Wicemarszałek Sejmu państwową limuzyną pod butik. KO znów zapomniała, kto za to płaci

Losy państwowej limuzyny w rękach wicemarszałek
9 lutego w ścisłym centrum stolicy fotoreporterzy uchwycili potężną sejmową limuzynę stojącą na włączonych światłach awaryjnych przed Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim - samochód blokował pas ruchu i miejsca parkingowe. Do auta wysiadła wicemarszałek, po czym samochód zawiózł ją w kierunku jednego z butików, gdzie polityk spędziła około 30 minut, a kierowca cierpliwie czekał na nią przed sklepem.
To kolejny przykład, który przyciąga uwagę wyborców i komentatorów – publiczne środki transportu przeznaczone do służbowych obowiązków są używane w sytuacjach, które wielu ludzi uznałoby za prywatne.
Utrzymane przywileje, malejące zaufanie
Choć politykom pełniącym ważne funkcje państwowe słusznie przysługują: służbowa limuzyna, ochrona i inne formy wsparcia przy wykonywaniu funkcji publicznych, to granica między obowiązkami a prywatą powinna być wyraźna i przestrzegana z najwyższą starannością. Dla przeciętnego Polaka, który codziennie mierzy się z rosnącymi cenami, także transportu publicznego, takie obrazki mogą kojarzyć się raczej z bezrefleksyjnym nadużywaniem uprawnień dla własnej wygody.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że podobne przypadki nie należą do rzadkości w polskiej polityce. W przeszłości media ujawniały m.in. korzystanie przez polityków ze służbowych samochodów w sposób, który budził kontrowersje społeczne. Dość wspomnieć o pewnym wiceministrze obecnego rządu, który pojechał na wakacje służbowym autem i tankował je ze służbowej karty paliwowej.
Elity polityczne a poczucie odpowiedzialności
Takie sytuacje rzucają cień na poczucie odpowiedzialności i świadomość polityków co do tego, jak ich decyzje i postawa są odbierane przez obywateli. O ile prawo dopuszcza korzystanie z przysługujących przywilejów, o tyle świadomość społeczna i poczucie wstydu powinny działać ostrzej niż jakikolwiek kodeks. Społeczeństwo oczekuje od swoich przedstawicieli nie tylko formalnej zgodności z prawem, ale także etyki, umiaru i zdrowego rozsądku.
Każda limuzyna stojąca godzinami z włączonym silnikiem w centrum miasta, każdy kierowca „czekający” na zakupy za państwowy pieniądz to symptom szerszego problemu: elity polityczne są oderwane od codziennych trosk obywateli, dla których taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.
"Fakt" podjął próbę uzyskania odpowiedzi od Kancelarii Sejmu oraz samej wicemarszałek, pytając czy użycie państwowej limuzyny do prywatnych zakupów jest zgodne z jej rozumieniem obowiązków, ale jak dotąd odpowiedzi brak. Raczej nie należy spodziewać się, że do sprawy odniosą się tak aktywni w internecie partyjni koledzy wicemarszałek, na co dzień roztrząsający najdrobniejsze wpadki polityków opozycji.
źr. wPolsce24 za "Fakt"











