Kosiniak-Kamysz gasi pożar po Czarzastym. Schizofrenia w koalicji 13 grudnia, czy Polska ma jeszcze spójną dyplomację?

Po rozmowie Kosiniak-Kamysz opublikował na platformie X jednoznaczny, wyraźnie uspokajający komunikat:
„Polska to filar wschodniej flanki NATO i jeden z najpewniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych w Europie!
Rozmowa z Tom Rose @USAmbPoland 🇺🇸 potwierdziła, że nasza współpraca na rzecz bezpieczeństwa nie ulegnie żadnej zmianie. Obecność sojusznicza w naszym kraju jest niezwykle ważnym filarem obrony wschodniej flanki. Polska jest dziś liderem NATO pod względem wzrostu wydatków na obronność. To jest zauważane i doceniane przez naszych sojuszników ze Stanów Zjednoczonych 🇵🇱🤝🇺🇸”
To dobrze, że do takiego spotkania doszło. Polska nie ma bowiem luksusu dyplomatycznych awantur z kluczowym sojusznikiem. Fakty są brutalnie proste: militarna siła NATO opiera się w zasadzie wyłącznie na potencjale Stanów Zjednoczonych. Bez amerykańskich wojsk, logistyki, wywiadu, lotnictwa i odstraszania nuklearnego Europa – mimo górnolotnych deklaracji – byłaby wobec Rosji w dużej mierze bezbronna.
Kto prowadzi tę orkiestrę?
Problem polega jednak na czymś innym. Dzisiejsze spotkanie Kosiniaka-Kamysza z ambasadorem USA obnaża głęboką dezorganizację i chaos w koalicji rządzącej. Polska polityka zagraniczna przestała być spójna – a zaczęła przypominać koncert trzech zupełnie różnych solistów, grających bez dyrygenta.
Z jednej strony Włodzimierz Czarzasty, współlider koalicji i marszałek Sejmu, prowadzi otwartą, ideologiczną krucjatę przeciwko prezydentowi Stanów Zjednoczonych, nie bacząc na konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa. Efekt? Zerwane relacje ambasadora USA z jednym z najważniejszych konstytucyjnych organów władzy w Polsce.
Z drugiej strony Donald Tusk, premier i lider Koalicji Obywatelskiej, reaguje w sposób co najmniej niezrozumiały, apelując publicznie do ambasadora, że „sojusznicy powinni się szanować”. W tym przekazie ginie kluczowy fakt: to nie ambasador USA rozpoczął ten konflikt, lecz marszałek Sejmu, który bez żadnego mandatu podważa strategiczne fundamenty polskiej polityki bezpieczeństwa.
I wreszcie PSL oraz Władysław Kosiniak-Kamysz, którzy robią to, co w tej sytuacji robić trzeba: gaszą pożar, rozmawiają z Amerykanami i wysyłają jasny sygnał, że Polska pozostaje wiarygodnym, poważnym sojusznikiem USA i NATO.
Mnożą się pytania...
Ten kontrast rodzi fundamentalne pytania. Czy Polską rządzą dziś poważni ludzie, skoro w jednej koalicji mieszczą się tak skrajnie sprzeczne podejścia do bezpieczeństwa narodowego? Co PSL robi w sojuszu z Lewicą, która otwarcie kwestionuje strategiczny kierunek polskiej polityki obronnej? Kto faktycznie odpowiada za politykę zagraniczną państwa – i czy Polska w ogóle ma dziś jasno zdefiniowane priorytety?
Jedno jest pewne: sojusze wojskowe nie znoszą chaosu, ideologicznych demonstracji i wewnętrznych sprzeczności. A bezpieczeństwo Polski to nie jest obszar, w którym można pozwolić sobie na polityczną improwizację.
Olgierd Jarosz











