Skandal w Straży Granicznej. Wydali miliony złotych na sprzęt, z którego nie mogą korzystać

Zakupione przez Straż Graniczną urządzenie do ćwiczeń procedur lotu i nawigacji trafiło do bazy I Wydziału Lotniczego SG przy Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. Rzecznik SG powiedział w rozmowie z Radiem Zet, że symulator lotów „umieszczono w części hangaru służącej za magazyn”. Na co dzień przechowywane są tam także dwa samoloty Turbolet i ich części oraz smary i oleje. Z informacji stacji wynika, że wcześniej był tam składzik mechaników.
- To urządzenie w ogóle nie powinno być użytkowane, skoro znajduje się w miejscu niespełniającym wymagań dotyczących bezpieczeństwa – powiedział w rozmowie z Radiem Zet jeden z funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Problemem nie jest jedynie miejsce przechowywania urządzenia. Symulator kosztujący SG 2,5 mln zł nie ma odpowiedniego certyfikatu. W związku z tym niemożliwe jest wpisanie przeprowadzonych na nim ćwiczeń do oficjalnych dokumentów. To powoduje, że funkcjonariusze muszą być wysyłani do zewnętrznych ośrodków szkolenia. Koszt dwóch obowiązkowych kursów wynosi ok. 40-50 tys. zł.
Jak podaje Radio Zet, w gdańskim oddziale SG mówi się o uszkodzeniu symulatora lotów. Miały go zepsuć dzieci funkcjonariuszy, którzy mieli do niego dostęp i zabierali tam swoje pociechy.
- Podczas jednej z takich wizyt miało dojść do uszkodzenia sprzętu – informuje stacja.
Ewentualnymi nieprawidłowościami przy zakupie, przechowywaniu symulatora w pomieszczeniu niespełniającym wymogów oraz jego użytkowania ma zbadać Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zawiadomienie w tej sprawie wpłynęło już do odpowiednich służb.
źr. wPolsce24 za Radio Zet