Tak się zachowuje narodowy przewoźnik? Szokujące relacje pracowników PLL LOT

Z tego tekstu dowiesz się:
O sprawie poinformował Buisness Insider. Dziennikarze ustalili, że obecna fala niezadowolenia rozpoczęła się na początku lipca. Wtedy przewoźnik znacząco ograniczył możliwość pracy zdalnej. Pracownicy biurowi musieli zacząć pojawiać się fizycznie w pracy co najmniej 4 razy w tygodniu. Kilka dni później, ósmego lipca, weszła w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która dała inspektorom nowe narzędzia do kwestionowania pozornych umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B.
Ograniczono pracę zdalną
Jeden z pracowników LOTu powiedział, że do tej pory można było pracować zdalnie przez ok. połowę czasu. Problem w tym, że nie jest to komunikowane tak, żeby ktokolwiek chciał się pod tym oficjalnie podpisać. Wiele rzeczy przekazywanych jest ustnie, żeby nie było śladu na papierze – dodał.
Ograniczenie pracy zdalnej budzi kontrowersje, bo większość pracowników biurowych LOTu jest zatrudniania na zasadach B2B, a nie na podstawie umowy o pracę. Formalnie jesteśmy na B2B, a nieformalnie słyszymy: macie przychodzić i tyle. To jest dokładnie ten dysonans, który najbardziej ludzi drażni – dodał pracownik LOTu.
Śmieciówki bardziej im się opłacają?
Proces odchodzenia od etatów zaczął się w LOT w latach 2012-2014. Linia znalazła się wtedy w trudnej sytuacji, otrzymała pomoc publiczną, w związku z czym musiała ograniczyć zatrudnienie. Szybko się jednak odbudowała i doszła do wniosku, że ci pracownicy są jej jednak nadal potrzebni – ale nie mogła ich zatrudnić na dotychczasowych zasadach.
LOT w związku z tym sięgnął po rozwiązanie, które było stosowane wcześniej w innej spółce LOTu, Eurolocie – zaczął powoływać kolejne spółki-córki, jak LOT Team, LOT Cabin Crew czy LOT Travel, a one do dziś zatrudniają głównie na śmieciówki. Z najnowszego sprawozdania LOT wynika, że te spółki w zeszłym roku zatrudniały na B2B i umowach-zleceniach ok. 2,7 tys. osób, ok. 67% wszystkich pracowników LOTu.
Niewiele różnią się od etatu
Pracownicy, z którymi rozmawiał BI, zgodnie przyznają, że ich kontrakty B2B niewiele się różnią od normalnego etatu pod względem warunków pracy. Wystawiają LOTowi faktury, ale w praktyce mają przełożonych, określone godziny pracy, obowiązki zespołowe, firmowe procedury, a od niedawna także obowiązek fizycznego pojawiania się w biurze.
B2B miało być rozwiązaniem chwilowym. Tymczasem Excel najwyraźniej pokazał, że jest ono korzystne dla firmy, dlatego po latach stało się rozwiązaniem stałym. Umowy są jednak skonstruowane wyjątkowo niekorzystnie nawet jak na tę formę umowy – powiedział BI jeden z pracowników. Dodał, że być może firmie się to opłaca – ale czy pańswowa spółka powinna w taki sposób oszczędzać?
Planowali już protest
Pracownicy narzekają na niejasność nowych zasad. Nikt nie wie, jakie konsekwencje grożą za zignorowanie nakazu przychodzenia do biura, chociaż przełożeni jasno komunikują, że jest to teraz obowiązek. Pracownicy plotkują, że sprawdzane są logi wejściowe, odbicia na bramkach czy statystyki obecności, ale nikt nie daje im żadnej informacji zwrotnej o tym, jak to jest liczone. To tworzy atmosferę kontroli bez zasad – powiedział BI jeden z pracowników.
Jedna z pracowniczek powiedziała dziennikarzom, że pojawił się już plan protestu. Autor anonimowego maila zaproponował, żeby zignorować te polecenia i pracować zdalnie według starych zasad. Nikt się jednak na to nie odważył. Protest rozszedł się po kościach, ale sam fakt, że taki mail się pojawił, pokazuje skalę frustracji- zauważyła.
Nie chodzi tylko o pracę zdalną
Pracownicy żalą się nie tylko na zakaz pracy zdalnej. Największym problemem pracy na kontraktach jest dla nich brak poczucia bezpieczeństwa. Wskazują, że poważniejsza choroba oznacza utratę istotnej części wynagrodzenia, a ciąża przerwanie kontraktu. Człowiek może dobrze zarabiać, dopóki jest zdrowy, dyspozycyjny i ciągle lata. Gdy życie przestaje mieścić się w tym modelu, okazuje się, jak krucha jest cała konstrukcja – zauważył jeden z nich.
Zwracają też uwagę, że gdy zachorują, firma każe im i tak dostarczać zwolnienia lekarskie, jakby byli etatowymi pracownikami. Czyli z jednej strony firma mówi: jesteś przedsiębiorcą, wystawiasz fakturę. Z drugiej strony oczekuje zachowań i dokumentów typowych dla stosunku pracy. Właśnie na tym polega ta "szarość", która z punktu widzenia pracowników jest irytująca, bo zarówno piloci etatowi, jak i świadczący usługi na B2B, wykonują te same obowiązki – powiedział BI jeden z pilotów.
Problemem jest dla nich także urlop. Będąc na śmieciówce, „wykorzystują” bowiem więcej dni niż pracownicy etatowi, przy tej samej długości wypoczynku. Rozmówca BI wyjaśnił, że np. stewardesa zatrudniona na etat ma 26 dni urlopu rocznie, ale jak weźmie tydzień wolnego, z tej puli zostanie odliczone tylko pięć dni roboczych. Pracownik na B2B ma 24 dni powstrzymywania się od świadczenia usług, ale za ten sam tydzień odlicza mu się już siedem.
Wykańczające grafiki
Rozmówca BI zwrócił także uwagę na to, że grafiki pracy są układane obecnie na granicy dopuszczalnych norm. Europejskie normy mówią, że członek załogi musi mieć minimum siedem dni wolnych w miesiącu, z uwzględnieniem wymaganych nocnych okresów odpoczynku, ale wcześniej mieli po 11-13 dni wolnych. Obecnie grafiki bywają układane na poziomie absolutnego minimum. Wszystko odbywa się zgodnie z przepisami, ale to nie znaczy, że człowiek jest rzeczywiście wypoczęty – podkreślił.
Zauważył, że członek personelu pokładowego może dostać nawet sześć dni pracy z rzędu, a każdego dnia wykonać po cztery odcinki. Jego dzień pracy może trwać około trzynastu godzin, podczas których przebywa w hałasie, przy obniżonym ciśnieniu i bez miejsca, w którym mógłby się wyciszyć, a następnego dnia musi wstać o czwartej nad ranem, żeby zdążyć do pracy. Do tego może być dołożony rejs transatlantycki, który powoduje dodatkowe obciążenie organizmu w związku ze zmianą stref czasowych.
Firma godzinowo wykaże, że zapewniła wymagany odpoczynek, lecz biologii nie da się oszukać. Czym innym jest formalna przerwa w grafiku, a czym innym rzeczywista regeneracja organizmu – podkreślił dodając, że jak szef pokładu i kapitan pytają przed rozpoczęciem pracy, czy ich kondycja psychofizyczna pozwalają na wykonanie lotu, potwierdzają, chociaż często to nie prawda. Dodał także, że te grafiki niszczą ich życie prywatne – zdarzało się, że pracownicy nie dostawali wolnego nawet na własne śluby czy inne wydarzenia, których nie da się przesunąć.
Wydruk w kolorze tylko dla kierownictwa
To nie koniec absurdów. Pracownicy żalą się, że w ostatnim czasie w LOT doszło do niespotykanego napiętrzenia się problemów i kuriozalnych decyzji. Jako przykład wskazują to, że zmieniono zasady drukowania. Pracownicy poniżej określonego szczebla mogą drukować tylko w czerni i bieli, a jeśli potrzebują kolorowego wydruku, muszą wystąpić o zgodę albo prosić dyrektora o pomoc.
Zamrożone budżety, zamrożone awanse, brak podwyżek. Jasne, wszyscy rozumieją, że sytuacja rynkowa jest trudna, że paliwo było drogie, że kryzysy geopolityczne wpływają na koszty, że konkurencja jest mocna. Tylko z perspektywy pracownika wygląda to tak: firma wymaga więcej, każe częściej przychodzić do biura, burzy ludziom rytm życia, a w zamian nie daje nic. Były zapowiedzi ścieżek kariery, modeli rozwoju, różnych planów, ale teraz niewiele z tego wynika – powiedział BI jeden z pracowników.
Pracownicy narzekają także na relacje z szefostwem. Nie rozumieją dlaczego firma regularnie wchodzi w konflikty z własnymi pracownikami i żalą się, że co jakiś czas pojawia się kolejna próba „dokręcenia śruby”, choć nie zawsze widać ku temu jakiekolwiek racjonalne powody. Jeśli chodzi o relacje z pracownikami, firma jest zepsuta do szpiku kości – powiedział jeden z pracowników. Dodał, że atmosfera jest obecnie bardzo zła, a morale jest niskie.
Boją się kontroli
Pracownicy narzekają na B2B, ale potencjalne kontrole PIP budzą ich obawy. Boją się, że jeśli ich kontrakty zostaną przekształcone na umowy o pracę, to firma mocno obniży wynagrodzenie na rękę. Przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego w LOT Agnieszka Szelągowska przyznała, że stewardesy i stewardzi w teorii mogą od jakiegoś czasu występować o przekształcenie B2B w umowę o pracę – ale w praktyce pracownikom nie przedstawiono oficjalnej ścieżki ani warunków takiego przekształcenia.
Każdy chciałby pracować w stabilnej firmie, która ma regulamin wynagradzania. Natomiast w spółkach-córkachLOT, w przypadku przejścia na umowę o pracę, wcale nie jest powiedziane, że dostanie się nawet połowę tych pieniędzy, które zarabia się teraz, albo ile zarabiają osoby na tym samym stanowisku na etacie. Można dostać znacznie mniej – podkreśliła.
"Wszystko zgodnie z prawem"
Szelągowska dodała, że pracownicy LOTu nie otrzymują także żadnych bonusów. W zeszłym roku nie dostali premii i w tym roku również się jej nie spodziewają. Firma tłumaczy to dużymi kosztami operacyjnymi, mniejszymi zyskami niż się spodziewali i koniecznością spłaty pożyczki. Pracownicy boją się przeciwko temu protestować. Wszyscy chodzą na palcach. Mają świadomość tego, że każdego dnia mogą im umowę po prostu z dnia na dzień zabrać – powiedziała.
BI wysłał w tej sprawie zapytania do LOT. Linia lotnicza nie odpowiedziała jednak na ich konketne pytania. Zamiast tego wysłała ogólne oświadczenie. Stwierdziła w nim, że Polskie Linie Lotnicze LOT stosują modele zatrudnienia i współpracy zgodne zarówno z właściwymi polskimi przepisami prawa, jak i prawem lotniczym. Dodała, że specyfika działalności w branży lotniczej wymaga konkurowania z innymi liniami, a to dotyczy także modeli współpracy i warunków zatrudnienia. Dodała, że dotychczasowe doświadczenia w Grupie LOT natomiast wskazują, że współpraca w modelu B2B jest wybierana przez znaczną część osób, które preferują większą swobodę organizacji współpracy.
źr. wPolsce24 za Business Insider











