„Potworek”, „King Kong”, „złoty cielec”. Ojciec Gużyński znów dowiózł dokładnie to, na co czekają liberalne media
Dominikanin od lat pełni rolę dyżurnego „eksperta” lewej strony sceny światopoglądowej, gdy trzeba uderzyć w prostą, ludową religijność Polaków. „Potworek”, „King Kong w szczerym polu”, „dziwactwo religijne”, „wykwity”, „złoty cielec”, „nowobogackie”, „pomnik za życia”, „Karkosik walnął figurę po zbóju” - tak o figurze Matki Bożej mówi osoba duchowna. Nie zatwardziały antyklerykał, nie lewicowy publicysta – ksiądz. I to jest najbardziej przykre.
Byłoby nawet szokujące, gdyby o. Gużyński przez lata nie przyzwyczaił nas do swojej roli. Zawsze, gdy media potrzebują kogoś, kto „dowiezie” tezy o "zaściankowości", "magiczności" i rzekomym kiczu polskiej wiary – Gużyński jest na posterunku. I znów dowiózł to, czego ode niego oczekiwano. Przy okazji uczynił to wyjątkowo szkaradnym językiem, którego jako duszpasterz zwyczajnie powinien się wstydzić.
W rozmowie tłumaczy, że takie „wykwity” to pochodna myślenia magicznego albo bardzo taniej teologii. Że fundator chce „naznaczyć przestrzeń”, żeby nikt jej już nie ruszył. Że to przede wszystkim ambicje samego Karkosika, połączenie władzy i kasy. „Mogę to zrobić i chcę? Stać mnie? To czemu nie!” – ironizuje dominikanin. I dodaje, że to budowanie sobie pomnika za życia, grobowca, formy, żeby „wciąż jakoś w świecie być”.
Mądrzejszy od Pana Jezusa
To jawne sądzenie intencji bliźniego. Ojciec Gużyński z góry zakłada złą wolę fundatora, choć sam Pan Jezus przestrzegał, by nie sądzić, bo tylko Bóg zna zamysły serc. Ale salonowy ojciec na takie przestrogi nie zważa. On już wie, że Karkosik zbudował pomnik przede wszystkim sobie. Skąd to wie? To proste - ma wgląd w umysł i serce Karkosika i może śmiało opowiadać o zamysłach przedsiębiorcy całemu światu.
Roman Karkosik jest jednym z najbogatszych Polaków. Ma święte prawo robić ze swoimi pieniędzmi to, co uważa za stosowne – o ile nie łamie prawa i nikogo nie krzywdzi. Postawił figurę na miarę swoich możliwości, dokładnie tak, jak setki tysięcy zwykłych Polaków stawia w swoich ogrodach skromne kapliczki, by oddać hołd Bogu lub Jego Matce lub podziękować za coś ważnego.
Karkosik cudem przeżył skomplikowaną operację. Pomnik to jego wotum za jej przeżycie. Jego wdzięczność, jego wiara, ale o. Gużyński odmawia mu tego prawa. Woli pastwić się nad gestem, bo pasuje to do narracji, której oczekują redakcje. Liberalne dobrze media wiedzą, że gdy trzeba dokopać „przebrzydłym zaściankowym katolikom”, Gużyński zawsze będzie gotowy. I jest.
Przejeżdżałem niedawno drogą krajową nr 10 i zobaczyłem figurę z bliska. Uderza nie tylko rozmiarami, ale i prostotą. Jest ładna. Matka Boża ma łagodne oblicze. Nie budzi złych emocji. Wokół powstaje zagospodarowany teren, który z czasem, gdy urosną drzewa i krzewy, stanie się malowniczym parkiem. Nie widziałem „potworka” ani „King Konga”. Widziałem jasne i pogodne oblicze Matki Bożej, a rozmiar pomnika siłą rzeczy kieruje myśli ku górze – ku sprawom ważniejszym niż wszystko na tej ziemi.
Nie mówcie Matka "boska", to jest Matka Boża
Na koniec drobna, ale ważna uwaga. W prawie wszystkich materiałach medialnych pojawia się błędne określenie „Matka Boska”. Przymiotnik „boska” sugeruje boskość Maryi, a przecież według katolickiej nauki są tylko Trzy Osoby Boskie - Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Maryja jest Matką Bożą – Matką Wcielonego Boga.
Nawet w tak prostej sprawie media nie zadają sobie trudu, by mówić poprawnie. Figura w Konotopiu jest duża, widoczna i skierowana ku niebu. Dla jednych to będzie „dziwactwo”. Dla innych – gest wiary bogatego człowieka, który miał za co dziękować. A o. Gużyński wybrał rolę tego, który wyśmiewa. Szkoda tylko, że nosi habit.
Olgierd Jarosz











