Szwecja faworytem bukmacherów, ale w Sztokholmie Polacy zagrają… u siebie!

Przewaga Szwedów może wynikać przede wszystkim z faktu, że mecz zostanie rozegrany na ich terenie – w Solnie, na Strawberry Arena. Jednak wszystko wskazuje na to, że gospodarze wcale nie będą mieli komfortu gry „u siebie”. Na trybunach może bowiem dominować… biało-czerwona atmosfera.
2 tysiące biletów, ale Polaków pięć razy więcej
Oficjalnie Polski Związek Piłki Nożnej otrzymał około 2 tysięcy biletów na sektor gości i wszystkie rozeszły się błyskawicznie. To jednak tylko część obrazu. Wielu Polaków mieszkających w Szwecji oraz kibiców, którzy specjalnie przyjechali na mecz, wykupiło wejściówki w innych częściach stadionu.
Szacunki mówią nawet o 6–7 tysiącach, a według niektórych źródeł nawet 10 tysiącach polskich kibiców na trybunach. To liczba, która może całkowicie zmienić charakter tego spotkania.
Co więcej, w Sztokholmie pojawią się również zorganizowane grupy kibiców – ultrasi z całej Polski, którzy znów bojkotują mecze reprezentacji na PGE Narodowym. Tym razem mają wrócić z pełną mocą i poprowadzić doping, jakiego dawno nie było.
Będzie zupełnie inaczej niż na Narodowym
To szczególnie ważne w kontekście ostatnich spotkań kadry. Podczas meczu z Albanią atmosfera na stadionie była daleka od ideału – brakowało energii, a nawet hymn nie wybrzmiał tak, jak powinien. Jeden ze szwedzkich dziennikarzy porównał wtedy atmosferę do… ciszy panującej w kościele. W Sztokholmie ma być zupełnie inaczej.
Spotkanie zostanie rozegrane przy otwartym dachu, w obecności niespełna 50 tysięcy kibiców. Jeśli prognozy się potwierdzą, Polacy mogą stanowić zauważalną część widowni – i stworzyć warunki, które bardziej będą przypominały mecz wyjazdowy dla Szwedów niż dla naszej reprezentacji. Dlatego choć na papierze faworyt jest jeden, to rzeczywistość może napisać zupełnie inny scenariusz. Bo jeśli trybuny poniosą biało-czerwonych, Polska naprawdę może zagrać w Sztokholmie… jak u siebie. A na polskiej ziemi, czyli cztery lata temu wygraliśmy ze Szwedami baraż o mistrzostwa świata w Katarze 2-0, po golach Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Obaj piłkarze nadal stanowią o sile naszej kadry, co daje nam kolejny powód do optymizmu.
źr. wPolsce24











