Mazury droższe niż Sycylia i Turcja. Tani urlop w Polsce to już tylko mrzonka!

Wielu z nas planując letni wypoczynek, automatycznie zakłada, że rezygnacja z zagranicznych lotów i wybór Polski pomoże podreperować domowy budżet. Nic bardziej mylnego. Analiza ekspertów portalu Rankomat.pl, bazująca na realnych ofertach z systemu Booking.com, obnażyła bezwzględną prawdę o tegorocznych wakacjach.
Mazury droższe niż Sycylia i Turcja. Liczby nie kłamią
Największym zaskoczeniem zestawienia okazały się Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. To właśnie tam ceny noclegów osiągnęły pułap, który dla wielu przeciętnych rodzin będzie barierą nie do przejścia.
Jeśli para zechce wynająć apartament na 6 noclegów ze śniadaniem w Mrągowie, zapłaci średnio 2421 zł. W sąsiednich Mikołajkach koszt ten wynosi 2402 zł.
Jak to wygląda na tle zagranicy?
-
W egipskim Marsa Alam za dokładnie ten sam standard (6 noclegów ze śniadaniem dla pary) zapłacimy zaledwie 1165 zł – czyli o połowę mniej!
-
W popularnej tureckiej Alanyi koszt to 1414 zł.
-
Na włoskiej, pełnej słońca Sycylii para wyda 1729 zł.
To oznacza, że odpoczynek w Mrągowie jest o blisko 700 zł droższy niż urlop we Włoszech i ponad dwa razy droższy niż w Egipcie!
Rodziny 2+2 mają najgorzej. Hotelarze dyktują kosmiczne warunki
Prawdziwy dramat budżetowy przeżywają jednak rodziny z dwójką dzieci. Polski standard hotelowy w niektórych miejscach zaczyna przypominać luksusowe kurorty w Dubaju, przynajmniej pod względem finansowym.
Za 6 noclegów w trzygwiazdkowym hotelu w Mikołajkach rodzina 2+2 musi zapłacić rekordowe 6266 zł. Dla porównania, analogiczny pobyt w hotelu 3* na włoskiej Sycylii wyceniono na 4814 zł. Z kolei w Egipcie koszt trzygwiazdkowego hotelu dla całej rodziny to 3119 zł – ponownie o połowę mniej niż na Mazurach.
Nawet w wariancie z apartamentami, mazurskie miejscowości (Mrągowo: 4962 zł, Mikołajki: 4914 zł) zostawiają daleko w tyle nie tylko Egipt (2330 zł) i Sycylię (2453 zł), ale też grecką Kretę czy chorwacką Dalmację.
Czy polscy właściciele hoteli naciągają turystów?
W sieci wrze, a turyści w komentarzach nie zostawiają na rodzimej branży suchej nitki. Pojawiają się głosy, że polscy przedsiębiorcy, próbując „odrobić” straty z gorszych miesięcy lub przerzucić rosnące koszty energii i inflacji na klientów, zwyczajnie zaczęli naciągać urlopowiczów.
Sytuacji nie poprawia fakt, że w cenie polskiego hotelu często nie ma gwarancji pogody, a infrastruktura nadbałtyckich czy mazurskich kurortów bywa daleka od standardów oferowanych przez zagraniczne kurorty. Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jedno: o ile ceny samych noclegów w Polsce potrafią zszokować, o tyle zagranica wciąż broni się głównie kosztami logistyki (np. biletów lotniczych dla całej rodziny). Jeśli jednak ktoś potrafi polować na tanie loty, wakacje w Polsce stają się ekonomicznie zupełnie nieopłacalne.
Gdzie w Polsce jest jeszcze w miarę tanio?
Jeśli mimo wszystko - tak jak my - kochacie spędzać urlop w Polsce, ale nie chcecie zbankrutować, zestawienie daje małą wskazówkę.
Najkorzystniej w zestawieniu dla rodzin wypadła nadmorska Ustka, gdzie apartament można znaleźć za 2316 zł (cena zbliżona do Egiptu). Stosunkowo tanio dla par wypadł też niektóre hotele i apartamenty w... Bieszczadach.
Jedno jest pewne: tegoroczny sezon wakacyjny brutalnie zweryfikuje portfele Polaków. Planując urlop, warto dokładnie "przeklikać" portale rezerwacyjne. Może się okazać, że zamiast spaceru wokół mazurskiego jeziora, w tej samej (lub znacznie niższej) cenie zafundujemy sobie pizzę pod sycylijskim słońcem.
źr. wPolsce24 za Rankomat/RadioZet











