Prokuratura przygląda się koledze Miszalskiego z krakowskiego ratusza – w tle intratny kontrakt

Decyzję o rozwiązaniu umowy podjęła dyrektor magistratu Justyna Habrajska. Jak poinformowało Radio Kraków, stało się to ze skutkiem natychmiastowym.
– W poniedziałek dostał wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym. Słyszałem przynajmniej, że pan mecenas był gotów złożyć rezygnację sam. Nie wiem, dlaczego nie porozumieli się państwo między sobą – powiedział pełniący obowiązki prezydenta Krakowa Stanisław Kracik.
Kociołek to niespełna 34-letni prawnik związany z Koalicją Obywatelską i od lat współpracujący z Aleksandrem Miszalskim. Przez ponad cztery lata pracował w jego biurze poselskim, odpowiadając m.in. za obsługę prawną i przygotowywanie interpelacji.
Wedle moich informacji trwa wielkie czyszczenie po Miszalskim. Co dokładnie to znaczy wiedzą tylko ci, którzy to robią. https://t.co/Kveynj4d5u
— Piotr Bartosz (@piotr_bartosz) May 29, 2026
Setki tysięcy złotych i decyzja „osobiście”
Kontrowersje budzi sposób, w jaki trafił do magistratu. O podpisaniu umowy zdecydował osobiście Aleksander Miszalski – kilkanaście tygodni po objęciu funkcji prezydenta Krakowa.
Od tego czasu Kociołek zawarł z urzędem trzy umowy na doradztwo prawne o łącznej wartości 274,5 tys. zł.
Oficjalnym powodem wyboru mecenasa miała być jego „pełna dyspozycyjność”. Miał wspierać prezydenta podczas spotkań z mieszkańcami, szczególnie tych odbywających się po godzinach pracy urzędu.
„Nie było go na spotkaniach”
Tu zaczynają się największe wątpliwości. Jak wynika z ustaleń portalu Interia, choć umowa zakładała osobisty udział Kociołka w spotkaniach z mieszkańcami, w praktyce… miał się na nich nie pojawiać. Jeszcze bardziej zastanawiają rozbieżności w informacjach przekazywanych przez urzędników. Najpierw wskazano, że mecenas zrealizował 26 zadań, by później twierdzić, że zajmował się ponad 5 tysiącami spraw.
Nie potrafiono też jasno określić liczby przygotowanych przez niego opinii i raportów. Sam zainteresowany zasłania się tajemnicą adwokacką.
36 prawników w urzędzie – i ten jeden „wyjątkowy”
Dodatkowe pytania rodzi fakt, że w krakowskim magistracie pracuje aż 36 radców prawnych. Żaden z nich – według urzędu – nie mógł jednak obsługiwać spotkań z mieszkańcami po godzinie 16. Powód? „Wewnętrzne regulacje” i sztywne godziny pracy. To właśnie ta luka miała uzasadniać zatrudnienie zewnętrznego prawnika za znaczące środki publiczne.
Teraz sprawa nabiera wymiaru prawnego. Radni klubu Kraków dla Mieszkańców złożyli zawiadomienie do prokuratury, wskazując na możliwość działania na szkodę miasta. Śledczy przyjrzą się zarówno samemu procesowi zawarcia umów, jak i rzeczywistemu zakresowi wykonanych usług.
Afera dopiero się zaczyna?
Choć kontrakt został już rozwiązany, pytania pozostają bez odpowiedzi: kto naprawdę korzystał na tej współpracy, jakie były realne efekty pracy mecenasa i czy publiczne pieniądze zostały wydane zasadnie? Jedno jest pewne – sprawa „kontraktu widmo” może być dopiero początkiem większego problemu w krakowskim magistracie i początkiem "wielkiego sprzątania" po prezydencie Miszalskim.
źr. wPolsce24 za Interia.pl
Czytaj także











