Wydali miliony na Black Hawki, które stoją w hangarach. Wartymi fortunę śmigłowcami nie ma kto latać

Niedawny pożar lasów w powiecie wołomińskim, który objął około 315 hektarów i wymagał zaangażowania ponad 1500 osób, ponownie pokazał, jak kluczowe jest wsparcie z powietrza. W akcji brały udział dwa policyjne Black Hawki wyposażone w zbiorniki do zrzutu wody.
Jak się jednak okazało, pozostałe maszyny tego typu nie mogły zostać wykorzystane. Powód? Według doniesień medialnych zabrakło załóg, które mogłyby je obsłużyć.
Sprzęt za miliony, a pilotów brak
Problem jest szczególnie dotkliwy, biorąc pod uwagę skalę inwestycji w bezpieczeństwo. Flota policyjnego lotnictwa to obecnie 14 maszyn, w tym 5 nowoczesnych Black Hawków. Dwie najnowsze jednostki zostały zakupione w ramach wspólnego projektu Policji, Straży Pożarnej i NFOŚiGW o wartości aż 350 milionów złotych.
Mimo że projekt zakładał szkolenia dla dodatkowych pilotów i mechaników, rzeczywistość kadrowa wygląda alarmująco. W maju informowano, że przy pięciu posiadanych maszynach, tylko trzech pilotów miało uprawnienia do latania tym typem śmigłowca. Istotny jest fakt, że standardowa załoga jednego Black Hawka wymaga tymczasem aż dwóch pilotów. Efekt? Potencjał sprzętu, który miał chronić polskie lasy i ludność przed klęskami żywiołowymi, pozostaje niewykorzystany z powodu braków personalnych.
Czy państwo jest gotowe na kolejne kryzysy?
Black Hawki od początku planowane były jako kluczowe wsparcie dla Państwowej Straży Pożarnej podczas pożarów wielkopowierzchniowych i powodzi. Ich zdolność do szybkiego uderzenia w zarzewia ognia w trudnym terenie jest nieoceniona.
Eksperci wskazują jednak, że sam zakup maszyn to dopiero połowa sukcesu. Aby system działał sprawnie, kluczowe jest zapewnienie odpowiedniej liczby wyszkolonych załóg i mechaników. Istotną kwestią jest także utrzymanie stałej gotowości technicznej maszyn.
Najważniejszy jest człowiek
Ostatnie wydarzenia pokazują, że Polska potrzebuje sprawnego lotnictwa gaśniczego, a z tym wciąż jest problem. Nowoczesne statystyki i zakupy sprzętowe nie ugaszą ognia, jeśli za sterami maszyn zabraknie ludzi. Dla strażaków walczących na ziemi liczy się tylko jedno: czy w chwili największego zagrożenia wsparcie z powietrza będzie realnie dostępne, a nie tylko „wpisane do statystyk”.
źr. wPolsce24 za Remiza.pl











