Cienkowska weszła w szpilkach na dach. Eksperci od BHP łapią się za głowy

W Krakowie trwa kompleksowy remont i modernizacja dachu Teatru im. Juliusza Słowackiego. W poniedziałek przedstawiciele Ministerstwa Kultury zwołali konferencję, na której pochwalili się odremontowanym dachem: dostał nowe miedziane pokrycie, przywrócono też detale architektoniczne, które przepadły podczas niemieckiej okupacji.
Weszli sobie na dach
Po konferencji Cienkowska postanowiła wejść na dach, by – w towarzystwie fotografa – obejrzeć go z bliska. Towarzyszył jej przewodniczący Społecznego Komitetu Zabytków Krakowa Borys Czarakcziew, Małopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków Katarzyna Urbańska, dyrektor teatru Krzysztof Głuchowski i prezes firmy Blachman Robert Dudek.
Gdy zdjęcia z sesji trafiły do mediów, internauci i eksperci od BHP byli w szoku. Zwrócili uwagę, że żadna z przebywających na dachu osób nie ma żadnych środków ochrony indywidualnej. Zgodnie z prawem są one wymagane na terenie budowy.
Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego potwierdził w rozmowie z dziennikarzami Polsatu, że nadal mamy do czynienia z budową, bo odbiór budowlany zaplanowano dopiero na początek października.
Zero zabezpieczeń
Doświadczony inspektor BHP, któremu te zdjęcia pokazali dziennikarze Wirtualnej Polski, również nie zostawił na uczestnikach tej sesji suchej nitki. - Na zdjęciach zarejestrowano szereg poważnych nieprawidłowości oraz naruszeń bezwzględnie obowiązujących przepisów z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy oraz prawa budowlanego – powiedział anonimowo portalowi.
Zwrócił przede wszystkim uwagę na obuwie. Wszyscy mają na nogach „cywilne” buty, a nie specjalne obuwie ochronne ze specjalną antypoślizgową podeszwą. Minister zgrzeszyła tu najmocniej, bo uznała, że dobrym pomysłem jest wejście na dach... w szpilkach. Na jednym ze zdjęć widać, że miała przez to problem z pokonaniem rusztowania i musiał pomóc jej dyrektor teatru. Inspektor stwierdził, że brak obuwia ochronnego to ekstremalne zagrożenie poślizgnięciem, podwinięciem nogi i upadkiem w przepaść.
Na tym jego uwagi się nie skończyły. Zauważył, że ani jedna z sfotografowanych osób nie miała na głowie kasku. Nie mieli też specjalnych szelek bezpieczeństwa, które dodatkowo chronią przed upadkiem. Na domiar złego pomosty robocze, na których stała delegacja, nie miały kompletnych barier ochronnych – poręczy na wysokości 1,1 m, poręczy pośrednich oraz krawężników o wysokości 15 cm.
źr. wPolsce24 za WP.pl









