Bąkiewicz kontra Bundespolizei. Zgadnijcie po czyjej stronie stanał Tusk

Niestety, zamiast stanąć w obronie polskiego obywatela, Donald Tusk po raz kolejny wybrał stronę Berlina. Premier w swoim stylu bagatelizował sprawę i sugerował, że Bąkiewicz sam był sobie winie.
"W każdej sytuacji, kiedy policja interweniuje wobec polskich obywateli, oczywiście będziemy sprawdzali, czy wszystko jest zgodne z prawem, czy nie doszło tam do jakichś przesadnych interwencji" – powiedział szef rządu. Jednocześnie ocenił, że działania Bąkiewicza są kompromitujące.
Zacięta płyta z hasłem o "służeniu Rosji"
"Oczywiście, ta antyniemiecka kampania ma także wymiar personalny, bo wiadomo - Tusk to „ryży Niemiec”. Z punktu widzenia PiS czy (Roberta - PAP) Bąkiewicza to zawsze frajda, żeby raz na jakiś móc ruszać z tą kampanią o złym niemieckim Tusku (...) Ale tak naprawdę to ma głęboki polityczny wymiar. Wojna rosyjsko-ukraińska wchodzi w decydującą fazę; jest naprawdę szansę, że Rosja tej wojny nie wygra - dodał Tusk, sugerując, że dziś "każdy kto zakłóca nasze dobre stosunki z Niemcami, służy interesom rosyjskim".
W identycznym tonie, czyli "nie jesteś z nami, jesteś za Rosją" wypowiadali się szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i szef MSZ Radosław Sikorski.
Wersja Bąkiewicza, której rząd nawet nie poznał
Tymczasem Robert Bąkiewicz opublikował dziś obszerne oświadczenie, w którym napisał m.in.: "Naszym celem 16 czerwca 2026 r. było złożenie hołdu ofiarom, modlitwa oraz ustawienie krzyża — znaku chrześcijańskiej pamięci, cierpienia i nadziei. Chcieliśmy uczcić sześć milionów obywateli polskich wymordowanych w czasie II wojny światowej oraz wszystkich Polaków, którzy doznali niemieckich krzywd: mordów, wypędzeń, rabunku, niewolniczej pracy, niszczenia polskiej kultury, elit i państwowości". (...) "Znajdowaliśmy się około 200–250 metrów od miejsca docelowego. Nieśliśmy duży drewniany krzyż oraz tabliczki informujące o niemieckim ludobójstwie, grabieży i bogaceniu się Niemców na krzywdzie Polaków. Były to informacje prawdziwe, choć niewątpliwie niewygodne dla niemieckiej polityki historycznej". (...) "W pewnym momencie na miejsce przyjechała znaczna liczba radiowozów. Niemiecka policja podjęła wobec nas brutalną interwencję. Funkcjonariusze zaczęli nas szarpać i próbowali wyrwać nam z rąk krzyż. Nie pozwoliliśmy na profanację i odebranie tego znaku pamięci".
Donald Tusk, nawet jeśli zapoznał się z oświadczeniem polskiego obywatela, to i tak wierzy w wersję zdarzeń, jakie podała niemiecka policja.
źr. wPolsce24 za X











