„Der Spiegel” zaczyna II wojnę w 1941 roku. Niemcy znów fałszują historię

Redakcja „Der Spiegel” w odpowiedzi na krytykę podkreśla, że tytuł wydania odnosi się do niemieckiej perspektywy, w której ta wojna zakorzeniła się w zbiorowej pamięci jako "wojna z Rosją". Tłumaczą, że Związek Radziecki był państwem wielonarodowościowym, a szczególnie ucierpiały Ukraina i Białoruś, ale nagłówek nie może uwzględnić wszystkich niuansów.
Problem jednak w tym, że na mapce towarzyszącej artykułowi Polska została przedstawiona ogólnie jako „okupowane obszary i sojusznicy państw Osi”. Dla polskiego czytelnika to nie jest „niuans” – to celowe uproszczenie, które wymazuje z mapy nasz kraj i jego tragiczny los. Co gorsza, jak zauważają krytycy, w głównym tekście brakuje wyraźnego odniesienia do agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku jako punktu wyjścia do opisywanych wydarzeń.
Zbrodnie w Polsce „nieumniejszane”, ale pomijane
Redakcja zapewnia, że „nie umniejszamy znaczenia wcześniejszych zbrodni w Polsce” i że zbrodnie Wehrmachtu na polskiej ludności cywilnej są od dawna udokumentowane. Jednocześnie jednak przyznają, że w swoim cyklu publikacji skupiają się na wojnie z Związkiem Radzieckim.
Tymczasem historycy krytykujący publikację zwracają uwagę na coś znacznie poważniejszego. Felix Ackermann, jeden z nich, wskazuje, że „niemieckie spojrzenie na wojnę ze Związkiem Radzieckim, skupione na Rosji, systematycznie pomija Ukrainę, Białoruś, a także Polskę”. Dodaje, że narracja tygodnika „celowo pomija fakt, że wojna na wyniszczenie rozpoczęła się we wrześniu 1939 roku w Polsce”.
Polska – nie „dodatek” do historii, ale jej pierwszy rozdział
Dla Polaków ta perspektywa jest nie do przyjęcia. To na naszych ziemiach Wehrmacht po raz pierwszy pokazał swoje bestialstwo. To polskie miasta były pierwsze bombardowane, to polska ludność cywilna jako pierwsza doświadczyła egzekucji, wysiedleń i terroru. Niemiecka wojna na wyniszczenie nie rozpoczęła się w czerwcu 1941 roku nad granicą z ZSRR – rozpoczęła się we wrześniu 1939 roku w Polsce.
Tymczasem „Der Spiegel” przedstawia Polskę na mapie jako jedną z wielu „okupowanych obszarów”, a w swoim oświadczeniu mówi o zbrodniach w Polsce jak o epizodzie, który – choć udokumentowany – nie zasługuje na miejsce w głównej narracji. To nie jest kwestia „niuansów” czy ograniczeń miejsca na okładce. To świadomy wybór narracyjny, który umniejsza polskie cierpienie i polską ofiarę.
Niemiecka perspektywa – ale czyja odpowiedzialność?
„Der Spiegel” broni się, mówiąc o „niemieckiej perspektywie”. Tylko że perspektywa nie zwalnia z odpowiedzialności za rzetelność historyczną. Jeśli niemiecki czytelnik ma w swojej zbiorowej pamięci wojnę z Rosją jako główny punkt odniesienia, to zadaniem mediów jest tę pamięć korygować, a nie utrwalać jej zniekształcenia.
Tym bardziej że, jak zauważają historycy, w numerze pakt Ribbentrop-Mołotow jest wspomniany tylko w sposób zawoalowany w reportażu o poligonie Bundeswehry na Litwie. To nie jest przypadek – to konstruowanie narracji, która zaczyna się w czerwcu 1941 roku i pomija to, co wydarzyło się wcześniej.
Polska ma prawo do swojej historii
Polska nie może być traktowana jako „dodatek” do historii II wojny światowej. Jesteśmy pierwszą ofiarą, a nasze straty – zarówno ludzkie, jak i materialne – należą do największych w Europie. Tymczasem niemiecki tygodnik, zamiast oddać sprawiedliwość historii, wybiera wygodną dla siebie narrację, w której Polska znika z mapy lub pojawia się jako mało istotny szczegół.
Oświadczenie redakcji, że „nie umniejszamy znaczenia zbrodni w Polsce”, brzmi w tym kontekście jak puste frazesy. Bo jeśli naprawdę nie umniejszacie – to dlaczego wasza narracja zaczyna się dopiero w 1941 roku? Dlaczego Polska na waszej mapie to tylko „okupowany obszar”?
Polacy mają prawo oczekiwać od niemieckich mediów, zwłaszcza tak wpływowych jak „Der Spiegel”, rzetelnego i kompletnego obrazu historii. Obrazu, w którym Polska nie jest pomijana, a jej tragedia nie jest spychana na margines. Bo historia nie może być pisana z perspektywy jednego narodu – zwłaszcza gdy ten naród był sprawcą, a nie ofiarą.
źr. wPolsce24 za DW/facebook











