Polska

Tak się zachowuje narodowy przewoźnik? Szokujące relacje pracowników PLL LOT

opublikowano:
MK0_ltnok_2023_DSC06233
(fot. ilustracyjna Fratria)
Wśród pracowników linii lotniczej LOT narasta frustracja i niezadowolenie. Nie podoba im się głównie to, że pracują na śmieciówkach – a są traktowani jakby mieli etaty.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • Wśród pracowników PLL LOT narasta frustracja związana z zatrudnieniem na B2B i ograniczeniem pracy zdalnej. Od lipca pracownicy biurowi mają pojawiać się w biurze co najmniej cztery razy w tygodniu.
  • Według Business Insidera około 2,7 tys. osób, czyli 67 proc. pracowników LOT, było w ubiegłym roku zatrudnionych przez spółki grupy na B2B lub umowach-zleceniach.
  • Rozmówcy BI twierdzą, że mimo B2B pracują w warunkach przypominających etat: mają przełożonych, określone godziny, firmowe procedury i obowiązek obecności w biurze.
  • Pracownicy skarżą się również na brak bezpieczeństwa w przypadku choroby, ciąży i urlopu, wymagające grafiki, brak podwyżek, awansów i premii oraz pogarszającą się atmosferę w firmie.
  • Potencjalne kontrole PIP budzą mieszane uczucia. Część zatrudnionych obawia się, że przekształcenie B2B w etat może oznaczać znaczący spadek wynagrodzenia netto.
  • LOT zapewnia, że stosowane modele współpracy są zgodne z prawem, a B2B jest wybierane przez część osób ze względu na większą swobodę organizacji pracy.

O sprawie poinformował Buisness Insider. Dziennikarze ustalili, że obecna fala niezadowolenia rozpoczęła się na początku lipca. Wtedy przewoźnik znacząco ograniczył możliwość pracy zdalnej. Pracownicy biurowi musieli zacząć pojawiać się fizycznie w pracy co najmniej 4 razy w tygodniu. Kilka dni później, ósmego lipca, weszła w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która dała inspektorom nowe narzędzia do kwestionowania pozornych umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B.

Ograniczono pracę zdalną 

Jeden z pracowników LOTu powiedział, że do tej pory można było pracować zdalnie przez ok. połowę czasu. Problem w tym, że nie jest to komunikowane tak, żeby ktokolwiek chciał się pod tym oficjalnie podpisać. Wiele rzeczy przekazywanych jest ustnie, żeby nie było śladu na papierze – dodał.

Ograniczenie pracy zdalnej budzi kontrowersje, bo większość pracowników biurowych LOTu jest zatrudniania na zasadach B2B, a nie na podstawie umowy o pracę. Formalnie jesteśmy na B2B, a nieformalnie słyszymy: macie przychodzić i tyle. To jest dokładnie ten dysonans, który najbardziej ludzi drażni – dodał pracownik LOTu.

Śmieciówki bardziej im się opłacają? 

Proces odchodzenia od etatów zaczął się w LOT w latach 2012-2014. Linia znalazła się wtedy w trudnej sytuacji, otrzymała pomoc publiczną, w związku z czym musiała ograniczyć zatrudnienie. Szybko się jednak odbudowała i doszła do wniosku, że ci pracownicy są jej jednak nadal potrzebni – ale nie mogła ich zatrudnić na dotychczasowych zasadach.

LOT w związku z tym sięgnął po rozwiązanie, które było stosowane wcześniej w innej spółce LOTu, Eurolocie – zaczął powoływać kolejne spółki-córki, jak LOT Team, LOT Cabin Crew czy LOT Travel, a one do dziś zatrudniają głównie na śmieciówki. Z najnowszego sprawozdania LOT wynika, że te spółki w zeszłym roku zatrudniały na B2B i umowach-zleceniach ok. 2,7 tys. osób, ok. 67% wszystkich pracowników LOTu.

Niewiele różnią się od etatu 

Pracownicy, z którymi rozmawiał BI, zgodnie przyznają, że ich kontrakty B2B niewiele się różnią od normalnego etatu pod względem warunków pracy. Wystawiają LOTowi faktury, ale w praktyce mają przełożonych, określone godziny pracy, obowiązki zespołowe, firmowe procedury, a od niedawna także obowiązek fizycznego pojawiania się w biurze. 

B2B miało być rozwiązaniem chwilowym. Tymczasem Excel najwyraźniej pokazał, że jest ono korzystne dla firmy, dlatego po latach stało się rozwiązaniem stałym. Umowy są jednak skonstruowane wyjątkowo niekorzystnie nawet jak na tę formę umowy – powiedział BI jeden z pracowników. Dodał, że być może firmie się to opłaca – ale czy pańswowa spółka powinna w taki sposób oszczędzać?

Planowali już protest

Pracownicy narzekają na niejasność nowych zasad. Nikt nie wie, jakie konsekwencje grożą za zignorowanie nakazu przychodzenia do biura, chociaż przełożeni jasno komunikują, że jest to teraz obowiązek. Pracownicy plotkują, że sprawdzane są logi wejściowe, odbicia na bramkach czy statystyki obecności, ale nikt nie daje im żadnej informacji zwrotnej o tym, jak to jest liczone. To tworzy atmosferę kontroli bez zasad – powiedział BI jeden z pracowników.

Jedna z pracowniczek powiedziała dziennikarzom, że pojawił się już plan protestu. Autor anonimowego maila zaproponował, żeby zignorować te polecenia i pracować zdalnie według starych zasad. Nikt się jednak na to nie odważył. Protest rozszedł się po kościach, ale sam fakt, że taki mail się pojawił, pokazuje skalę frustracji- zauważyła.

Nie chodzi tylko o pracę zdalną 

Pracownicy żalą się nie tylko na zakaz pracy zdalnej. Największym problemem pracy na kontraktach jest dla nich brak poczucia bezpieczeństwa. Wskazują, że poważniejsza choroba oznacza utratę istotnej części wynagrodzenia, a ciąża przerwanie kontraktu. Człowiek może dobrze zarabiać, dopóki jest zdrowy, dyspozycyjny i ciągle lata. Gdy życie przestaje mieścić się w tym modelu, okazuje się, jak krucha jest cała konstrukcja – zauważył jeden z nich.

Zwracają też uwagę, że gdy zachorują, firma każe im i tak dostarczać zwolnienia lekarskie, jakby byli etatowymi pracownikami. Czyli z jednej strony firma mówi: jesteś przedsiębiorcą, wystawiasz fakturę. Z drugiej strony oczekuje zachowań i dokumentów typowych dla stosunku pracy. Właśnie na tym polega ta "szarość", która z punktu widzenia pracowników jest irytująca, bo zarówno piloci etatowi, jak i świadczący usługi na B2B, wykonują te same obowiązki – powiedział BI jeden z pilotów.

Problemem jest dla nich także urlop. Będąc na śmieciówce, „wykorzystują” bowiem więcej dni niż pracownicy etatowi, przy tej samej długości wypoczynku. Rozmówca BI wyjaśnił, że np. stewardesa zatrudniona na etat ma 26 dni urlopu rocznie, ale jak weźmie tydzień wolnego, z tej puli zostanie odliczone tylko pięć dni roboczych. Pracownik na B2B ma 24 dni powstrzymywania się od świadczenia usług, ale za ten sam tydzień odlicza mu się już siedem.

Wykańczające grafiki

Rozmówca BI zwrócił także uwagę na to, że grafiki pracy są układane obecnie na granicy dopuszczalnych norm. Europejskie normy mówią, że członek załogi musi mieć minimum siedem dni wolnych w miesiącu, z uwzględnieniem wymaganych nocnych okresów odpoczynku, ale wcześniej mieli po 11-13 dni wolnych. Obecnie grafiki bywają układane na poziomie absolutnego minimum. Wszystko odbywa się zgodnie z przepisami, ale to nie znaczy, że człowiek jest rzeczywiście wypoczęty – podkreślił.

Zauważył, że członek personelu pokładowego może dostać nawet sześć dni pracy z rzędu, a każdego dnia wykonać po cztery odcinki. Jego dzień pracy może trwać około trzynastu godzin, podczas których przebywa w hałasie, przy obniżonym ciśnieniu i bez miejsca, w którym mógłby się wyciszyć, a następnego dnia musi wstać o czwartej nad ranem, żeby zdążyć do pracy. Do tego może być dołożony rejs transatlantycki, który powoduje dodatkowe obciążenie organizmu w związku ze zmianą stref czasowych.

Firma godzinowo wykaże, że zapewniła wymagany odpoczynek, lecz biologii nie da się oszukać. Czym innym jest formalna przerwa w grafiku, a czym innym rzeczywista regeneracja organizmu – podkreślił dodając, że jak szef pokładu i kapitan pytają przed rozpoczęciem pracy, czy ich kondycja psychofizyczna pozwalają na wykonanie lotu, potwierdzają, chociaż często to nie prawda. Dodał także, że te grafiki niszczą ich życie prywatne – zdarzało się, że pracownicy nie dostawali wolnego nawet na własne śluby czy inne wydarzenia, których nie da się przesunąć.

Wydruk w kolorze tylko dla kierownictwa 

To nie koniec absurdów. Pracownicy żalą się, że w ostatnim czasie w LOT doszło do niespotykanego napiętrzenia się problemów i kuriozalnych decyzji. Jako przykład wskazują to, że zmieniono zasady drukowania. Pracownicy poniżej określonego szczebla mogą drukować tylko w czerni i bieli, a jeśli potrzebują kolorowego wydruku, muszą wystąpić o zgodę albo prosić dyrektora o pomoc.

Zamrożone budżety, zamrożone awanse, brak podwyżek. Jasne, wszyscy rozumieją, że sytuacja rynkowa jest trudna, że paliwo było drogie, że kryzysy geopolityczne wpływają na koszty, że konkurencja jest mocna. Tylko z perspektywy pracownika wygląda to tak: firma wymaga więcej, każe częściej przychodzić do biura, burzy ludziom rytm życia, a w zamian nie daje nic. Były zapowiedzi ścieżek kariery, modeli rozwoju, różnych planów, ale teraz niewiele z tego wynika – powiedział BI jeden z pracowników.

Pracownicy narzekają także na relacje z szefostwem. Nie rozumieją dlaczego firma regularnie wchodzi w konflikty z własnymi pracownikami i żalą się, że co jakiś czas pojawia się kolejna próba „dokręcenia śruby”, choć nie zawsze widać ku temu jakiekolwiek racjonalne powody. Jeśli chodzi o relacje z pracownikami, firma jest zepsuta do szpiku kości – powiedział jeden z pracowników. Dodał, że atmosfera jest obecnie bardzo zła, a morale jest niskie.

Boją się kontroli

Pracownicy narzekają na B2B, ale potencjalne kontrole PIP budzą ich obawy. Boją się, że jeśli ich kontrakty zostaną przekształcone na umowy o pracę, to firma mocno obniży wynagrodzenie na rękę. Przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego w LOT Agnieszka Szelągowska przyznała, że stewardesy i stewardzi w teorii mogą od jakiegoś czasu występować o przekształcenie B2B w umowę o pracę – ale w praktyce pracownikom nie przedstawiono oficjalnej ścieżki ani warunków takiego przekształcenia.

 Każdy chciałby pracować w stabilnej firmie, która ma regulamin wynagradzania. Natomiast w spółkach-córkachLOT, w przypadku przejścia na umowę o pracę, wcale nie jest powiedziane, że dostanie się nawet połowę tych pieniędzy, które zarabia się teraz, albo ile zarabiają osoby na tym samym stanowisku na etacie. Można dostać znacznie mniej – podkreśliła.

"Wszystko zgodnie z prawem" 

Szelągowska dodała, że pracownicy LOTu nie otrzymują także żadnych bonusów. W zeszłym roku nie dostali premii i w tym roku również się jej nie spodziewają. Firma tłumaczy to dużymi kosztami operacyjnymi, mniejszymi zyskami niż się spodziewali i koniecznością spłaty pożyczki. Pracownicy boją się przeciwko temu protestować. Wszyscy chodzą na palcach. Mają świadomość tego, że każdego dnia mogą im umowę po prostu z dnia na dzień zabrać – powiedziała.

BI wysłał w tej sprawie zapytania do LOT. Linia lotnicza nie odpowiedziała jednak na ich konketne pytania. Zamiast tego wysłała ogólne oświadczenie. Stwierdziła w nim, że Polskie Linie Lotnicze LOT stosują modele zatrudnienia i współpracy zgodne zarówno z właściwymi polskimi przepisami prawa, jak i prawem lotniczym. Dodała, że specyfika działalności w branży lotniczej wymaga konkurowania z innymi liniami, a to dotyczy także modeli współpracy i warunków zatrudnienia. Dodała, że dotychczasowe doświadczenia w Grupie LOT natomiast wskazują, że współpraca w modelu B2B jest wybierana przez znaczną część osób, które preferują większą swobodę organizacji współpracy.

źr. wPolsce24 za Business Insider

Polska

Rodziny ofiar tragicznego wypadku na Węgrzech pozostawione same sobie? Chaos, brak informacji i bezradność

opublikowano:
Rozbity autokar polskich pielgrzymów leżący na boku na poboczu autostrady M3 na Węgrzech. Służby ratunkowe i straż pożarna na miejscu. Do wypadku doszło w okolicy miejscowości Mezőkeresztes.
Chaos i brak pomocy. Rodziny pielgrzymów skarżą się na informacyjną pustkę (fot. PAP/EPA.)
Nasz reporter, Rafał Jarząbek, jest na miejscu tragedii i sprawdza, jak naprawdę wygląda sytuacja rodzin ofiar. Głosy, które do nas docierają, są dramatyczne – bliscy zmarłych i rannych skarżą się na brak rzetelnych informacji, niewystarczające wsparcie ze strony przedstawicieli rządu oraz chaos, który potęguje ich cierpienie.
Polska

„Czarny dzień w historii Siedlisk” – sołtys o tragedii na Węgrzech

opublikowano:
mid-epa13173211
Społeczność Siedlisk w wypadku na Węgrzech straciła sąsiadów, przyjaciół, parafian(fot. PAP/EPA)
Do koszmarnego wypadku doszło w nocy z soboty na niedzielę na autostradzie M3 na Węgrzech. Autokar z polskimi pielgrzymami wracającymi z Medziugorie wypadł z drogi i dachował. Zginęło 12 osób, kilkadziesiąt zostało rannych. Wśród ofiar są mieszkańcy podkarpackich Siedlisk – małej, zżytej społeczności, dla której ta tragedia jest olbrzymim wstrząsem.
Polska

Czarnek o cenach paliw: „Łupienie Polaków na 4 miliardy złotych”

opublikowano:
„Nie róbcie w balona Polaków” – Czarnek wzywa rząd do obniżek VAT i akcyzy
„Nie róbcie w balona Polaków” – Czarnek wzywa rząd do obniżek VAT i akcyzy (fot. wPolsce24)
Prof. Przemysław Czarnek ostro skrytykował politykę paliwową rządu. Poseł PiS ocenił że koalicja rządząca, celowo podniosła ceny na stacjach benzynowych, czym uderzyła w portfele Polaków w szczycie wakacyjnego sezonu. Jego zdaniem przez brak obniżek VAT i akcyzy społeczeństwo straciło blisko 4 miliardy złotych.
Polska

Rafał Trzaskowski straci stanowisko?! Rosną naciski i wniosek o odwołanie prezydenta Warszawy

opublikowano:
Tusk szykuje czystkę w PO. Trzaskowski straci stanowisko
Rafał Trzaskowski (fot Ludmyla Kazakova\Fratria)
Niezadowolenie z dotychczasowych rządów w Warszawie osiągnęło poziom krytyczny. Do stołecznego ratusza oficjalnie trafił wniosek o odwołanie Rafała Trzaskowskiego ze stanowiska prezydenta miasta. Działacze oraz mieszkańcy zarzucają obecnej władzy ignorowanie realnych potrzeb warszawiaków, nieudolne zarządzanie krytyczną infrastrukturą oraz przedkładanie ideologicznych priorytetów nad zdrowy rozsądek i finanse miasta.
Polska

Skandal z kontrolami autokarów i ciężarówek! Nowoczesny sprzęt za 29 mln zł stoi bezużyteczny? Gajadhur ujawnia szokujące dane

opublikowano:
Mobilne stacje
(fot. screen za X)
Sprzęt o wartości blisko 30 milionów złotych, który miał stać na straży bezpieczeństwa na polskich drogach, stoi bezużyteczny? Były Główny Inspektor Transportu Drogowego Alvin Gajadhur bije na alarm. Z ujawnionych przez niego danych wynika, że ultranowoczesne mobilne stacje diagnostyczne w wielu regionach kraju w ogóle nie wyjeżdżają na drogi.
Polska

Czekały 26 lat na sprawiedliwość. Podejrzani o zamordowanie nastolatek z Radzymina usłyszeli zarzuty

opublikowano:
Dwaj mężczyźni usłyszeli zarzuty zamordowania w 2000 roku dwóch nastolatek z Radzymina
(fot. KSP\Pexels)
Zakończyło się śledztwo w sprawie nastolatek, które zaginęły w 2000 r. w Radzyminie. Policjanci ze stołecznego „Archiwum X” ustalili, że padłu ofiarą zbiorowego gwałtu i morderstwa – a dwaj mężczyźni usłyszeli właśnie zarzuty.