Łatki "prorosyjskie" jakie rozdaje koalicja 13 grudnia za chwilę stracą ważność. Bruksela już rozmawia z Kremlem

Jak czytamy w tym wspólnym oświadczeniu, opublikowanym w środę wieczorem na stronie polskiego MSZ, „agresywne działania Rosji, zwłaszcza o charakterze hybrydowym i dezinformacyjnym, wymierzone są także przeciwko nam”. „Mają na celu wywołanie podziałów społecznych, niszczenie porządku publicznego, podważanie zaufania do państwa i jego instytucji” - wskazały oba kraje.
„Nie damy się zastraszyć. Będziemy skutecznie wzmacniać naszą odporność i edukować nasze społeczeństwa. Naszym nadrzędnym celem pozostaje ochrona europejskich wartości, w tym rządów państwa prawa i transparentnych procesów wyborczych, a wreszcie trwały i sprawiedliwy pokój na Ukrainie, wzmacniający bezpieczeństwo Europy” - podkreślono w polsko-niemieckim oświadczeniu.
Cichy zwrot w Brukseli?
Jak ujawniły media, przedstawiciel gabinetu przewodniczącego Rady Europejskiej António Costy nawiązał kontakt z Kremlem. Oficjalnie – w celu „otwarcia kanału komunikacji”. To znacząca zmiana. Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Unia Europejska unikała bezpośrednich rozmów z Moskwą na szczeblu instytucjonalnym. Teraz – jak wynika z ustaleń – takie kontakty już się odbywają.
Co więcej, w tle trwają dyskusje europejskich liderów o możliwości rozpoczęcia bezpośrednich rozmów z Rosją w sprawie zakończenia wojny. Argument? „Konkretne interesy”, które UE będzie musiała zabezpieczyć.
Polityczna narracja pod presją
To stawia pod znakiem zapytania dotychczasową linię komunikacyjną, szczególnie w krajach takich jak Polska, gdzie zagrożenie rosyjskie jest jednym z głównych punktów odniesienia w debacie publicznej. Bo jeśli dziś Rosja jest przedstawiana jako bezwzględny agresor, z którym nie ma przestrzeni do dialogu, to jak interpretować równoległe próby otwierania kanałów komunikacji? I co stanie się z tą narracją, jeśli rozmowy faktycznie nabiorą tempa?
Podwójne standardy czy polityczny realizm?
Z jednej strony mamy twarde deklaracje o walce z rosyjską dezinformacją i obronie europejskich wartości. Z drugiej – coraz wyraźniejsze sygnały, że bez rozmów z Moskwą nie da się ułożyć przyszłości regionu. To rodzi pytanie, czy obecna retoryka nie jest w dużej mierze narzędziem politycznym, wykorzystywanym na użytek wewnętrzny. Zwłaszcza w kontekście krajowej polityki. Bo jeśli antyrosyjska narracja zacznie się rozmywać – a wiele wskazuje na to, że może tak się stać – pojawi się próżnia. A polityka nie znosi próżni.
Co zrobi Tusk?
Jeśli dojdzie do realnego ocieplenia relacji na linii UE–Rosja, dotychczasowy przekaz może stracić swoją siłę oddziaływania. Pytanie, czym zostanie zastąpiony. Czy pojawi się nowy „wróg”? Nowa oś sporu? A może nastąpi próba przedefiniowania dotychczasowych stanowisk?
Jedno jest pewne: rozbieżność między oficjalnymi deklaracjami a zakulisowymi działaniami będzie coraz trudniejsza do ignorowania. A to może mieć realne konsekwencje – nie tylko dla polityki zagranicznej, ale też dla krajowej debaty i sposobu prowadzenia sporów politycznych.
Póki co Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz i Radosław Sikorski wyzywają od sojuszników Putina każdego, kto pozwala sobie mieć inne zdanie niż oni w wielu sprawach. Co zrobią, gdy z Putinem zacznie oficjalnie rozmawiać kierownictwo Unii Europejskiej?
Olgierd Jarosz za PAP











