Publicystyka

Niemieckie media przerażone zachowaniem naszych rodaków! Znaleźli winnego

opublikowano:
Berlin
(fot. ac)
„Wstrząsające sceny w Polsce”: grzmią niemieckie redakcje, rozpisując się o rzekomej fali niechęci Polaków wobec Ukraińców. Za zachodnią granicą po raz kolejny wybrano wygodną, jednostronną narrację, robiąc z polskiego społeczeństwa „nacjonalistów”. Jednocześnie, Niemcy nie piszą o skali bezprecedensowej pomocy i asymetrii w relacjach. Milczą też o polityce historycznej Kijowa, która od lat nie tylko rani naszą wrażliwość i doprowadza do gloryfikacji ludobójstwa na Polakach.

Niemiecki portal telewizji n-tv (cytowany i nagłaśniany m.in. przez Deutsche Welle) opublikował obszerny materiał, w którym z zatroskaniem pochyla się nad incydentami z udziałem Ukraińców w Polsce. Temat potraktowany jest niestety skrajnie jednostronnie i nie analizuje realnej genezy tego zjawiska.

W tekście padają alarmistyczne sformułowania o „osłabieniu hamulców” i wzroście napięć, a winą za zmianę nastrojów tradycyjnie obarcza się polską prawicę, rzekomy „nacjonalizm” i oczywiście prezydenta Karola NawrockiegoTo ciekawy element tekstu, bo dotychczas głównym „wrogiem” niemieckiej prasy był Jarosław Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość, tu zaś wyraźnie widać przesunięcie wektorów.

Czyżby Niemcy na nowo zdefiniowali głównego przeciwnika globalistycznej narracji i tzw. „unijnych standardów”?

Czytając doniesienia zza Odry, można odnieść wrażenie, że Polacy z dnia na dzień, bez żadnego powodu, zmienili swój stosunek do wschodnich sąsiadów.

To klasyczny przykład manipulacji przez przemilczenie i przeskalowanie. Zacznijmy od liczb. W ciągu ostatniego pół roku mieliśmy do czynienia ze 180 zawiadomieniami o przestępstwach z nienawiści wobec obywateli Ukrainy. To wzrost o ponad 30 proc. wobec poprzedniego półrocza, ale jednocześnie to liczba, którą w Berlinie czy Hamburgu odnotować można po jednym weekendzie.

To zjawisko wciąż ma charakter marginalny, choć oczywiście jest to o 180 zawiadomień zbyt dużo.

Nie sposób jednak nie zauważyć, iż Niemcy, pochylające się nad podobnymi zdarzeniami w Polsce, przypominają kogoś, kto szuka drzazgi w oku Polaka, nie dostrzegając skali podobnych zjawisk u siebie. Te zaś budzą realną grozę i mówią o ogromnym wzroście przestępstw motywowanych nienawiścią.

Dodatkowo, nie każda z tych 180 sytuacji jest oczywiście dowodem na to, że faktycznie do naruszenia prawa doszło. Do tego, są to dane skrajnie jednostronne, bo oficjalne statystyki policyjne w Polsce nie wyodrębniają „Polaków” jako osobnej kategorii ofiar w kontekście przestępstw z nienawiści, ponieważ akty agresji motywowane ksenofobią lub rasizmem z definicji dotyczą tylko mniejszości narodowych i etnicznych.

Krótka pamięć Berlina: Kto naprawdę otworzył domy i serca?

Przede wszystkim niemieccy komentatorzy zdają się zapominać o fundamentalnym fakcie: żaden naród w Europie nie zrobił dla uchodźców wojennych z Ukrainy tyle, ile Polacy. Nigdy dość przypominania o tym, iż to polskie rodziny przyjęły pod swój dach miliony kobiet i dzieci, to polskie państwo przekazało bezprecedensową pomoc militarną, humanitarną i logistyczną w momentach, gdy Berlin wahał się, czy wysłać 5 tysięcy hełmów.

W czasie, kiedy Niemcy czekali na zmianę władzy w Kijowie, Polacy się nie zastanawiali.

Działali i nieśli pomoc potrzebującym, w przeciwieństwie do Berlina, który próbował paktować z Rosją. Dziś, gdy po latach gigantycznego wysiłku całego społeczeństwa pojawiają się naturalne zmęczenie materiału i codzienne napięcia, zachodnie media natychmiast wyciągają jednostronny bicz moralnej wyższości.

Tymczasem polskie społeczeństwo, przez lata niemal jednolite etnicznie, dziś - w przeciągu kilku lat - zmaga się z bezprecedensową zmianą struktury społecznej. To jednak tylko jeden z elementów, których brakuje w niemieckiej analizie. Do pełnego obrazu sytuacji należy jeszcze raz, bardzo mocno i zdecydowanie przypomnieć, kto wygenerował aktualne napięcia między Polakami i Ukraińcami. 

Prawdziwe źródło napięć: Polityka Kijowa i kult UPA

Niemieccy publicyści konsekwentnie unikają tematu, który w relacjach polsko-ukraińskich jest prawdziwym zarzewiem konfliktu: arogancji władz w Kijowie i permanentna, uporczywa relatywizacja zbrodni wołyńskiej. Zbrodni ludobójstwa. 

Polacy mają pełne prawo czuć się rozgoryczeni. Od początku pełnoskalowej wojny Warszawa oferowała Kijowowi bezwarunkowe wsparcie. W zamian polskie społeczeństwo i rodziny ofiar rzezi wołyńskiej wciąż zderzają się ze ścianą w kluczowej kwestii: braku zgody na godny pochówek i ekshumacje pomordowanych przodków.

Co więcej, administracja Wołodymyra Zełenskiego niejednokrotnie podejmowała decyzje wprost godzące w polską pamięć narodową:

  • Utrzymywanie kultu formacji odpowiedzialnych za ludobójstwo na Kresach (UPA i OUN) jako państwotwórczego mitu współczesnej Ukrainy,

  • Nadawanie ulicom i obiektom sportowym imion dowódców odpowiedzialnych za czystki etniczne na Polakach,

  • Roszczeniowa postawa dyplomatyczna Kijowa na arenie międzynarodowej, gdy tylko Polska zaczyna twardo bronić swoich interesów gospodarczych (np. w kwestii tranzytu zboża czy transportu).

Dla milionów Polaków nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której kraj otrzymujący hekatombę pomocy odmawia elementarnego, chrześcijańskiego gestu pochówku ofiar, jednocześnie stawiając pomniki ich katom.

Dlaczego Niemcy milczą o winie Zełenskiego?

Milczenie Berlina w tej sprawie nie jest przypadkowe. Dla niemieckiego establishmentu wygodne jest przedstawianie sporów w Europie Środkowo-Wschodniej przez pryzmat „polskich fobii” czy „wschodnioeuropejskiego nacjonalizmu”.

W ten sposób zdejmuje się odpowiedzialność z Kijowa za brak dojrzałości politycznej i ignorowanie wrażliwości najbliższego sojusznika. Dodatkowo, buduje się fałszywą symetrię, w której to Polska rzekomo stwarza problemy wewnątrzkoalicyjne, a nie twardo domaga się prawdy i szacunku. Jednocześnie ukrywa się własne wieloletnie zaniechania, przecież to Niemcy przez dekady budowały z Rosją gazociągi Nord Stream, handlując bezpieczeństwem naszego regionu, a dziś najchętniej pouczają Warszawę z pozycji moralnego arbitra.

Nie mają do tego żadnego prawa. Dziś Polska jest zupełnie w innym miejscu niż 3 czy 4 dekady temu. Nie tylko nie mamy żadnych kompleksów wobec sąsiadów zza Odry, ale w wielu elementach infrastruktury i rozwoju państwa to nasi oni mogliby się od nas uczyć. Ogromny, cywilizacyjny skok, jaki wykonaliśmy w ciągu ostatnich kilku dekad, musi być w końcu zauważony w Berlinie. 

Partnerstwo wymaga prawdy

Polacy wielokrotnie udowodnili swoją solidarność i humanitaryzm wobec Ukrainy. Pomagaliśmy, zanim Niemcy zrozumieli, co naprawdę się wydarzyło i z czyjej winy. Dziś nikt nie usprawiedliwia chuligaństwa czy bezmyślnej agresji na ulicach, bo prawo musi być równe dla wszystkich, a sprawcy wykroczeń powinni ponosić konsekwencje bez względu na narodowość.

Jednak budowanie trwałych relacji między narodami nie może opierać się na kłamstwach, jednostronnym przemilczaniu win i pedagogice wstydu, którą z upodobaniem serwują nam niemieckie media. Oni doskonale wiedzą, jak to robić, bo przez lata przemilczali swoją winę i to, jak nieudolnie rozliczono tam niemieckich zbrodniarzy po II wojnie światowej. 

Prawdziwe partnerstwo polsko-ukraińskie zacznie się wtedy, gdy Kijów zrozumie, że droga do Europy nie prowadzi przez gloryfikację zbrodniarzy, a władze w Berlinie przestaną pouczać tych, którzy w godzinie próby zdali egzamin z człowieczeństwa znacznie lepiej niż oni sami.

źr. wPolsce24

 

Publicystyka

68 tys. zł miesięcznie! Tusk pobiera trzy emerytury i pensję. Polacy patrzą na to z niedowierzaniem

opublikowano:
Premier Donald Tusk podczas publicznego wystąpienia przy mikrofonach. Fotografia ilustruje artykuł dotyczący jego emerytur, wynagrodzenia premiera oraz pozostałych dochodów wykazanych w oświadczeniu majątkowym
Premier Tusk zgarnia trzy emerytury. Polak nie ma jednej godziwej, ale ma za to drożyznę (fot. PAP/Andrzej Jackowski)
Gdy przeciętny emeryt w Polsce z trudem wiąże koniec z końcem, zastanawiając się, czy starczy mu na leki i ogrzewanie, z najnowszego oświadczenia majątkowego premiera Donalda Tuska wyłania się obraz z zupełnie innej bajki. To nie jest polityczny suchar – to twarde liczby, które wywołują u wielu Polaków jedno, gorzkie westchnienie: "I tak można żyć".
Publicystyka

Czarzasty nie świętuje 15 sierpnia? Znamy „prawdziwą” datę lewicy

opublikowano:
Włodzimierz Czarzasty dziś nie świętuje, czeka na październik
Włodzimierz Czarzasty w Sejmie/Fot. Fratria
Gdy 15 sierpnia cała Polska wpatruje się w niebo przecinane przez F-35 i salutuje tradycji Bitwy Warszawskiej, w pewnych gabinetach panuje wymowna, niemal nabożna cisza. Pytanie, dlaczego marszałek Włodzimierz Czarzasty czy prominentni towarzysze z lewej strony sceny nie rwą się do pierwszego szeregu na defiladzie z okazji „Bitwy Warszawskie”, ma w sobie coś z pytania o to, dlaczego karp nie organizuje wigilijnej kolacji.
Publicystyka

Zmęczony Tusk dukał o filarach, Nawrocki porwał Polaków. Zderzenie dwóch światów w Gdyni i Warszawie

opublikowano:
Premier Donald Tusk podczas przemówienia w Gdyni
Premier Donald Tusk podczas przemówienia w Gdyni (fot. PAP/Andrzej Jackowski)
Święto Wojska Polskiego to moment, w którym Polacy oczekują od swoich przywódców dumy, charyzmy i strategicznej powagi. Zamiast męża stanu na nadbrzeżu w Gdyni stanął jednak polityk wyraźnie zmęczony, pozbawiony energii i sprawiający wrażenie, jakby obecność na uroczystościach z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej była dla niego jedynie przykrym, protokolarnym obowiązkiem. Wystąpienie Donalda Tuska rozczarowało pustosłowiem, a kontrast z pełnym animuszu i patriotycznego ducha głosem prezydenta Karola Nawrockiego obnażył bezradność obecnego szefa rządu.
Publicystyka

Symboliczna scena podczas defilady. Zwiało spadochroniarza z unijną flagą daleko od polskiego orła

opublikowano:
Polska flaga daleko od unijnej, wymowne (
Polska flaga daleko od unijnej, wymowne (fot wPolsce24)
Tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego miały być pokazem siły, narodowej dumy i hołdem dla bohaterów 1920 roku. Obecna ekipa rządząca nie byłaby jednak sobą, gdyby patriotycznego święta nie spróbowała wykorzystać do własnych celów wizerunkowych. W scenariusz uroczystości wciśnięto unijną symbolikę, ale natura – lub jak kto woli, Opatrzność – przygotowała dla rządowych piarowców wymowną pointę.
Publicystyka

„Potworek”, „King Kong”, „złoty cielec”. Ojciec Gużyński znów dowiózł dokładnie to, na co czekają liberalne media

opublikowano:
Już jutro piękna figura Matki Bożej zostanie poświęcona. Nie dajcie sobie wmówić, że refleksje jakie potrafi wywołać w człowieku ten imponujący wizerunek Maryi są "obciachowe"
Już jutro piękna figura Matki Bożej zostanie poświęcona. Nie dajcie sobie wmówić, że refleksje jakie potrafi wywołać w człowieku ten imponujący wizerunek Maryi są "obciachowe" (Fot. Olgierd Jarosz)
W sobotę 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w Konotopiu niedaleko Torunia zostanie poświęcona figura Matki Bożej Bolesnej – najwyższy pomnik maryjny w Europie o wysokości 55,65 m. To prywatne wotum wdzięczności miliardera Romana Karkosika za ocalone życie. Idea postawienia imponującej figury jest co i rusz atakowana przez liberalne media. Radio Zet sięgnęło po wypróbowanego w takich potrzebach o. Pawła Gużyńskiego i dostało, to co chciało.
Publicystyka

"Tusk łamie swoje własne zasady". Zabawna refleksja rozczarowanego profesora Matczaka

opublikowano:
Tusk tyle razy zmieniał zdanie w swojej politycznej karierze, że trudno zdziwić się, że wprowadza polityka do Trybunału Konstytucyjnego
Tusk tyle razy zmieniał zdanie w swojej politycznej karierze, że trudno zdziwić się, że wprowadza polityka do Trybunału Konstytucyjnego (Fot. PAP/Piotr Nowak)
Donald Tusk oficjalnie potwierdził, że Maciej Berek – jego bliski współpracownik, minister i „prawa ręka” – będzie kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego. I wtedy odezwał się profesor Marcin Matczak. Prawnik, który przez lata bronił niezależności sądów i ostro krytykował PiS, wypunktował decyzję premiera w siedmiu punktach.