Znalazł się! Premier przemówił w sprawie lekarza. Tusk miał wyraźny problem z doborem słów!
Tusk kluczy i się jąka! Festiwal uników premiera po wczorajszym wywiadzie chirurga
Wczorajsze szokujące wyznania, które padły z ust chirurga w głośnym wywiadzie, najwyraźniej zbiły z tropu szefa rządu. Zamiast stanowczej reakcji na nieprawidłowości, premier zaprezentował dziś opinii publicznej festiwal jąkania się, nerwowych uników i politycznego umywania rąk.
Kiedy opinia publiczna oczekiwała jasnego stanowiska po wczorajszych rewelacjach Jędrzejewskiego (chirurga ujawniającego kulisy skandalu), premier plątał się w słowach, próbując zbagatelizować rolę mediów w ujawnieniu afery. Szef rządu z wyraźnym trudem i zająknięciami składał zdania:
Nie jest yyy moim zadaniem wyciąganie wniosków na podstawie audycji w tym czy innym kanale czy yyy i nie jest moim zadaniem ocenianie wiarygodności yyy y wypowiedzi y w tych czy innych audycjach bohaterów tej sprawy” - mówił Tusk.
Trudno o bardziej jaskrawy przykład politycznego kluczenia w obliczu potężnego kryzysu. Choć premier musiał przyznać, że zarzuty są „bardzo poważne”, to od razu zaczął asekuracyjnie deprecjonować wczorajszy wywiad, twierdząc, że chirurg opisał sprawę „może nie nie konkretnie i nieszczegółowo”.
Kto weźmie odpowiedzialność za patologię?
Zamiast wziąć polityczną odpowiedzialność za podległe mu instytucje, premier zasłania się trwającymi procedurami:
Jak wiecie teraz trwa przesłuchanie chirurga, który wczoraj ujawnił [...] Liczę na to, że to przesłuchanie [...] przyniesie więcej konkretnych informacji”.
W wystąpieniu szefa rządu uderza brak elementarnej spójności i zdecydowania. Zamiast męża stanu słyszeliśmy nerwowe dukanie i wtrącenia typu „nie będzie nie no żadnej”. Co więcej, szef rządu próbował odwrócić kota ogonem i błyskawicznie przyjął pozę obrońcy przed rzekomym linczem, oświadczając:
Ja nie będę uczestniczył w żadnych nagonkach i w żadnym szczuciu jednych na drugich”.
Zapowiedział surowe konsekwencje, ale oczywiście dopiero wtedy, „jeśli to potwierdzi kontrola NIK-u, śledztwo prokuratury i audyt”.
Co to oznacza w praktyce? Jak trafnie podsumowano na antenie telewizji wPolsce24, w rzeczywistości układu rządzącego „sami siebie ci państwo będą sprawdzać”. Zamiast szybko przeciąć sprawę, premier wije się przed mikrofonami i liczy na zamiecenie skandalu pod dywan, podczas gdy – jak uszczypliwie zauważono – on sam woli w blasku fleszy otwierać „drogę, którą budowało Prawo i Sprawiedliwość”.
Dzisiejsze, pełne jąkania i uników wystąpienie to najlepszy dowód na to, że obecna ekipa wpadła w panikę, a prawda, która wypłynęła we wczorajszym wywiadzie, jest dla nich skrajnie niewygodna.
źr. wPolsce24











