Publicystyka

Organizacja, którą likwiduje Trump, promowała cenzurę w internecie

opublikowano:
hands-820272_1280
Oficjalnie chodziło oczywiście o "walkę z dezinformacją" (fot. ilustracyjna Pixabay)
Donald Trump rozprawia się właśnie z USAID. W przeszłości ta organizacja promowała m.in. cenzurę.

Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) została stworzona przez prezydenta Johna F. Kennediego, na miejsce wcześniejszych programów pomocy zagranicznej. Jej głównym celem było wspieranie rozwoju biedniejszych państw. Amerykanie nie kryli, że nie robią tego z dobroci serca. Nawet w swojej oficjalnej historii USAID przyznaje, że głównym celem tej pomocy było to, żeby poprzez zwiększenie jakości życia w takich państwach obniżyć ryzyko, że wpadną w orbitę ZSRR. Liczyli też, że jeśli takie państwa staną się bogatsze, to będą chłonnymi rynkami dla amerykańskich towarów. USAID miała też dać USA wpływy na ich rządy i promować na świecie amerykańskie interesy. Organizacja współpracowała też blisko z CIA, a praca dla niej często bywała przykrywką dla amerykańskich szpiegów. 

Przejęli ją radykalni marksiści 

Można się oburzać na tak instrumentalne traktowanie pomocy zagranicznej, ale nie ma chyba państwa, które wykazywałoby się tutaj altruizmem – dla wszystkich pomoc zagraniczna jest przede wszystkim narzędziem do realizacji własnych interesów. Problemem z USAID było coś innego. Organizacja ta, chociaż formalnie podlega pod Departament Stanu, miała dużą autonomię. Republikanie od lat oskarżali ją o to, że wykorzystuje tę autonomię, by na całym świecie promować lewicową ideologię i wartości. Robiła to głównie poprzez finansowanie organizacji pozarządowych. Podczas rozprawy Trumpa z USAID wyszło nawet na jaw, że finansowała kilkadziesiąt takich organizacji w Polsce. Wśród nich były też takie, których działalność była wymierzona w poprzedni rząd – bądź co bądź jednego z najbliższych sojuszników Waszyngtonu.

Na początku swojej drugiej kadencji Donald Trump nakazał wstrzymanie na trzy miesiące amerykańskiej pomocy zagranicznej, by dać czas na ocenę tego, które programy są opłacalne dla USA. Wkrótce potem odesłał sześćdziesięciu wysoko postawionych członków USAID na przymusowe urlopy, oskarżając ich o próby obchodzenia tego zakazu. Kilka dni temu Elon Musk poinformował, że Trump wydał mu, jako szefowi Departamentu Efektywności Rządu (DOGE), polecenie jej zlikwidowania. Ani Musk, ani Trump nie kryli, że głównym powodem jest jej lewicowe skrzywienie. Trump stwierdził m.in., że rządzi nią banda radykalnych wariatów. Musk był jeszcze bardziej bezpośredni – nazwał ją gniazdem żmij skrajnie lewicowych marksistów, którzy nienawidzą Ameryki i organizacją przestępczą. Twierdził też, że wspiera radykalnie lewicowe sprawy na całym świecie, w tym rzeczy, które są antyamerykańskie.

Finansowała transpłciowe opery i DEI w Serbii.

Wcześniej pojawiły się spekulacje, że Trump chce, aby amerykańską pomoc zagraniczną kontrolował bezpośrednio Departament Stanu. W poniedziałek sekretarz stanu Marco Rubio potwierdził, że został p.o. dyrektora USAID. USAID nie funkcjonuje. Musi być zgodna z polityką USA. Musi być zgodna z narodowym interesem USA. Nie jest globalną organizacją charytatywną. To są dolary podatników. Ludzie zadają proste pytania: co robią z pieniędzmi? Wydajemy pieniądze podatników. Jesteśmy winni im gwarancję, że to służy narodowym interesom – powiedział. Dodał że próbowano zreformować tę organizację od 20 czy 30 lat, ale nic to nie dało.

Tego samego dnia sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Levitt zwróciła uwagę na konferencji prasowej na to, na co USAID wydawała pieniądze amerykańskich podatników. Wspomniała m.in., że zainwestowała półtora miliona dolarów na promowanie „różnorodności, równości i inkluzywności” (DEI) w miejscach pracy w Serbii, 70 tys. dolarów na stworzenie promującego DEI musicalu w Irlandii, 47 tys. na „transpłciową operę” w Kolumbii czy 32 tys. na „transpłciowy komiks” w Peru. Nie wiem jak wy, ale ja jako amerykański podatnik nie chcę, by moje dolary szły na takie bzdury i wiem, że Amerykanie też tego nie chcą” - powiedziała.

Promowali cenzurę w sieci

Takie przykłady marnotrawstwa dobrze trafiają do elektoratu i pokazują absurdalność całej sytuacji. USAID jednak zajmowała się także dużo groźniejszymi rzeczami niż transpłciowe opery. Jak ujawniła Fundacja Wolności w Sieci (FfFO), USAID promowała na całym świecie cenzurę w internecie.  Sprawa wyszła na jaw w 2022 roku, kiedy organizacji America First Legal – po wyroku sądu – udało się wejść w posiadanie wewnętrznego dokumentu pod tytułem Disinformation Primer (ang. Elementarz Dezinformacji). USAID stworzyła go w lutym 2021, tuż po objęciu władzy przez Joe Bidena. Oficjalnie oczywiście ten dokument dotyczy walki z dezinformacją, ale nie od dziś wiadomo, że ta często bywa dla lewicy jedynie zasłoną do walki z „nieprawomyślnymi” głosami – a niektóre treści z tego dokumentu sprawiają, że naprawdę trudno jest go zinterpretować inaczej.

W jednym z rozdziałów autorzy Podręcznika zauważają na przykład rosnący brak zaufania do mainstreamowych mediów. Ich zdaniem to negatywne zjawisko, bowiem demokratyczne społeczności polegają na dziennikarzach, mediach i bloggerach, by ci pomagali kształtować lokalny i narodowy dialog. Kilka zdań dalej przyznają otwartym tekstem, że to, że niektórzy liderzy opinii rzucają wątpliwości na media, to szkodzi to ich programom i dotacjom.

USAID uważa, że ma na to receptę. Internetowe platformy newsowe naruszyły tradycyjny krajobraz medialny. Urzędnicy i dziennikarze nie są już jedynymi selekcjonerami informacji. Z tego powodu obywatele potrzebują nowego poziomu informacyjnego lub medialnego alfabetyzmu by oceniać szczerość stwierdzeń publikowanych w internecie. Medialny alfabetyzm to popularna wśród lewicy koncepcja, zgodnie z którą odbiorców treści medialnych można nauczyć jak odróżniać te wartościowe od „dezinformacji”. Jej krytycy zwracają uwagę, że takie kursy – które w niektórych lewicowych stanach wprowadzono już do szkół, w praktyce uczą, żeby ufać bezrefleksyjnie medialnemu mainstreamowi i nie kwestionować publikowanych przez niego treści.

Przekierowania, prebunking

Elementarz promuje też tzw. metodę przekierowania. Została opracowana przez założony przez Google think tank Jigsaw. Polega na tym, że jeśli użytkownik szuka w internecie treści, które potencjalnie mogą być nieprawomyślne, to automatycznie podsuwa mu się treści, które są zgodne z mainstreamową narracją. USAID promuje także strategię „prebunkingu”, promowaną przez kontrowersyjną „ekspert od dezinformacjii zwolenniczkę cenzury w sieci Joan Donovan. To przeciwieństwo debunkingu, czyli tłumaczenia kłamstw i manipulacji w treściach medialnych, wypowiedziach polityków itp. W uproszczeniu polega na tym, że jeżeli wie się, że wkrótce w przestrzeni medialnej pojawi się jakiś kontrowersyjny temat, to tworzy się zawczasu treści, które odbiorcom narzucą odpowiednią narrację.

Wśród przydatnych w walce z „dezinformacją” narzędzi jest, według USAID, także Hamilton 2.0. To stworzone przez think tank German Marshall Fund – który założono za niemieckie pieniądze – narzędzie, które oficjalnie służy do wykrywania aktywności botów szerzących państwową dezinformację i propagandę. To narzędzie jest następcą Hamiltona 68. Na przełomie 2022 i 2023 roku Elon Musk opublikował wiele wewnętrznych dokumentów Twittera. Jednym z nich były maile Yoela Rotha, byłego kierownika ds. zaufania i bezpieczeństwa, w których ostro krytykował Hamilton 68. Twierdził, że ten program uznawał konta zwykłych użytkowników o prawicowych poglądach za rosyjską dezinformację. Zauważył, że tworzone przy jego pomocy analizy są bezwartościowe, bowiem dosłownie każda konkluzja z nich wyciągnięta weźmie konwersacje w konserwatywnych kręgach na Twitterze i oskarży ich o bycie Rosjanami.

Nowy typ dezinformacji 

Autorzy Elementarza chcą także stworzyć nowy typ "dezinformacji". Wśród amerykańskich ekspertów istnieje podział na dwa jej rodzaje: misinformation to dezinformacja, która jest tworzona przypadkiem i wynika z nieznajomości faktów, podczas gdy disinformation to celowo tworzone kłamstwa. Proponują dodać do tego malinformation. Zgodnie z ich definicją to treści będące prawdą, ale np. wyrwane z kontekstu. Nietrudno sobie wyobrazić, że zdolny cenzor będzie potrafił każdą niewygodną dla mainstreamu treść uznać za „wyrwaną z kontekstu”.

Dezinformacja to potężne narzędzie w arsenale współczesnej wojny hybrydowej, i jest szeroko wykorzystywana przez takie państwa jak Rosja czy Chiny. Każdy rozsądny człowiek zgodzi się, że walka z takimi treściami jest ważna i konieczna. Każdy poza autorami Elementarza. Ich zdaniem tworzone przez totalitarne reżymy treści, których celem jest destabilizacja wrogim ich państw, to mniejszy problem. Większym jest to, że problematyczne treści bardziej regularnie wywodzą się z sieci alternatywnych stron i anonimowych osób, które stworzyły w sieci swoje alternatywne przestrzenie medialne. Ich zdaniem grupy dyskusyjne, Discord czy strony o grach komputerowych <sic!> są groźniejsze dla społeczeństwa niż aparaty propagandy Rosji i Chin i ich tajne służby. Nie podoba im się, że takie miejsca pozwalają użytkownikom na interpretacje świata, które różnią się od mainstreamowych źródeł, gdyż to pozwala im na tworzenie populistycznej ekspertyzy, która usprawiedliwia, kreuje i wspiera ich alternatywne poglądy.

Odciąć ich od pieniędzy 

 Autorzy uważają też, że w walce z „dezinformacją” można wykorzystać też tzw. finansowe czarne listy. Upraszczając nieco, proponują by namawiać reklamodawców, by nie kupowali reklam na nieprawomyślnych portalach. Jak zauważa FfFO, słowo „reklamodawcy” na 97 stronach Elementarza pada aż 31 razy. Lewica od dawna stosuje tę taktykę i znamy ją też z własnego podwórka – vide pojawiające się regularnie wezwania do wycofania reklam z prawicowych telewizji.

Pewną ironią losu jest to, że Musk, który dzisiaj likwiduje USAID, sam padł jej ofiarą. Gdy przejął Twittera, lewica zaczęła naciskać na reklamodawców, by ci wycofali z niego swoje reklamy. Twierdziła, że jego plany skończenia z cenzurą na tym portalu sprawią, że reklamy ich produktów będą się wyświetlać np. w towarzystwie treści nazistowskich. Ta akcja okazała się być bardzo skuteczna – Musk stracił połowę największych reklamodawców i miliardy dolarów. W zeszłym roku pozwał do sądu wiele firm, które wzięły udział w tym bojkocie, oskarżając je o nieuczciwą konkurencję.

źr. wPolsce24 za FfFO

Publicystyka

Ale nudyyyy. Tusk, Grabiec i Kosiniak-Kamysz przysypiają w Sejmie

opublikowano:
Donald Tusk, minister Grabiec, wicepremier Kosiniak-Kamysz przysypiają na przemówieniu Sikorskiego
Hej, Panowie. Obudźcie się! (fot. wPolsce24)
Wielkie obietnice, dyplomatyczne prężenie muskułów, a w rzeczywistości... po prostu wielkie ziewanie! Tzw. uśmiechnięta koalicja ledwo trzyma się na nogach. Podczas gdy z mównicy padają wzniosłe i wyświechtane frazesy o tym, że "byliśmy i będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki", ekipa Tuska walczy z grawitacją i opadającymi powiekami.
Publicystyka

Tusk nie zauważa święta polskich bohaterów. Potem znów będą płakać, że "prawica zawłaszcza patriotyzm"

opublikowano:
Prezydent RP Karol Nawrocki podczas spotkania z mieszkańcami powiatu płockiego przed budynkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Bielsku, 1 bm. Spotkanie jest częścią programu obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych
Prezydent RP Karol Nawrocki podczas spotkania z mieszkańcami powiatu płockiego przed budynkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Bielsku, 1 bm. Spotkanie jest częścią programu obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych (Fot. PAP/Paweł Supernak)
1 marca Polska po raz kolejny oddaje hołd bohaterom powojennego podziemia niepodległościowego — żołnierzom, którzy po 1945 roku nie pogodzili się z narzuconą Polsce komunistyczną władzą. Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” został ustanowiony z inicjatywy śp. Lecha Kaczyńskiego, a ustawę wprowadzającą święto podpisał jego następca, Bronisław Komorowski.
Publicystyka

Cyrk na posiedzeniu rządu. Tusk łzawym tonem atakuje prezydenta. Polityczna szopka w wykonaniu premiera

opublikowano:
Donald Tusk na nadzwyczajnym posiedzeniu rząd atakuje prezydenta i plecie androny.
Donald Tusk na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu (fot. wPolsce24)
Wyreżyserowana polityczna szopka, wręcz cyrk. Tak krótko można skomentować wystąpienie premiera Donalda Tuska na posiedzeniu rządu zwołanym w odpowiedzi na weto prezydenta w sprawie tzw. ustawy o SAFE. Choć posiedzenie przedstawiane było jako nadzwyczajne, trudno nie odnieść wrażenia, że było zaplanowane już dawno, a Tusk tylko wyszedł odegrać swoją rolę. I tu trzeba go pochwalić - umiejętności aktorskich mu nie brakuje.
Publicystyka

Wczoraj nagrywał filmiki, dziś zapracowany. Tusk nie chce odpowiadać na pytania o aferę Giertycha

opublikowano:
Donald Tusk nie chce rozmawiać o Giertychu
Donald Tusk nie chce rozmawiać o Giertychu (fot. wPolsce24)
Nagle zabrakło czasu na filmiki? Donald Tusk umywa ręce w sprawie wielomilionowych interesów Giertycha na krzywdzie frankowiczów!
Publicystyka

Fikołki i manipulacje Tuska! Szef rządu znów w amoku atakuje prezydenta i szuka winnych wszędzie, tylko nie u siebie

opublikowano:
Tusk bezczelny na  posiedzeniu rządu
Tusk bezczelny na posiedzeniu rządu (fot. wPolsce24)
Donald Tusk po raz kolejny udowadnia, że w sztuce politycznego krętactwa i odwracania kota ogonem nie ma sobie równych. Zamiast zająć się realnymi problemami Polski, woli snuć absurdalne teorie i w skandaliczny sposób uderzać w głowę państwa, próbując wymusić uległość wobec swojej polityki i mamić wyborców.
Publicystyka

Skandaliczne groźby Kierwińskiego. Poseł Śliwka bezlitośnie kpi z ministra: "Często wspomina wczorajszy wieczór"

opublikowano:
Marcin Kierwiński znowu mówi tak, że trudno go było zrozumieć
Marcin Kierwiński znowu mówi tak, że trudno go było zrozumieć (fot. wPolsce24)
Przedstawiciele obecnej władzy znów pokazują swoją prawdziwą twarz, otwarcie grożąc siłowymi rozwiązaniami wobec niezależnych instytucji. Minister Marcin Kierwiński wprost przyznał, że potrafi sobie wyobrazić szokujący scenariusz, w którym sędziowie wchodzą do Trybunału Konstytucyjnego w asyście policji.