Skandal na UJ: „Każda kobieta powinna popracować seksualnie”. Najstarsza polska uczelnia promuje prostytucję?

Jak informuje STOWARZYSZENIE BEZ MIZOGINII, WYZYSKU, PRZEMOCY 21 kwietnia w Bibliotece Jagiellońskiej odbyło się spotkanie organizowane przez Organizację studencką Uniwersytetu Jagiellońskiego All In Uj poświęcone "edukacji seksualnej" i "seksworkingu", jak środowiska progresywne nazywają prostytucję.
W obliczu niepewnego rynku pracy i kryzysu tożsamości młodych ludzi, Uniwersytet Jagielloński pozwolił na to, by z jego katedry padły słowa mrożące krew w żyłach: „Każda kobieta powinna trochę popracować seksualnie, żeby zobaczyć, jak się zachowują normalni mężczyźni”. To nie żart, to cytat z prelegentki reprezentującej kolektyw wspierający legalizację prostytucji
Uczelnia w służbie demoralizacji?
Zamiast rzetelnej wiedzy socjologicznej czy psychologicznej, studenci usłyszeli pochwałę procederu, który od wieków niszczy godność kobiet. Prelegentka, z rozbrajającą szczerością graniczącą z cynizmem, przekonywała, że „próg wejścia do eskortingu [kolejne określenie, które ma rozmiękczyć odbiór prostytucji - red] jest zerowy” i każdy ze słuchaczy mógłby zacząć „karierę” tuż po wyjściu z auli.
Co szczególnie bulwersujące, wyzysk seksualny próbowano sprzedać jako rozwiązanie dla osób… neuroatypowych. Według prelegentki prostytucja ma być lepsza dla osób z ADHD czy spektrum autyzmu niż „pogardzana” praca biurowa w godzinach 8-16. To uderzenie w najsłabszych – próba zwerbowania młodych, zagubionych ludzi do branży, która zamiast „elastycznych godzin” oferuje traumę, choroby weneryczne i przemoc.
Fakty kontra lewacka ideologia
Podczas spotkania „Praca seksualna od podszewki” nauka została zastąpiona ideologicznym bełkotem. Na pytania o twarde dane, prelegentka odpowiadała wymijająco: „nie wiem”, „nie znam badań”. A fakty są bezlitosne:
-
Przemoc jest nieodłączna: Badania (m.in. Ślęzak-Niedbalskiej) jasno wskazują, że żadne zmiany prawne nie zmienią faktu, iż kupowanie dostępu do cudzego ciała jest aktem przemocowym.
-
Pułapka uzależnień: Prelegentka przyznała, że dla osób uzależnionych od narkotyków prostytucja jest „nieunikniona”, by zarobić na dawkę. Gdzie tu „świadoma zgoda” i „wolny wybór”, o których tak chętnie krzyczą feministki?
-
Chęć ucieczki: Według światowych statystyk (np. Farley, 2003) aż 9 na 10 kobiet uwikłanych w prostytucję chce z niej zrezygnować. To nie jest luksusowa ścieżka kariery, to bagno, z którego nie ma prostego wyjścia.
Atak na model nordycki
Znamienne, że jako największe zagrożenie dla kobiet wskazano nie brutalnych klientów czy stręczycieli, ale… policję i model nordycki (abolicjonizm). Przypomnijmy: model ten zakłada karanie kupujących seks i sutenerów, chroniąc jednocześnie same kobiety i oferując im pomoc w wyjściu z procederu. Dla radykalnych aktywistów walka z handlem ludźmi jest „szkodliwa”, bo uderza w swobodę „biznesu”.
Gdzie są władze uczelni?
Jak to możliwe, że w miejscu, które powinno kształtować elity narodu, promuje się destrukcyjne wzorce uderzające w godność kobiety i fundamenty rodziny? Czy rektor UJ podpisuje się pod stwierdzeniem, że studentki powinny „trochę popracować seksualnie”?
O to postanowiliśmy u źródła, kierując pytania do rzecznika Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Marcina Kubata:
- Czy władze Uniwersytetu Jagiellońskiego utożsamiają się z tezą postawioną podczas spotkania, że „każda kobieta powinna trochę popracować seksualnie”? Jeśli nie, to jakie kroki zostaną podjęte, aby odciąć się od promowania zachowań ryzykownych i uderzających w godność studentek?
- Jakie standardy merytoryczne muszą spełniać wydarzenia organizowane przez organizacje studenckie w murach uczelni? Czy dopuszczalne jest, aby prelekcje na tematy o tak dużym ciężarze społecznym odbywały się bez udziału ekspertów prezentujących dane naukowe, statystyki policyjne czy perspektywę psychologiczną ofiar przemocy?
- Czy zdaniem Rektora promowanie prostytucji jako „metody zarobku dla osób neuroatypowych” wpisuje się w strategię wspierania osób z niepełnosprawnościami na UJ? Czy uczelnia uważa za stosowne sugerowanie studentom ze spektrum autyzmu lub ADHD, że eskorting jest dla nich lepszą alternatywą niż praca zawodowa zgodna z wykształceniem?
- Czy Uniwersytet bierze odpowiedzialność za potencjalne skutki decyzji studentek, które pod wpływem prelekcji w Bibliotece Jagiellońskiej zdecydują się na wejście w tzw. seksbiznes? Czy uczelnia dysponuje programem wsparcia dla osób, które padły ofiarą przemocy w tym sektorze?
- Dlaczego podczas debaty o „pracy seksualnej” zabrakło głosu organizacji zajmujących się pomocom ofiarom handlu ludźmi oraz tzw. „przetrwanek” (osób, które opuściły prostytucję)? Czy jednostronny przekaz aktywistyczny nie nosi znamion ideologicznej indoktrynacji kosztem obiektywizmu naukowego?
- W jaki sposób weryfikowane są programy cykli edukacyjnych realizowanych przez organizacje takie jak All In UJ? Czy władze uczelni wiedziały, że w ramach edukacji seksualnej będzie promowana wizja prostytucji jako „pozytywnego doświadczenia życiowego”?
- Czy uczelnia zamierza wyciągnąć konsekwencje wobec organizatorów za dopuszczenie do sytuacji, w której studentom podaje się informacje sprzeczne z wiedzą o traumie i uzależnieniach, niepoparte żadnymi badaniami naukowymi?
- Czy Biblioteka Jagiellońska – miejsce o szczególnym znaczeniu dla polskiej kultury i nauki – jest odpowiednią przestrzenią do wygłaszania pogardliwych uwag na temat uczciwej pracy biurowej przy jednoczesnej gloryfikacji płatnych usług seksualnych?
Jak tylko otrzymamy odpowiedź, z pewnością je opublikujemy.
Bez wątpienia dopuszczenie do takiej debaty bez rzetelnej kontry, bez dopuszczenia do głosu osób, które przetrwały to piekło i bez oparcia w statystykach, jest skandalem. To nie była edukacja – to była rekrutacja do świata przemocy, ubrana w modne, progresywne hasełka. Rodzice wysyłający dzieci na studia do Krakowa mają prawo pytać: czy to jeszcze uniwersytet, czy już ośrodek ideologicznej indoktrynacji najniższych lotów?
źr. wPolsce24 za STOWARZYSZENIE BEZ MIZOGINII, WYZYSKU, PRZEMOCY











