Publicystyka

Rosjanie myśleli, że USA wysłały na nich pociski atomowe. Niemal doszło do końca świata

opublikowano:
Rakieta meteorologiczna Black Brant. W 1995 roku Rosjanie pomylili ją z pociskiem z głowicą atomową i niemal odpowiedzieli swoimi rakietami
Pomylili rakietę meteorologiczną z atomowym pociskiem (fot. NASA)
Dokładnie 21 lat temu świat stanął na krawędzi nuklearnej zagłady. Decyzję o tym, czy wywołać wojnę atomową, musiał podjąć obudzony w środku nocy Borys Jelcyn – i było bardzo blisko tego, że Rosja wystrzeliłaby swoje rakiety.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • 25 stycznia 1995 roku świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej, gdy Rosja błędnie uznała start rakiety naukowej za atak atomowy USA.

  • Norwesko-amerykańska rakieta badawcza Black Brant XII, odpalona w celu badań zorzy polarnej, została wykryta przez rosyjskie radary jako potencjalny pocisk balistyczny.

  • Rosja była formalnie poinformowana o starcie, jednak informacja utknęła w rosyjskim MSZ i nie trafiła do wojska ani sztabu generalnego.

  • Trajektoria rakiety przypominała lot pocisku nuklearnego Trident, a rozdzielenie członów zostało uznane za MIRV z wieloma głowicami bojowymi.

  • Rosyjskie siły nuklearne postawiono w stan najwyższej gotowości, a okręty podwodne z bronią atomową przygotowano do uderzenia odwetowego.

  • Prezydent Borys Jelcyn otrzymał „Czeget” – walizkę do autoryzacji ataku jądrowego, co było jedynym takim przypadkiem w historii Rosji.

  • Po kilkunastu minutach uznano, że obiekt nie stanowi zagrożenia, a rakieta spadła zgodnie z planem w rejonie Spitsbergenu.

  • Opinia publiczna dowiedziała się o incydencie dopiero po tygodniu, gdy Kreml przyznał, jak blisko świat był nuklearnej katastrofy.

Black Brant to rodzina rakiet meteorologicznych, które są produkowane od lat sześćdziesiątych w Kanadzie. Takie rakiety służą do wynoszenia instrumentów badawczych na wysokości, które są niedostępne dla balonów meteorologicznych, zwykle od 50 do 150 km, by np. badać przy ich użyciu skład i właściwości atmosfery. Black Brant to jedna z najbardziej udanych konstrukcji tego typu. Jest bardzo szeroko używana i wyprodukowano ich dotychczas ponad 800 sztuk w różnych wariantach.

Zapomnieli powiadomić wojsko

25 stycznia 1995 roku grupa norweskich i amerykańskich naukowców odpaliła taką rakietę – w czteroczłonowym wariancie XII – z poligonu rakietowego Andøya w Norwegii. To miała być zupełnie rutynowa misja. W jej głowicy była aparatura badawcza, która miała im pomóc w zbadaniu zorzy, która pojawiła się nad Svalbardem. Nie przypuszczali, że odpalając ją, niemal doprowadzą do wojny atomowej.

Naukowcy wiedzieli, że start rakiety może wywołać panikę. Zanim do niego doszło, poinformowali więc o nim 30 państw, wśród których była także Rosja. Wiadomość o planowanym starcie została przekazana do rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ono jednak nie poinformowało o tym Sztabu Generalnego, wojsk rakietowych ani żadnej innej części rosyjskich sił zbrojnych. Do dziś do końca nie wiadomo, jak mogło dojść do takiego zaniedbania. Jeden z rosyjskich generałów powiedział anonimowo mediom, że urzędnicy potraktowali jego treść zbyt dosłownie. Norwegowie napisali w nim, że celem tego dokumentu jest powiadomienie o starcie marynarzy, więc ministerstwo powiadomiło o nim rosyjskie statki, ale nikomu nie przyszło do głowy, że warto o tym powiedzieć także wojsku.

Uznali, że to atak 

Efektem było to, że gdy wznosząca się rakieta została zarejestrowana przez stację radarową w Olenegorsku, w Rosji wybuchła panika. Zachód był wtedy przekonany, że po upadku ZSRS Rosja przestała być zagrożeniem, ale Rosjanie nadal bardzo nieufnie podchodzili do USA i NATO i nadal obawiali się ataku z ich strony. Widząc poruszający się szybko obiekt lecący po trajektorii balistycznej, uznali go więc za amerykańską rakietę z głowicą atomową. Wpływ na to miało kilka czynników. Jak informuje amerykańskie Dowództwo Europejskie (EUCOM), rakieta leciała w korytarzu łączącym wyrzutnie międzykontynentalnych pocisków balistycznych Minuteman III w Północnej Dakocie z Moskwą. Co więcej, jej trajektoria przypominała trajektorię, jaką przyjęłaby rakieta Trident odpalona z amerykańskiego okrętu podwodnego. Gdy jej człony uległy rozdzieleniu, operatorzy radaru uznali, że to MIRV. Tak nazywa się pociski balistyczne, które posiadają kilka głowic bojowych, które rozdzielają się przed uderzeniem w cel.

Bardzo podobny incydent miał miejsce wcześniej, w 1983 roku. Wtedy jedna z rosyjskich stacji radarowych zarejestrowała lot pięciu pocisków balistycznych w stronę Rosji. Jej operator, Stanisław Pietrow, uznał wtedy, że Amerykanie w razie prawdziwego ataku wysłaliby dużo więcej rakiet, więc nie powiadomił o tym swojego dowództwa. Gdyby to zrobił, istniała spora szansa na to, że Rosja odpaliłaby swoje rakiety. Wcześniej Amerykanie rozmieścili bowiem w Europie rakiety Pershing, które mogłyby dolecieć do Moskwy w 10 minut, co było odpowiedzią na rozmieszczenie przez Rosjan rakiet SS-20. Równocześnie NATO planowało przeprowadzić wkrótce ćwiczenia Able Archer 83, a Kreml obawiał się, że to „przykrywka” do ataku na Wschód. Gdyby Pietrow postąpił zgodnie z protokołem i zgłosił zaobserwowanie tych rakiet, zdaniem większości historyków spanikowane sowieckie przywództwo mogłoby zdecydować się na atak odwetowy. Po fakcie odkryto, że te rzekome rakiety to były promienie słońca odbite od chmur – coś, czego projektanci systemu nie wzięli w ogóle pod uwagę.

Tym razem jednak fakt, że zaobserwowano tylko jedną rakietę, nie wzbudził wątpliwości. Było to bowiem zgodne z jednym z rosyjskich scenariuszy potencjalnego amerykańskiego ataku. Podczas Zimnej Wojny oba państwa stosowały tzw. doktrynę wzajemnie zagwarantowanego zniszczenia (MAD). Polegała na tym, że żadna ze stron nie odpali swoich pocisków atomowych, bo doskonale wie, że druga strona odpowie tym samym. Rosyjscy sztabowcy uważali jednak, że Amerykanie mogą zdecydować się na wysłanie jednego pocisku i zdetonowanie ładunku atomowego wysoko nad Rosją. Spowodowany tym silny impuls elektromagnetyczny oślepiłby rosyjskie radary i zagłuszył środki komunikacji, dzięki czemu późniejszy atak nie spotkałby się z odwetem. Widząc pojedynczą rakietę na ekranie radaru, Rosjanie byli przekonani, że ten scenariusz właśnie się sprawdza i wkrótce polecą ich setki.
Sprawiło to, że rosyjskie siły nuklearne zostały postawione w stan najwyższej gotowości, a kapitanowie okrętów podwodnych z pociskami atomowymi dostali polecenie, by przygotować się do uderzenia odwetowego. Wszystko odbywało się pod ogromną presją czasu. Rosjanie zakładali, że odpalona z okrętu podwodnego rakieta doleci do Rosji w ok. 10 minut. Nie wiedzieli, czy ta rakieta faktycznie leci w jej kierunku, bo by to ustalić, trzeba by było śledzić jej trajektorię przez dłuższy czas. Rosyjska doktryna przewidywała, że Rosja odpowie atakiem w momencie wykrycia zagrożenia, bo gdy głowice atomowe wybuchną, będzie już za późno.

Los świata w rękach Jelcyna 

 Z tego powodu prezydentowi Jelcynowi wręczono Czeget – rosyjski odpowiedni amerykańskiego Nuklearnego Futbolu, specjalną walizkę, która umożliwiała mu autoryzację użycia broni atomowej. To jedyny znany przypadek w historii, kiedy taka walizka została aktywowana. Aktywowano także walizki ministra obrony Pawła Graczewa i szefa sztabu generalnego Michaiła Koleśnika, ale to Jelcyn musiał w kilka minut podjąć decyzję, czy odpalić rosyjskie rakiety. Nie wiemy tego na pewno, ale biorąc pod uwagę jego tryb życia, istnieje większa niż zerowa szansa, że był wtedy pijany.

Ostatecznie prezydent uznał jednak po rozmowie z doradcami, że ta rakieta nie stanowi zagrożenia dla Rosji. Niedługo potem operatorzy radaru dali radę ustalić, że nie leci nawet w jej stronę. Po 24 minutach od startu, zgodnie z planem, spadła na ziemię w okolicach Spitsbergenu. Świat dopiero po tygodniu dowiedział się, jak blisko znalazł się nuklearnej zagłady. Dopiero wtedy Kreml zdecydował się bowiem powiadomić o tym incydencie rosyjskie media. Rosjanie twierdzą, że od tego czasu dokonano znaczących zmian w procedurach, by do takiego incydentu nie doszło ponownie.

źr. wPolsce24 za Smitsonian, EUCOM, Arms Controll Centre

Świat

Szokujące słowa Trumpa! "Rosja niestety straciła..."

opublikowano:
mid-epa13249027 (1)
Donald Trump/Fot. PAP/EPA
Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek, że Rosja straciła kontrolę nad swoim przemysłem wytwarzania oleju napędowego w skutek ukraińskich uderzeń. Wezwał do szybkiego zakończenia wojny.
Publicystyka

Kadyrow zrealizuje w Czeczenii swój program wyborczy niemal w całości. Tak wynika z "prawa Tuska"

opublikowano:
Donald Tusk jedyną możliwość na realizację wszystkich obietnic wyborczych widzi w powtórzeniu "sukcesu" Ramzana Kadyrowa. Ale to się raczej nie uda
Donald Tusk jedyną możliwość na realizację wszystkich obietnic wyborczych widzi w powtórzeniu "sukcesu" Ramzana Kadyrowa. Ale to się raczej nie uda (Fot. Fratria)
Ramzan Kadyrow pobił swój własny rekord życiowy. Czeczeński dyktator w wyborach na przywódcę republiki uzyskał, uwaga, 99,85 procenta głosów. Wynik tak bezczelny, że nawet w realiach wschodnich despotii wywołuje uśmiech politowania. Jednak gdzieś w Warszawie ten rezultat może budzić nie tyle pobłażliwe parsknięcie, co... cichą zazdrość i polityczną rozkosz. Wszak gdyby Donald Tusk rządził w Groznym, wreszcie zrealizowałby wszystkie swoje obietnice.
Publicystyka

Jak Donald Tusk może tak ordynarnie kłamać prosto w oczy milionom Polaków?!

opublikowano:
Tusk na mównicy. Jak zwykle kłamie jak z nut.
Tusk na mównicy sejmowej często mija się z prawdą (wPolsce24)
Donald Tusk znów sięga po sprawdzoną, destrukcyjną metodę: zasiać panikę, podzielić Polaków i uciec przed odpowiedzialnością za drożyznę oraz zapaść państwa. Na antenie telewizji wPolsce24 w programie „Kontra” doradca prezydenta Błażej Poboży bezlitośnie obnażył manipulację szefa rządu, który publicznie powoływał się na rzekomy raport wywiadu USA. Jak Donald Tusk może tak ordynarnie kłamać prosto w oczy milionom Polaków?!
Świat

Rosja zaatakuje kolejne państwa?! Niepokojące doniesienia

opublikowano:
putinmapa
Rosyjski dyktator Władimir Putin. W tle mapa Europy. Fot. PAP/EPA/ALEXANDER KAZAKOV/SPUTNIK/KREMLIN/POOL/Fratria
Czy Rosja rozszerzy wojnę na kolejne kraje? Takie prawdopodobieństwo wynika z dzisiejszego wpisu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. „Na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ będziemy rozmawiać o tym, jak wspólnymi siłami doprowadzić do pokoju” – zapowiedział ukraiński przywódca.
Świat

Zełenski spotka się z Trumpem! "To może wiele zmienić"

opublikowano:
Wołodymyr Zełenski i Donald Trump
fot. Fratria/PAP/EPA/Samuel Corum/POOL
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiadomił o rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem i planowanym spotkaniu z amerykańskim przywódcą w Nowym Jorku. Zełenski stwierdził, że ścieżka pokojowa jest priorytetem numer jeden.
Media

Zdumiewające! Ekipa Tuska zgrillowana w TVN24. "Nie wystarczy"

opublikowano:
Donald Tusk
Fot. PAP/Vladyslav Musiienko
Zagrożenie ze strony Rosji, a co robi rząd Donalda Tuska? Nawet na antenie TVN24 nie kryją się z krytyką działań Koalicji 13 grudnia...