To stąd polscy lewacy czerpią wzorce? W Berlinie otwarto wystawę gloryfikującą prostytucję

Organizatorzy wystawy, w tym organizacje związane z branżą seksualną, pokazują przedmioty, zdjęcia i relacje „pracownic seksu” z różnych epok, podkreślając rzekomą dyskryminację tej grupy i dążąc do pełnej normalizacji procederu.
Nie piszą już "prostytutka", bo to się źle kojarzy
Wystawa wpisuje się w szerszą strategię zmiany języka. Zamiast słowa „prostytucja” konsekwentnie używa się eufemizmu „sex working” lub „praca seksualna”, co ma sugerować, że jest to zawód jak każdy inny.
Podobny proces zachodzi w Polsce. W lewicowo-liberalnych mediach coraz częściej spotykamy określenia takie jak „sex workerka”, „pracownica seksualna” czy „osoba świadcząca usługi seksualne”. Tego typu język pojawia się regularnie w serwisach takich jak Onet Kobieta, Gazeta Wyborcza, WP Kobieta czy Kobieta.onet.pl.
Zamiast prostego i prawdziwego słowa „prostytutka” stosuje się neutralne, „profesjonalne” sformułowania, które mają zmiękczyć rzeczywistość i nadać jej pozory normalności.
Trzeba bić na alarm!
Fakty pozostają jednak niezmienne. Prostytucja polega na sprzedaży własnego ciała i jest jednym z najbardziej destrukcyjnych zjawisk dla godności człowieka – szczególnie kobiet. Fakt, że istnieje „od zawsze”, nie czyni jej ani moralną, ani godną promocji jako zawodu. Normalizacja prostytucji poprzez zmianę języka to nie postęp cywilizacyjny, lecz jego regres. Trzeba mówić o tym głośno, by przestrzec, zwłaszcza młode panie, które skuszone wizją łatwego zarobku, w "zawodzie jak każdy inny", mogą popaść w traumy, z których trudno będzie im potem wyjść niezranionym. O berlińskiej wystawie z wielkim uznaniem napisał portal Deutsche Welle.
źr. wPolsce24 za dw.com











