Państwo Tuska naprawdę ma ludzi w nosie! Z właścicielką zniszczonego pola nawet nikt nie rozmawiał!

To właśnie w jej pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia wbiła się rosyjska rakieta manewrująca CH-101, która w czwartek nad ranem eksplodowała na Lubelszczyźnie. Właścicielka gospodarstwa przekonuje, że po zdarzeniu została pozostawiona sama sobie.
– Ja się dowiedziałam z internetu, jak zobaczyłam zdjęcie – mówi w rozmowie z Interią Monika Frankowska.
Kobieta ma wiele zastrzeżeń do sposobu, w jaki służby informowały mieszkańców i właścicieli terenu.
– Nikt mnie nie powiadomił, ile będą trwały czynności. Nikt nie przyszedł i nie powiedział, że już można wchodzić, że jest bezpiecznie. No dramat – dodaje.
„Nikt nic nie powiedział”
Monika Frankowska prowadzi w Tarnawie duże gospodarstwo rolne. Ma 40 sztuk bydła oraz wiele hektarów pól uprawnych. Jednym z nich jest właśnie rzepak, w który uderzyła rakieta. Jak opowiada, czwartkowy poranek był zupełnie inny niż zwykle.
– Codziennie wstaję się wcześnie, bo trzeba to wszystko obrobić, ale ten czwartek był inny – tłumaczy. – Syreny i całe to zamieszanie usłyszałam dopiero, jak już było po wszystkim. Wiedzieliśmy, że nas nie wpuszczą, ale do tego momentu nie przyszedł do mnie nikt i nic nie powiedział. Wszystko wyczytujemy z internetu – mówi.
Kobieta podkreśla, że rozumie konieczność przeprowadzenia działań przez wojsko i służby, ale oczekuje jasnych informacji dotyczących dalszych kroków.
„Dobrze, że to nikomu na głowę nie spadło”
Właścicielka pola wskazuje, że oprócz samego miejsca eksplozji ucierpiała także większa część upraw.
– Dobrze, że to nikomu na głowę nie spadło. Ale też chciałabym wiedzieć, co z tym polem będzie. Dziś sami przyjechaliśmy po godz. 9 zobaczyć. To miejsce wybuchu to jest jedno, wiadomo, że nic tam nie zostało. Ale pan zobaczy, że to całe pole ucierpiało. Tam ziarna poleciały na ziemię, tego się już nawet nie da zebrać – martwi się pani Monika.
Jak dodaje, dla rolnika czas jest niezwykle ważny, bo rozpoczęły się już prace polowe.
– Wszystko rozumiem, ale żeby od wczoraj nikt mnie nie powiadomił, jaka jest procedura, na co ja mogę liczyć? Przecież ten rzepak jest już do koszenia, trzeba wchodzić z maszynami – podkreśla.
Grzybiarze znaleźli kolejne fragmenty rakiety
W piątek rano w lesie niedaleko miejsca eksplozji przypadkowi grzybiarze znaleźli niezidentyfikowane fragmenty metalu. Najprawdopodobniej są to kolejne szczątki rosyjskiej rakiety.
Od czwartkowego popołudnia ponad 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej przeszukiwało teren w poszukiwaniu elementów pocisku. Okazało się jednak, że nie wszystkie fragmenty zostały odnalezione.
– No i teraz co, pewnie znowu wróci wojsko, zacznie szukać, a my kolejny dzień tego nie skosimy. Ale niesamowite jest to, że dziennikarze nas znalaźli, a żadne służby nie dały rady – mówi rozgoryczona kobieta.
Rolnicy czekają na decyzje władz
Monika Frankowska wraz z mężem w piątkowy poranek sama udała się do burmistrza Turobina.
– Burmistrz Andrzej Kozina mocno nas wspiera, ale umówmy się - gmina to jest tu najmniejsza komórka decyzyjna. Oni sami czekają na decyzje wojska i wojewody – mówi.
Jak relacjonuje, usłyszała jedynie, że wkrótce na miejscu ma pojawić się minister Małgorzata Gromadzka. Po tej wizycie właściciele pola być może dowiedzą się, czy i w jakiej formie mogą liczyć na odszkodowanie.
– Ale my tu nie mamy czasu czekać, trzeba kosić inne pola – tłumaczy Monika Frankowska.
Problem z reakcją państwa?
Sprawa właścicielki pola w Tarnawie-Kolonii ponownie otwiera pytanie o sprawność działania państwa w sytuacjach kryzysowych. Mieszkańcy terenów dotkniętych skutkami działań wojennych coraz częściej zwracają uwagę, że największym problemem po samym zdarzeniu jest brak szybkiej informacji i jasnych procedur.
Podobny problem sygnalizowała rodzina Wesołowskich z Wyryk na Lubelszczyźnie, których dom został zniszczony przez rakietę wystrzeloną podczas próby strącenia rosyjskiego drona. Choć do zdarzenia doszło w nocy z 9 na 10 września 2025 roku, odbudowa domu ruszyła dopiero w połowie marca 2026 roku – ponad pół roku po zdarzeniu!
Dla osób, które znalazły się w centrum takich wydarzeń, sama świadomość, że zawiniła wojna za wschodnią granicą, nie wystarcza. Oczekują przede wszystkim szybkiej reakcji państwa i konkretnej pomocy, ale zbyt często wygląda to, że służby państwa rządzonego przez koalicję 13 grudnia zwykłych ludzi mają gdzieś!
źr. wPolsce24 za Interia.pl











