Przeżył piekło na ziemi. „Nie chciałem patrzeć w lustro”. Poruszające wyznanie młodego piłkarza

Historia Tahirysa Dos Santosa to gotowy scenariusz na film, który zaczyna się od horroru w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana.
Noc, której nie da się zapomnieć
Wszystko wydarzyło się w sylwestrową noc w klubie „Le Constellation”. W budynkach wybuchł potworny pożar, w którym zginęło 41 osób. Dos Santos był w samym centrum piekła. 19-latek nie myślał o sobie, gdy wybuchła panika, ruszył na ratunek swojej dziewczynie, Coline.
– To się stało bardzo szybko. Pobiegliśmy razem po schodach, a potem... czarna dziura – relacjonuje piłkarz w rozmowie z „Paris Match”.
Gdy odzyskał przytomność na zewnątrz, był sparaliżowany strachem. Nie o własne rany, ale o bliskich. Przez trzy dni żył w niepewności, czy jego ukochana przeżyła.
„Wygląd nie ma znaczenia, ja żyję”
Młody zawodnik doznał poparzeń 30 proc. ciała. Został przetransportowany do specjalistycznego ośrodka w Stuttgarcie. To tam musiał zmierzyć się z najtrudniejszym przeciwnikiem – własnym odbiciem.
– Na początku nie chciałem patrzeć w lustro, żeby się nie martwić. Wiedziałem, że obcięto mi włosy, że twarz ucierpiała. Nie chciałem widzieć siebie od razu – wyznaje szczerze Dos Santos.
Mimo ogromnego cierpienia i długotrwałej rehabilitacji, nastolatek zachowuje niesamowity hart ducha. Jego słowa: „Jestem żywy, to najważniejsze” stały się inspiracją dla tysięcy kibiców, którzy śledzą jego walkę o powrót do sprawności.
Czy wróci na boisko?
Przed tragedią Tahirys Dos Santos występował w rezerwach FC Metz i wróżono mu dużą karierę. Dziś priorytety się zmieniły. Piłkarz musi na nowo uczyć się podstawowych czynności.
– Skupiam się na rehabilitacji, by odzyskać sprawność rąk, znów zacząć normalnie chodzić. Dopiero potem zobaczymy, co będzie – mówi z pokorą.
Historia Dos Santosa to nie tylko opowieść o wypadku, to przede wszystkim świadectwo niesamowitej odwagi i miłości, która niemal kosztowała go życie. Świat sportu trzyma kciuki za jego najtrudniejszy „mecz” i powrót do normalności.
źr. wPolsce24 za Sportowe Fakty











