Kompromitacja! Szef MON odpowiedzialny za wojsko, ale odcięty od kluczowych raportów CIA

Na pierwszy rzut oka cała sytuacja wygląda nie tyle dziwnie, co wręcz przerażająco. Wicepremier i szef MON, czyli osoba bezpośrednio odpowiedzialna za przygotowanie polskiej armii na ewentualny konflikt zbrojny, występuje w Polsacie i przyznaje się do potężnej luki informacyjnej na szczytach władzy.
Minister odcięty od informacji?
Fragment wywiadu z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem błyskawicznie obiegł media społecznościowe, wywołując lawinę krytycznych komentarzy. W nagraniu szef MON potwierdza, że nie zapoznał się z dokumentem CIA, na który premier Tusk powoływał się z taką pompą, kreśląc przed Polakami wizję nadciągającej wojny.
Szef ludowców próbował ratować twarz, mętnie tłumacząc, że „informacje są przekazywane na bieżąco”, odbywa konsultacje z ministrem koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem, a ostrzeżenia premiera szybko znalazły odzwierciedlenie w atakach na przejścia graniczne. Te tłumaczenia brzmią jednak jak zasłona dymna dla faktu, że lider jednego z koalicyjnych ugrupowań jest de facto marginalizowany w kwestiach kluczowych dla przetrwania państwa.
Procedury czy polityczna gra Tuska?
Oczywiście, obrońcy obecnej ekipy natychmiast wyciągną argument o specyfice pracy wywiadów. To prawda, że w służbach specjalnych obowiązuje zasada „need-to-know” (wiedza tylko dla tych, którym jest niezbędna), a kluczowe raporty amerykańskich agencji trafiają często prosto na biurko szefa rządu.
Jednak w sytuacji, gdy premier decyduje się upublicznić fakt istnienia takiego raportu i używa go do politycznej narracji o „najgorszych scenariuszach”, oczekiwanie, że szef Ministerstwa Obrony Narodowej będzie dokładnie znał jego treść, jest absolutnym minimum! W przeciwnym razie rodzą się dwa dramatyczne pytania: czy rządzący mają realny problem z przepływem tajnych informacji, czy może Donald Tusk traktuje bezpieczeństwo narodowe wyłącznie jako narzędzie PR-owe, nie dzieląc się wiedzą z koalicjantami?
Obywatel ma prawo czuć niepokój
Z punktu widzenia zwykłego obywatela ta sytuacja jest skrajnie niepokojąca. W sprawach tak kluczowych jak obronność priorytetem powinna być sprawna wymiana informacji między premierem a resortem obrony, a nie proceduralne gierki czy wewnętrzne tarcia w koalicji.
Brak koordynacji na tej linii to sygnał, że państwo w sytuacji kryzysowej może działać chaotycznie. Szef MON, który o kluczowych raportach dowiaduje się od kolegów w kuluarach lub z konferencji prasowych premiera, to obraz słabości, na który Polska w obecnej sytuacji geopolitycznej po prostu nie może sobie pozwolić.
źr. wPolsce24 za X@chrzanikx/Polsat news









