To jeszcze nie koniec legendarnej maszyny. Amerykanie znów przedłużyli służbę A-10

Z tego tekstu dowiesz się:
- A-10 jednak zostają w służbie dłużej – choć legendarne samoloty wsparcia miały zostać wycofane do końca roku, decyzją władz USA będą latać co najmniej do 2030 roku.
- To maszyny stworzone do bliskiego wsparcia wojsk lądowych – A-10 powstały po doświadczeniach z wojny w Wietnamie i zaprojektowano je z myślą o dużej odporności na ostrzał oraz skutecznym niszczeniu celów naziemnych.
- Ich znak rozpoznawczy to potężne działko GAU-8 Avenger – samolot zbudowano wokół armaty 30 mm, a konstrukcję dostosowano tak, by zwiększyć przeżywalność pilota i maszyny na polu walki.
- A-10 od lat budzą spory w USAF – jedni chwalą je za wytrzymałość i skuteczność, inni podkreślają, że w nowoczesnej wojnie są zbyt narażone na obronę przeciwlotniczą i ustępują nowszym maszynom, takim jak F-35.
- Politycy od dawna blokowali ich wycofanie – mimo że siły powietrzne USA chciały pozbyć się starzejącej się floty, Kongres wymusił utrzymanie co najmniej 103 egzemplarzy.
- Na decyzję mogły wpłynąć ostatnie działania bojowe – A-10 miały ponownie zostać wykorzystane operacyjnie, co przypomniało o ich możliwościach i utrudniło politycznie szybkie wysłanie ich na emeryturę.
A-10 powstał na bazie doświadczeń z Wietnamu. Amerykanie odkryli podczas tej wojny, że szybkie odrzutowce niezbyt dobrze sprawdzają się w roli samolotów bliskiego wsparcia powietrznego (CAS). Siły powietrzne zaczęły w końcu używać w tej roli śmigłowych A-1 Skyraider, kupionych od marynarki wojennej, ale ta maszyna, pamiętająca czasy II Wojny Światowej, była zbyt delikatna na ostrzał i ponosiła znaczące straty. W tym samym czasie armia eksperymentowała z śmigłowcami szturmowymi, a siły powietrzne bały się, że przejęcie przez nie tej roli wpłynie na ich budżet.
Latające czołgi
Kontrakt na zbudowanie tej maszyny dostała Republic, która była wtedy częścią koncernu Fairchild. Nowy samolot nazwano Thunderbolt II, na cześć ich słynnego myśliwca bombardującego z czasów II wojny światowej. Samolot zbudowano wokół jego głównej broni, potężnego działka obrotowego GAU-8 Avenger, które strzela pociskami kal. 30 mm ze zubożonego uranu. Sam samolot zaprojektowano głównie z myślą o przeżywalności – ma m.in. tytanowy pancerz dla pilota, zdwojone najważniejsze systemy, a jego silniki umieszczono w charakterystycznych gondolach na szczycie kadłuba, by były trudniejsze do trafienia z ziemi.
A-10 zadebiutowały podczas interwencji w Grenadzie, ale to ich udział w Pustynnej Burzy sprawił, że stały się niezwykle popularne wśród opinii publicznej. Równocześnie jednak sami wojskowi i eksperci mieli o nich dużo gorsze zdanie. Zwracali uwagę m.in. na to, że jego piloci mają kiepską świadomość sytuacyjną, co doprowadza do licznych pomyłek, jak np. ostrzelanie brytyjskich czołgów podczas inwazji na Irak. Zwracają też uwagę, że w epoce broni precyzyjnej inne samoloty, jak chociażby F-35, mogą wykonywać zadania A-10 ze znacznie mniejszym ryzykiem dla pilota. Zwracali uwagę, że chociaż A-10 faktycznie jest wytrzymały na ostrzał, to operowanie nimi w obszarach, gdzie nie zniszczono całkowicie obrony przeciwlotniczej, jest samobójstwem. Ich zdaniem wydawanie pieniędzy na utrzymanie przy życiu tych starzejących się maszyn – ostatnie wyprodukowano w 1984 roku – nie ma zbyt wielkiego sensu. Siły powietrzne USA (USAF) próbują się pozbyć ich od lat, ale te wysiłki są blokowane przez polityków. Podczas negocjacji nad budżetem wojska na rok fiskalny 2026 Kongres zdecydował, że USAF musi utrzymać do końca roku fiskalnego flotę złożoną z co najmniej 103 takich maszyn.
Jednak się ich nie pozbędą
Rok fiskalny kończy się w USA 30 września, a USAF jeszcze dziś mają przedstawić plan budżetu na kolejny. Pojawiły się doniesienia, że zaproponują w nim wycofanie wszystkich A-10 ze służby. Wcześniej USAF zakończyły szkolenia ich pilotów – ostatnia grupa ukończyła szkolenie w bazie Davis-Monthan na początku kwietnia. Zdeaktywowano także jednostkę w bazie Hill, która zajmowała się ich naprawami.
Okazało się jednak, że A-10 zostanie w służbie dłużej. Sekretarz Sił Powietrznych Troy Meink poinformował w mediach społecznościowych, że po konsultacjach z Sekretarzem Obrony Pete'm Hegsethem zdecydowano, że te samoloty będą latać co najmniej do 2030 roku. To zachowa możliwości bojowe, podczas gdy nasz przemysł zbrojeniowy pracuje nad zwiększeniem produkcji samolotów bojowych – napisał.
Wszystko przez Iran?
Być może na podjęcie takiej decyzji miała wpływ amerykańska operacja w Iranie. W jej trakcie A-10 użyto do niszczenia irańskich motorówek blokujących cieśninę Ormuz. Te samoloty wzięły również udział w operacji odbicia amerykańskiego lotnika, który katapultował się nad Iranem, w trakcie której osłaniały ogniem śmigłowce ratownicze – jeden z nich został na tyle mocno uszkodzony, że jego pilot musiał katapultować się w drodze do domu. Te operacje nie zmienią raczej opinii sił powietrznych o A-10, ale sprawiły, że o tym samolocie znowu jest głośno, więc odesłanie go na emeryturę ponownie byłoby problemem politycznym.
Nie oznacza to jednak, że USAF zrezygnuje z planu zastąpienia ich przy pomocy F-35. Jak donosi portal Air and Space Forces, w przyszłym roku fiskalnym będą chcieli pozyskać co najmniej 38 nowych F-35A i 129 myśliwców bombardujących F-15EX Eagle II. Wielu komentatorów uważa jednak, że dopiero pozyskanie nowej dedykowanej maszyny do CAS sprawi, że politycy w końcu odpuszczą i pozwolą odesłać A-10 na emeryturę. Na to jednak na razie się nie zapowiada. USAF inwestują bowiem w nowy bombowiec stealth B-21 Raider i nowy myśliwiec szóstej generacji F-47, więc ich budżet na inne projekty jest na razie mocno ograniczony – a siły powietrzne w ostatnich dekadach próbują odejść od wyspecjalizowanych maszyn na rzecz takich, które mogą spełniać wiele różnych ról na polu walki. Być może rozwiązaniem będzie jednak użycie do CAS dronów, które współpracują z myśliwcami.
źr. wPolsce24 za Task&Purpose, Air and Space Forces











