Kuriozum! Białoruś boi się fikcyjnego państwa... które sama wymyśliła

Resort spraw wewnętrznych ogłosił decyzję 2 marca, obejmując nią nie tylko samą Wejsznorię, lecz także powiązane z nią kanały w serwisie Telegram, profile w mediach społecznościowych oraz charakterystyczne logo projektu. W praktyce oznacza to, że wszelka aktywność związana z tym symbolem może być uznana za naruszenie prawa, zagrożone odpowiedzialnością karną.
Władze łączą Wejsznorię m.in. z działalnością Aleha Łaryczaua – artysty ulicznego i działacza społecznego, organizatora festiwalu Urban Myths. Choć wcześniej był on nagradzany przez oficjalne instytucje w Mińsku, pod koniec ubiegłego roku został zatrzymany, a następnie aresztowany w sprawie o charakterze politycznym. Organizacje praw człowieka uznały go za więźnia politycznego, ostrzegając, że grozi mu wieloletnia kara kolonii karnej za rzekomą przynależność do „organizacji ekstremistycznej”.
Sama Wejsznoria narodziła się w 2017 roku jako element scenariusza manewrów Zapad, w którym fikcyjne państwo miało być wrogiem władz w Mińsku i Moskwie. Zgodnie z założeniami obejmowało tereny zachodniej Białorusi, częściowo pokrywające się z historyczną Wileńszczyzną. W założeniu ćwiczeń Zachód miał dążyć do oderwania tych obszarów i stworzenia nowego bytu państwowego.
Po ujawnieniu scenariusza Wejsznoria szybko stała się internetowym fenomenem. Użytkownicy mediów społecznościowych stworzyli jej symbole, „instytucje” i żartobliwe struktury władzy, traktując całość jako formę satyry wobec oficjalnej propagandy. Jak podkreślają niezależne media, nigdy nie przekształciło się to w realny ruch separatystyczny, mimo to w oczach reżimu Alaksandra Łukaszenki fikcyjny projekt urósł do rangi zagrożenia dla państwa.
Lista formacji ekstremistycznych prowadzona przez białoruskie służby obejmuje już setki podmiotów. Obserwatorzy i organizacje międzynarodowe zwracają uwagę, że przepisy o zwalczaniu ekstremizmu w Białoruś są coraz częściej wykorzystywane jako narzędzie represji wobec krytyków władzy, co budzi rosnące obawy o stan praw człowieka pod rządami Alaksandr Łukaszenka.
źr. wPolsce24 za Polsat News











