Publicystyka

Lot Świerkowej Gęsi. 77 lat temu największy samolot na świecie wzniósł się w powietrze

opublikowano:
H-4_Hercules_2
Miała pomóc w pokonaniu Niemiec, ale nie zdążono jej zbudować na czas (fot. SDASM Archives\ Wikipedia)
Dokładnie 77 lat temu Hughes H-4 Hercules, znany lepiej jako Świerkowa Gęś, po raz pierwszy i ostatni wzniósł się w powietrze. Zbudowany przez ekscentrycznego miliardera samolot miał być przełomem w walce z niemieckimi u-bootami, ale wojna skończyła się, zanim zdążono go zbudować.

Podczas II Wojny Światowej Amerykanie transportowali ogromne ilości broni, zaopatrzenia i żołnierzy do Wielkiej Brytanii. Robili to głównie przy pomocy statków typu Liberty, które produkowano w ogromnych ilościach i błyskawicznym tempie. Te jednak były łatwym łupem dla u-bootów, jak nazywano niemieckie okręty podwodne. Straty ludzi i sprzętu były ogromne.

W 1942 roku potentat stoczniowy Henry Kaiser wpadł na pomysł, że będzie można je ograniczyć, jeśli transport będzie odbywał się drogą powietrzną, przy pomocy łodzi latającej. Taki samolot musiałby jednak być ogromny, by zabrać na pokład na tyle dużo ludzi i towarów, by latanie nim było opłacalne. Kaiser wiedział też, że nie będzie mógł być zbudowany z aluminium, potrzebnego do produkcji myśliwców i bombowców, a z „materiałów niestrategicznych” - w tym wypadku z drewna. Jako, że jego firma miała zerowe doświadczenie w produkcji samolotów, zdecydował się pójść na współpracę z ekscentrycznym biznesmenem Howardem Hughesem.

Latający bogacz 

Ojciec Hughesa wynalazł nowy typ wiertła, które umożliwiało wydobycie ropy z dotychczas niedostępnych złóż. Ten wynalazek przyniósł mu fortunę, którą odziedziczył jego syn. Hughes junior zajął się jej pomnażaniem, zostając jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Związał się też z przemysłem filmowym, zostając producentem i reżyserem. Jego filmy, jak Anioły Piekieł – o amerykańskich lotnikach podczas I Wojny Światowej – i Człowiek z Blizną (o Alu Capone) okazały się być wielkimi hitami.

Hughes kochał też lotnictwo. Był zapalonym pilotem, który pobił w latach trzydziestych wiele rekordów. W 1934 roku założył własną firmę lotniczą, Hughes Aircraft. Jej celem było stworzenie najszybszego samolotu na świecie. Gotowa maszyna, nazwana H-1 Racer, faktycznie pobiła ten rekord, ale niemal kosztowało go to życie – rozbił się, bo w trakcie lotu nie zauważył, że kończy mu się paliwo.

Hughes chce budować broń

Pod koniec lat trzydziestych wiele amerykańskich firm lotniczych zarabiało na produkcji samolotów wojskowych dla europejskich państw. Hughes postanowił, że jego firma też wejdzie na ten rynek. Jej pierwszym samolotem wojskowym był dwusilnikowy myśliwiec przechwytujący D-2, który tak bardzo przypominał legendarnego P-38, że Hughes twierdził, że Lockheed ukradł mu jego projekt. Ten samolot okazał się jednak być nieudany i nigdy nie wyszedł poza fazę testów w locie. Stał się jednak bazą dla jego kolejnego projektu, zwiadowczego XF-11. Opóźnienia sprawiły jednak, że jego pierwsze prototypy zbudowano dopiero po wojnie, gdy nie były już potrzebne. Hughes osobiście oblatał pierwszy z nich, i niemal przypłacił to życiem, bo jego samolot rozbił się w Beverly Hills z powodu awarii śmigła.

Hughes zgodził się na propozycję Kaisera i podpisał kontrakt na budowę trzech gigantycznych łodzi, które nazwano HK-1. Był jednak sceptyczny co do tego, czy uda im się zdążyć. Okazało się, że miał rację. Kaiser, zniechęcony wielomiesięcznymi opóźnieniami i obwiniając o nie perfekcjonizm Hughesa, wycofał się w końcu z tego projektu. Hughes zdecydował się, że dokończy go osobiście. 

Senat żąda odpowiedzi

Zanim zdążył go zbudować, skończyła się wojna. Wkrótce po niej wpadł w poważne kłopoty – Kongres zainteresował się tym, co robił podczas wojny. Politycy zwracali uwagę, że jego firma dostała ogromne pieniądze od rządu USA. W końcu został wezwany przez kongresową komisję. Zarzucono mu m.in. to, że aby podpisać kontrakt na XF-11, przekupił generała Eliotta Roosevelta, syna prezydenta USA, który dowodził wtedy amerykańskim lotnictwem rozpoznawczym. Gdy szukając nowego samolotu rozpoznawczego odwiedził jego firmę, przywitały go w niej piękne hostessy i słynne aktorki, w tym Faye Emerson, która później miała zostać jego żoną. Handlowiec Hughesa John Meyer zabrał go też na wystawne przyjęcia i rajd po nocnych klubach, płacąc za rachunki z firmowych pieniędzy.

H-4 również była obiektem tych przesłuchań. Jej budowa kosztowała bowiem aż 23 miliony dolarów – 246 milionów po uwzględnieniu inflacji – co było wtedy astronomiczną kwotą. Hughes bronił się, że budowa największego samolotu na świecie nie jest łatwym zadaniem. Dodał też, że postawił na ten projekt swoją reputację i jeśli okaże się porażką, to najprawdopodobniej opuści USA. Obwiniał też o opóźnienia fakt, że w jego konstrukcji nie mógł używać materiałów strategicznych.

Przesłuchania Hughesa były jednymi z pierwszych, jakie transmitowała telewizja. Miliarder wiedział jak to wykorzystać. Wiedział, że przewodniczący tej komisji, republikański senator Ralph Owen Brewster, przyjaźni się z Juanem Trippe, założycielem linii lotniczej Pan Am. Oskarżył go więc, zarówno przed komisją, jak i za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów, że działa w jego interesie, by zmusić Hughesa do sprzedania mu jego linii lotniczej TWA, za co dostawał od niego łapówki. Ostateczny raport komisji mocno skrytykował Hughesa, ale nie miało to znaczenia, bo dał radę narzucić swoją narrację opinii publicznej. Kilka lat później zemścił się też na Brewsterze, finansując kampanię wyborczą jego rywala i kończąc w ten sposób jego karierę polityczną. 

Lot giganta 

W międzyczasie trwały prace nad H-4. Niechętne mu media szybko ochrzciły ten samolot „Świerkową Gęsią”. Sam Hughes bardzo nie lubił tej nazwy, gdyż H-4 nie był zbudowany z tego drewna. Pracownicy jego firmy używali między sobą innej nazwy, Brzozowa Suka. Gotowy samolot był gigantyczny. Gdy go zbudowano, był największym samolotem świata, i długo zachował ten tytuł. Odebrał mu go dopiero An-225 Mrija, zbudowany w latach osiemdziesiątych, a większą rozpiętość skrzydeł miał dopiero Scale Composites Stratolaunch, który zbudowano w 2019 roku.

W listopadzie 1947 roku Hughes odwiedził Kalifornię podczas przerwy w przesłuchaniach. Siadł za sterami Świerkowej Gęsi, która tego dnia miała odbyć jedynie próby stateczności na powierzchni morza. Oprócz reszty załogi, towarzyszyło mu siedmiu dziennikarzy i siedmiu przedstawicieli innych firm lotniczych. Podczas trzeciej próby Hughes niespodziewanie otworzył przepustnice. Gigantyczny samolot oderwał się od wody i wzniósł na wysokość kilku metrów. Po przeleceniu 1,6 km Hughes łagodnie posadził ją na falach. Udowodnił, że jego samolot potrafi latać. 

https://www.youtube.com/embed/e5EgnoKb5Eo?si=7L8An7zx3zBvoIDb

Już nigdy nie wzniosła się w powietrze

Ten pierwszy lot okazał się też być ostatnim. Hughes twierdził potem, że zbudowany przez jego firmę gigant od początku był traktowany jako maszyna eksperymentalna. Przez jakiś czas utrzymywano go w stanie gotowości do lotu, co kosztowało Hughesa milion dolarów rocznie. Wprowadzono też szereg modyfikacji. Ostatecznie jednak zaplanowane loty testowe zostały odwołane. Powody tej decyzji do dziś są nieznane. Faktem natomiast jest, że podczas II WŚ zbudowano tyle lotnisk dla ciężkich bombowców, że łodzie latające stały się zbędne i szybko odeszły do lamusa, a sam Hughes przyznawał, że Świerkowa Gęś była zbyt duża, żeby latanie nią miało być opłacalne.

Hughes musiał walczyć w sądzie o to, by ten samolot, zbudowany jakby nie patrzeć za rządowe pieniądze, pozostał jego własnością. W połowie lat siedemdziesiątych udało się dojść do porozumienia. W jego ramach Narodowe Muzeum Lotnictwa i Kosmosu otrzymało H-1 i fragment płata H-5, a rząd USA 700 tys. dolarów za zrzeczenie się praw do Świerkowej Gęsi. W 1980, już po śmierci Hughesa, podarowano ją Aeroklubowi Południowej Kalifornii, który zrobił z niej atrakcję turystyczną. Hala, w której była przechowywana, została jednak kupiona przez Disneya, a ten nie chciał jej dalej utrzymywać. W końcu trafiła do Muzeum Lotnictwa Evergreen w Portland, gdzie można oglądać ją do dzisiaj.

źr. wPolsce24

 

Publicystyka

„Potworek”, „King Kong”, „złoty cielec”. Ojciec Gużyński znów dowiózł dokładnie to, na co czekają liberalne media

opublikowano:
Już jutro piękna figura Matki Bożej zostanie poświęcona. Nie dajcie sobie wmówić, że refleksje jakie potrafi wywołać w człowieku ten imponujący wizerunek Maryi są "obciachowe"
Już jutro piękna figura Matki Bożej zostanie poświęcona. Nie dajcie sobie wmówić, że refleksje jakie potrafi wywołać w człowieku ten imponujący wizerunek Maryi są "obciachowe" (Fot. Olgierd Jarosz)
W sobotę 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w Konotopiu niedaleko Torunia zostanie poświęcona figura Matki Bożej Bolesnej – najwyższy pomnik maryjny w Europie o wysokości 55,65 m. To prywatne wotum wdzięczności miliardera Romana Karkosika za ocalone życie. Idea postawienia imponującej figury jest co i rusz atakowana przez liberalne media. Radio Zet sięgnęło po wypróbowanego w takich potrzebach o. Pawła Gużyńskiego i dostało, to co chciało.
Publicystyka

"Tusk łamie swoje własne zasady". Zabawna refleksja rozczarowanego profesora Matczaka

opublikowano:
Tusk tyle razy zmieniał zdanie w swojej politycznej karierze, że trudno zdziwić się, że wprowadza polityka do Trybunału Konstytucyjnego
Tusk tyle razy zmieniał zdanie w swojej politycznej karierze, że trudno zdziwić się, że wprowadza polityka do Trybunału Konstytucyjnego (Fot. PAP/Piotr Nowak)
Donald Tusk oficjalnie potwierdził, że Maciej Berek – jego bliski współpracownik, minister i „prawa ręka” – będzie kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego. I wtedy odezwał się profesor Marcin Matczak. Prawnik, który przez lata bronił niezależności sądów i ostro krytykował PiS, wypunktował decyzję premiera w siedmiu punktach.
Publicystyka

Miliony osób usłyszało dźwięk antycznej trąby. Czy wywołało to II wojnę światową?

opublikowano:
tutenchamon
(fot. zrzut ekranu z Youtube\EditorfromMars\Wikimdia Commons)
W 1939 roku brytyjski nadawca publiczny BBC nadał niezwykły koncert. Po tysiącach lat świat znów usłyszał trąby ze starożytnego Egiptu. Ten program jednak do dziś budzi kontrowersje – a wiele osób jest przekonanych, że miał tragiczne konsekwencje dla świata.
Publicystyka

Kto zarabia na ludzkiej krzywdzie? Dziennikarskie śledztwo wPolsce24 odsłania kulisy decyzji władzy

opublikowano:
Szarańcza niszczy Polskę
Szarańcza niszczy Polskę (fot. wPolsce24)
Środki publiczne, które miały trafić na pomoc poszkodowanym przez kataklizmy i powodzie, trafiły do firm powiązanych z politykami? Najnowszy reportaż śledczy stacji wPolsce24 pt. „Szarańcza. Wszystkie afery Koalicji” ujawnia mechanizmy, o których władza wolałaby milczeć. Premiera materiału już dziś o godz. 20:05.
Publicystyka

Uwaga Ziemianie! Minister Motyka odlatuje. Właśnie wysłał Macierewicza do polskiego osadnictwa w kosmosie

opublikowano:
Miłosz Motyka na tle zdjęcia kosmosu
Minister Miłosz Motyka podzielił się pomysłem powołania Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. (fot. Fratria/ pixabay)
Debaty polityczne przyzwyczaiły nas do wielu rzeczy – od krzyków, przez złośliwości, aż po rzucanie papierami. Jednak wywiad w Radiu Zet przeniósł nas w zupełnie inny wymiar. I to dosłownie. Minister energii Miłosz Motyka postanowił zabrać słuchaczy w podróż kosmiczną, z której powrót na ziemię okazał się wyjątkowo twardy. A może zielona rakieta bezpiecznie wylądowała, lecz sam minister pozostał w kosmosie i niczym zużyty komponent satelity, zasilił orbitę jako kolejny element kosmicznego śmietnika?
Publicystyka

Dlaczego Tusk woli "Ranczo" od Powstania Warszawskiego? Odpowiedź Bosackiego podbija internet

opublikowano:
Bosacki, zapytany o nieobecność Tuska na obchodach rocznicy powstania warszawskiego, powiedział, że wszędzie być nie może
(fot. PAP/Paweł Supernak)
Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki (KO) został zapytany na antenie Radia Zet, dlaczego premier Donald Tusk znalazł czas, by odwiedzić plan filmowy "Rancza", a nie znalazł go, by wziąć udział w uroczystościach upamiętniających rocznicę Powstania Warszawskiego. Jego odpowiedź podbija teraz internet.