Zamiast godnego pochówku – worki z nieznanymi prochami i zgniłe zwłoki. Brytyjski przedsiębiorca pogrzebowy idzie do więzienia na 20 lat!

Do makabrycznego odkrycia doszło w marcu 2024 roku, gdy policja przeszukała siedzibę Legacy przy Hessle Road w Hull. Funkcjonariusze znaleźli 35 ciał w różnym stanie rozkładu – niektóre leżały odkryte na metalowych półkach, inne w trumnach zarośniętych pleśnią. Na podłodze płyny ustrojowe i odchody. W jednym z pomieszczeń prochy leżały porozrzucane na biurkach i podłodze, a pudła z szczątkami złożono w chaotyczne stosy, na których rozwijała się pleśń. To nie był zakład pogrzebowy – to była rzeźnia ludzkiej godności.
Dziecko w papierowej torbie. Matka myślała, że syn spoczywa w grobie
Najbardziej wstrząsający fragment tej makabrycznej układanki dotyczy Sunny'ego Beverley-Conlin – dziecka, które zostało utracone w 18. tygodniu ciąży w maju 2022 roku. Rodzice wierzyli, że ich syn otrzymał godny pochówek i został skremowany. Tymczasem Bush pozostawił jego maleńkie ciało w swoim prosektorium na prawie dwa lata. Gdy policjant znalazł podczas przeszukania brązową papierową torbę na podłodze, początkowo myślał, że w środku jest martwy ptaszek. Dopiero gdy zauważył dwie szpitalne opaski na kostce, uświadomił sobie, co trzyma w rękach. To była najmłodsza ofiara Busha. Określił to znalezisko jako "najgorsze przeżycie w mojej karierze" i wyznał, że "nigdy nie opuści moich myśli".
Matka Sunny'ego, stanęła przed sądem i patrząc w oczy Busha, powiedziała przez łzy: "Zaufałam Robowi z najcenniejszą i najważniejszą osobą w moim życiu. Rzeczywistość, w której teraz żyję, jest taka, że mój synek Sunny spędził więcej czasu w twoim posiadaniu niż kiedykolwiek z własną rodziną".
"To były prochy zwierzęcia, nie mojego dziecka" – koszmar rodzin
Bush nie tylko dopuszczał do rozkładu ciał, ale też oszukiwał rodziny, wręczając im prochy obcych osób. Prochy przekazane Jasmine Beverley miały "objętość zgodną ze szczątkami dziecka, ale zawierały większe kawałki grubych kości, jakie można oczekiwać po ciele dorosłego". Z kolei Lucy Ness, która straciła dziecko tuż przed 12. tygodniem ciąży, otrzymała prochy, które pod względem wielkości i tekstury przypominały "szczątki zwierzęcia". W sali sądowej rozległy się krzyki przerażenia, gdy ujawniono te szczegóły.
David Gorbutt, któremu Bush wręczył prochy nieznajomej osoby zamiast prochów jego zmarłej żony Susan, rozsypał je w miejscu, gdzie spoczywał jej syn – zgodnie z jej ostatnią wolą. "Nie wiem, kogo lub co rozsypałem na prochach syna Susan. Czy to była jedna osoba? Więcej niż jedna?" – mówił w sądzie.
Inni krewni zamówili biżuterię z domniemanymi prochami bliskich, a jedna z rodzin planowała wrobić je w tatuaż. Dziś żyją w koszmarze, nie wiedząc, czy noszą na sobie szczątki ukochanej osoby, czy zupełnie obcego człowieka.
Za pieniądze zmarłych żył jak król
Bush przez 12 lat prowadził swoje imperium śmierci. Przyznał się do 67 przestępstw, w tym 30 przypadków uniemożliwienia zgodnego z prawem i godnego pochówku. W tym czasie sprzedał usługi pogrzebowe 226 osobom, zarabiając na tym 562 117 funtów.
Za pieniądze, które powinny trafić na godne pochówki i cele charytatywne, Bush finansował swoje zachcianki. Ukradł datki przeznaczone dla 12 organizacji charytatywnych, w tym Armii Zbawienia i lokalnego hospicjum. Między 2017 a 2024 rokiem wydał ponad 42 000 funtów na wakacje, w tym 3000 funtów na wycieczkę do Arizony, z której wracał, gdy został aresztowany. Kolejne 21 000 funtów przepuścił na wyścigi motocyklowe, a 17 400 funtów na remont domu. W 2022 roku – tym samym, w którym zostawił ciało Sunny'ego do rozkładu – wydał ponad 9000 funtów na sprzęt kempingowy.
Gdy policjanci zatrzymali go na lotnisku Heathrow po powrocie z wakacji, Bush powiedział im tylko: "Spieprzyłem to wszystko, wszystko, cały mój świat".
Sędzia: "Zachowywał się w szokujący i haniebny sposób wobec zmarłych"
Podczas pięciodniowej rozprawy w sądzie koronnym w Hull, ponad 80 ofiar opowiadało o swoich koszmarach. Wiele z nich załamywało się podczas składania zeznań. Sędzia Hilliard, wydając wyrok 20 lat więzienia, powiedział: "Oskarżony był tak pochłonięty własnym wzbogaceniem, że zachowywał się w szokujący i haniebny sposób wobec zmarłych. Okropna prawda jest taka, że każdy, czyj bliski trafił do Legacy w jakimkolwiek okresie działalności, nie może mieć teraz pewności, jak został potraktowany ani czyje prochy otrzymał".
Bush, 48-letni mężczyzna z Otley w West Yorkshire, podczas odczytywania zeznań ofiar nie okazywał prawie żadnych emocji, ale z każdym dniem procesu opuszczał głowę coraz niżej. Jego obrońca powiedział, że jego klient chciałby przeprosić rodziny, ale zdaje sobie sprawę, że "prawdopodobnie zostanie to odrzucone". Dodał: "Jest traktowany, co całkowicie zrozumiałe, jako wyrzutek – nienawidzony i pogardzany".
Rząd zapowiada zmiany. Ale czy to wystarczy?
Po wyroku minister zdrowia Yvette Cooper powiedziała, że działania Busha "były całkowicie odrażające" i zapowiedziała zaostrzenie przepisów dotyczących branży pogrzebowej, w tym propozycje formalnej regulacji sektora. Jednak dla setek rodzin z Hull to już za późno. Ich bliscy spoczywają w nieznanych miejscach, a oni sami noszą w sobie traumę, której nie uleczy żaden wyrok.
Bush trafił do więzienia na dwie dekady. Czy to wystarczająca kara za 35 zbezczeszczonych ciał, 100 pomieszanych ludzkich prochów i tysiące złamanych serc? Jedno jest pewne – Robert Bush na zawsze pozostanie w pamięci rodzin jako człowiek, który zamiast dać im spokój, podarował im piekło.
źr. wPolsce24 za The Guardian











