Tusk tłumaczy przyczyny afery w szpitalu. Kuriozalne słowa

Zamiast jednoznacznie potępić patologię i obiecać realne konsekwencje, premier wybrał klasyczną strategię rozmywania odpowiedzialności:
„Ta afera ma też źródła w konflikcie pomiędzy dwoma lekarzami. Szpitalem a jednym z lekarzy. Ja nie będę rozstrzygał, który z nich bardziej zawinił jeśli chodzi o sytuację wewnątrz szpitala.”
Tusk zasugerował, że problemem jest spór personalny między ordynatorem a Kacprzykiem, a nie systemowe ustawianie „swoich” na lukratywne stanowiska w publicznych placówkach medycznych.
Komentatorzy na X błyskawicznie zareagowali na te słowa:
„Hahahaha mamy to! Zaczęło się zrzucanie winy na ordynatora, który informował Trzaskowskiego o tym co się działo! O samym Trzaskowskim ani słowa.”
„Brawo Tusk, jesteś niepodrabialny.”
Wypowiedź premiera jest o tyle kuriozalna, że jeszcze kilka dni temu Rafał Trzaskowski zapowiadał „pilny audyt” i twarde działania, a teraz cała narracja koalicji skręca w stronę „to tylko wewnętrzny konflikt lekarzy”.
Tymczasem sprawa Dawida Kacprzyka ujawniła mechanizm, w którym młody radny KO, bez ukończonej specjalizacji, pełnił funkcję koordynatora SOR-u, zarabiał ogromne pieniądze i łączył dyżury z intensywną aktywnością polityczną. Do tego dochodzą zarzuty o opuszczanie dyżurów i tworzenie „saloniku VIP” dla znajomych.
Polacy doskonale widzą, że to nie jest „konflikt dwóch lekarzy”, tylko klasyczny przykład układu „swoi-rządzą”. Próbując zrzucić winę na ordynatora, który ujawnił nieprawidłowości, Tusk tylko pogłębia wrażenie, że koalicja chce sprawę wyciszyć i zamieść pod dywan. Afera Szpitala Południowego nie gaśnie – wręcz przeciwnie. Im bardziej władza próbuje ją bagatelizować, tym bardziej pachnie ona układami i nepotyzmem na najwyższych szczeblach stołecznej służby zdrowia.
źr.wPolsce24 za X











