Umorzyli śledztwo w sprawie napaści imigranta na żołnierza. Za to wojskowy wciąż może stanąć przed sądem!

Bulwersujące sceny rozegrały się 10 lipca 2025 roku. Przez polsko-białoruską granicę w okolicach Michałowa próbowali przedostać się nielegalni imigranci z Afganistanu. Mieli być agresywni, rzucać kamieniami. Część z nich została po stronie białoruskiej, dwóch zostało zatrzymanych przez polskich żołnierzy.
- Żołnierze strzegący wschodniej granicy robią wszystko, codziennie narażając życie u zdrowie, by chronić Polskę przed nielegalnymi migrantami. Tak też było 10 lipca niedaleko Michałowa. Pod gradem kamieni i agresji obrońcy granic zrobili wszystko, by zatrzymać najeźdźców. Zrobili to skutecznie. Żołnierze, dziękujemy za Waszą służbę! – mówił wówczas wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Dwa śledztwa
Jeden z żołnierzy został ranny, prokuratura wszczęła więc śledztwo wobec Afgańczyka. Ku oburzeniu opinii publicznej, śledczy rozpoczęli też drugie postępowanie – wobec żołnierza. Do prorządowych mediów przeciekały informacje, że broniąc granicy wojskowy strzelił do nielegalnego imigranta z broni gładkolufowej i uderzył go kolbą od karabinu.
Jak podaje dziennik „Rzeczpospolita” śledztwo w sprawie Afgańczyka zostało właśnie umorzone.
– W śledztwie przesłuchano wszystkich świadków, zabezpieczono monitoring, uzyskano opinię medyczną, bo pokrzywdzony, czyli żołnierz, rzeczywiście posiadał, jak wskazano w opisie czynu, pewne drobne obrażenia w okolicach oka, które naruszyły prawidłowe funkcjonowanie narządu ciała na okres poniżej dni siedmiu – mówi w rozmowie z „Rz” Daniel Brodowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie
– Prokurator ocenił, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, iż obywatel Afganistanu, który przekroczył granicę z Białorusią, podczas ujęcia go przez żołnierza, zachował się biernie i nie wykazywał zachowań agresywnych – dodaje.
Postępowanie wobec żołnierza nadal trwa
Problemem okazała się także kwalifikacja prawna czynu. Aby mówić o „czynnej napaści na funkcjonariusza” musi być dwóch lub więcej działających wspólnie napastników albo jeden napastnik, ale za to posługujący się niebezpiecznym narzędziem. A że Afgańczyk był jeden i nie miał w ręku noża czy kamienia – trzeba było umorzyć.
A co ze śledztwem wobec żołnierza? To nadal się toczy. Prokuratorzy nie otrzymali jeszcze opinii uzupełniającej biegłych lekarzy, którzy mieli opisać obrażenia u nielegalnego imigranta i wskazać przyczynę ich powstania.
źr. wPolsce24 za "Rzeczpospolita"








