nie żyje, nie przyniosłoby nikomu żadnych korzyści, a mogłoby doprowadzić do poważnego kryzysu zaufania.
Trump ma pełne ręce roboty
Co więc dzieje się z Trumpem? Wbrew plotkom w tym, że od wtorku nie był widziany publicznie, nie jest wcale bezprecedensowe. Trumpowi zdarzało się znikać już wcześniej, w poprzedniej kadencji nie pokazywał się przez 10 dni, co również obudziło liczne spekulacje.
Najprostszym wytłumaczeniem jest to, że nie pokazuje się publicznie, bo nie ma na to czasu. Trudne negocjacje między Ukrainą i Rosją, sytuacja w Strefie Gazy, gdzie musi balansować między poparciem dla Izraela i oburzeniem wyborców na izraelskie zbrodnie wojenne, a także rosnące napięcia z Wenezuelą – wszystko to sprawia, że Trump ma pełne ręce roboty.
Wiadomość z ostatniej chwili: w sobotę zauważono Donalda Trumpa udającego się na rundę golfa do swojego ośrodka w Wirginii. I tak zmarła kolejna sensacyjna internetowa plotka.
źr. wPolsce24