Relacje świadków mrożą krew. Co wydarzyło się w szwajcarskim kurorcie?

Według relacji świadków, w lokalu było co najmniej 200 osób, a pokaz z szampanem odbywał się w niebezpiecznych warunkach.
– Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymały je blisko sufitu, co spowodowało pożar– relacjonował jeden z obecnych na miejscu.
Inny świadek dodał, że jedna z kelnerek stała na ramionach drugiego pracownika lokalu, a butelka z odpalonymi zimnymi ogniami oraz lecące iskry znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od sufitu.
Ogień rozprzestrzenił się w kilka sekund
Sytuacja wymknęła się spod kontroli błyskawicznie. Jedna z osób, której udało się uciec informowała, że gdy zapalił się sufit, w ciągu około dziesięciu sekund cały klub nocny stanął w płomieniach.
– Wszyscy wybiegliśmy z krzykiem, a kiedy się odwróciliśmy, zobaczyliśmy płomienie – dodała.
Szybka akcja służb, ogromna liczba ofiar
Straż pożarna i policja dotarły na miejsce zdarzenia w ciągu kilku minut, jednak skala pożaru okazała się tragiczna. W wyniku zdarzenia zginęło kilkadziesiąt osób, a około 100 zostało rannych. Wielu poszkodowanych doznało ciężkich poparzeń i zatruć dymem.
Pożar wybuchł w nocy ze środy na czwartek w kurorcie Crans-Montana, położonym w kantonie Valais. Dokładna przyczyna tragedii nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona. Prokuratorka generalna regionu, Beatrice Pilloud, podkreśliła jednak, że śledczy wykluczają motyw terrorystyczny.
źr. wPolsce24 za PAP











