Rodziny ofiar tragicznego wypadku na Węgrzech pozostawione same sobie? Chaos, brak informacji i bezradność
Do tragicznego wypadku polskiego autokaru z pielgrzymami z Podkarpacia doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia na autostradzie M3 na Węgrzech. Zginęło 12 osób, dziesięć jest w stanie bardzo ciężkim, a 37 odniosło lżejsze obrażenia. Autokarem podróżowało 57 pasażerów i dwóch kierowców. Od tego momentu dla rodzin rozpoczęło się piekło – pełne niewiadomych, bezsilności i samotności.
„Sami musimy szukać informacji”
Rodziny ofiar od pierwszych chwil po tragedii skarżą się na brak jakichkolwiek wiarygodnych komunikatów. Bliscy zmarłych i rannych, zamiast otrzymywać wsparcie, są zmuszeni na własną rękę szukać wiadomości o stanie zdrowia poszkodowanych. Część rannych przechodzi skomplikowane operacje, a ich stan wciąż jest krytyczny.
Mimo że władze oficjalnie zapewniają o uruchomieniu infolinii, świadkowie przekazują, że kontakt z nią jest utrudniony, a przekazywane komunikaty są ogólnikowe i nieprzydatne. Ambasada w Budapeszcie uruchomiła numer +36 20 472 9502, ale jak przyznał sam minister Radosław Sikorski, „chwilami może być przeciążona”.
Problem z transportem ciał i powrotem rannych
Kolejnym dramatem jest kwestia sprowadzenia ciał ofiar do Polski oraz transportu rannych. Rodziny skarżą się na brak konkretnych informacji w tej sprawie. Choć wojewoda zapewnia, że transport rannych odbędzie się m.in. drogą lotniczą, a w Warszawie czeka wojskowy samolot CASA, to dla bliskich ofiar te zapewnienia są wciąż zbyt ogólne.
Tymczasem ranni, w tym pięć osób w stanie zagrożenia życia, przebywają w szpitalach w Miszkolcu, Egerze, Debreczynie i Nyíregyházie. Rodziny nie wiedzą, kiedy i czy w ogóle ich bliscy wrócą do kraju.
Puste deklaracje, gorzka rzeczywistość
Tragedia na Węgrzech to nie tylko 12 ofiar śmiertelnych i dziesiątki rannych. To także dramat rodzin, które zamiast wsparcia i rzetelnej informacji, otrzymują chaos, ogólnikowe komunikaty i poczucie, że zostały pozostawione same sobie. Nasz reporter na miejscu będzie nadal monitorował sytuację i docierał do głosów tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy – a jej nie otrzymują.
Więcej w materiale wideo powyżej artykułu.
źr. wPolsce24











