Polska

Rządowy algorytm okrada kierowców. "Tak naprawdę państwo nas oszukuje!"

opublikowano:
Informacja o fotoradarze przy drodze szybkiego ruchu w Warszawie
Kolejna wpadka GITD, czy celowe grabienie kierowców (fot. Fratria)
Państwo, które powinno chronić obywateli i stać na straży prawa, bez skrupułów sięga po pieniądze Polaków. Z najnowszych, wstrząsających informacji wynika, że systemy Odcinkowego Pomiaru Prędkości (OPP) generują fałszywe wezwania, łupiąc nieświadomych kierowców. Rządowe maszyny nie potrafią wykonać działań matematycznych na poziomie szkoły podstawowej, a wszystko to dzieje się w gigantycznym pośpiechu, byle tylko zadowolić unijnych biurokratów i rozliczyć środki z KPO.

Wypływa właśnie gigantyczna afera związana z działaniem Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). Jak wyjaśnia Alvin Gajadhur, były szefem GITD, kierowcy w Polsce padli ofiarą zepsutych algorytmów. Państwowy system źle obliczył im czas i prędkość przejazdu. Sprawa wyszła na jaw, bo kierowcy zaczęli uważnie przyglądać się wezwaniom do zapłaty. 

Algorytm, który oblałby matematykę w podstawówce

Mechanizm okradania kierowców jest banalnie prosty, a jego prymitywność wręcz przeraża. W jednym z udokumentowanych przypadków na odcinku 3 kilometrów i 409 metrów (odcinek 3409) kierowca przejechał trasę w czasie 2 minut i 17 sekund. Zwykła matematyka wskazuje, że jechał ze średnią prędkością 89,5 km/h, tymczasem rządowy system wystawił mu "paragon" na... 97 km/h

Alvin Gajadhur nie przebiera w słowach, oceniając to kuriozum: 

Czyli tak naprawdę algorytm, no powiem brutalnie dzielenia, którego uczymy się w podstawówce, nie zadziałał w urządzeniu, za które państwo zapłaciło. Tam po prostu jest kłopot z podstawowymi operacjami matematycznymi. Co gorsza, felerne urządzenia w rejonie Szczecina celowo uruchomiono na najgorętszy okres wyjazdowy – tuż przed długim weekendem. Choć szybko je wyłączono po fali skarg, machina ruszyła. Nie wiem, powiem szczerze, ilu kierowców otrzymało niepoprawne wezwania i czy nie dotyczy to także innych OPP w całym kraju - mówi w rozmowie z portalem wPolsce24 Alvin Gajadhur.

To dowodzi tego, że na polskie drogi wypuszczono bubel, który miał za zadanie jedynie drenować portfele podróżujących Polaków. Pytanie, czy zrobiono to umyślnie, czy dlatego, że w pośpiechu próbowano wydać środki z KPO.

Polacy oszukiwani przez własny rząd

Sprawa mogłaby zostać zamieciona pod dywan, gdyby nie czujność branży transportowej. Zawodowi kierowcy ciężarówek zorientowali się, że coś jest nie tak, gdy zaczęto im przypisywać prędkości rzędu 97 km/h. Jest to fizycznie niemożliwe, ponieważ ich pojazdy mają twardo założone fabryczne ograniczniki na 90 km/h!

Zwykły kierowca auta osobowego jest wobec tego bezradny – przeważnie po prostu płaci, wierząc w autorytet i nieomylność państwowych urzędów. Szanowni państwo, trzeba to sprawdzać, bo GTD może was oszukiwać” – ostrzega Alvin Gajadhur i dodaje: Powinno być zaufanie do naszego państwa, ale widać na tym przykładzie, że nie ma zaufania. (...) państwo oszukuje tak naprawdę.

Fuszerka pod dyktando Unii Europejskiej (KPO)

Dlaczego na nasze drogi trafiają niesprawdzone, wadliwe systemy pomiaru? Odpowiedź, jak to często bywa, prowadzi do unijnego dyktatu. Nowe fotoradary (np. w okolicach Szczecina czy nowe, jeszcze zaklejone instalacje w Trójmieście) są montowane naprędce.

- Są odcinki montowane z pieniędzy KPO, robią teraz to bardzo szybko, bo muszą rozliczyć te środki i widać jak to jest robione. Szybko nie znaczy dobrze” – wyjaśnia były szef GITD.

Jednym słowem, w pogoni za odblokowaniem mitycznych unijnych środków i zadowoleniem Brukseli, instytucje państwowe odwalają fuszerkę. Za ten chaos płacą obywatele.

Ukryty podatek i żniwa dla banków

Ten „skandal” ma jeszcze jedno dno. Państwo nie tylko bezprawnie ściga kierowców, narażając ich na stres i wyrzucając w błoto publiczne pieniądze na listy polecone, ale napycha też kieszenie instytucjom finansowym. Choć GITD zapowiedział, że mandaty będą anulowane, to nie oznacza, że Polacy nie poniosą żadnych kosztów. 

Większość nowych samochodów firmowych to pojazdy w leasingu. GITD wysyła wezwanie najpierw do właściciela pojazdu – banku czy firmy leasingowej. Ta z kolei obciąża przedsiębiorcę, użytkownika auta, karną opłatą rzędu 100 złotych za samo wskazanie sprawcy wykroczenia. W efekcie zarobią na tym de facto banki.

Nawet jeśli odwołanie przedsiębiorcy będzie skuteczne i GITD wycofa mandat, opłata dla leasingu pozostaje. A polscy przedsiębiorcy mają prawo do masowych pozwy przeciwko państwu za ten kuriozalny mechanizm wyzysku.

Dlatego też postanowiliśmy skierować pytania do rzecznika Inspekcji, jak duża była skala błędu i co dalej powinni robić kierowcy:

  • Ile wezwań do zapłaty za przekroczenie prędkości wystawiono na niedawno otwartym odcinkowym pomiarze prędkości w Szczecinie za jazdę wokresie 28.04-4.05.2026.
  • Na czym polegał błąd systemu CANARD?
  • Czy problem dotyczył tylko tego jednego odcinka, czy również innych nowo otwartych pomiarów prędkości w Polsce? Jeżeli tak, to których?
  • Kto poniesie koszty wystawienia wezwań do zapłaty kierowanych przez banki, do kierowców leasingowych?  
  • Jak wygląda procedura odwoławcza od niesłusznie nałożonego mandatu?" - zapytaliśmy rzecznika GITD. 

Gdy tylko otrzymamy odpowiedź, opublikujemy ją na naszych łamach. Tymczasem, kierowcy muszą radzić sobie sami. 

Czas na samoobronę obywatelską

W sytuacji, gdy instytucje stają się narzędziem do bezczelnego wyciągania od nas pieniędzy pod płaszczykiem "poprawy bezpieczeństwa", jedynym wyjściem jest obywatelski opór i nieufność.

Dla własnego dobra radzę kierowcom, żeby po prostu podzielili drogę przez czas i sprawdzili, czy rzeczywiście wynik, który otrzymają jest wynikiem poprawnym” – radzi Gajadhur.

Nie dajmy się grabić we własnym kraju. Zanim zapłacicie jakikolwiek mandat wygenerowany przez urzędniczy algorytm, weźcie do ręki kalkulator – bo jak widać, obecnej władzy brakuje nie tylko przyzwoitości, ale i wiedzy z zakresu matematyki dla klas najmłodszych.

źr. wPolsce24

Polska

ROZMOWA WIKŁY: Tusk nie jest zbyt mądry, będzie chronił układ

opublikowano:
Robert Fritz w rozmowie z Marcinem Wikłą na antenie wPolsce24)
Robert Fritz w rozmowie z Marcinem Wikłą (fot. wPolsce24)
Od makabrycznego horroru w warszawskim Szpitalu Południowym, przez rażący cynizm polityków Koalicji Obywatelskiej, aż po skandaliczny panteon na Ukrainie, gdzie hołd mają odbierać mordercy Polaków. Poseł Konfederacji Korony Polskiej, Roman Fritz w rozmowie z Marcinem Wikłą obnaża hipokryzję i nieudolność obecnej władzy.
Polska

Nowe ustalenia prokuratury! Co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami prosektorium Szpitala Południowego w Warszawie?

opublikowano:
Prokurator Piotr Skiba podczas konferencji prasowej
Prokurator Piotr Skiba podczas konferencji prasowej (fot wPolsce24)
Co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami prosektorium Szpitala Południowego w Warszawie? Wstrząsające doniesienia o łapówkach, fałszowaniu urzędowych dokumentów i rzekomym bezczeszczeniu ludzkich szczątków wreszcie znalazły się pod lupą prokuratury. Choć śledczy próbują bagatelizować część zarzutów, obraz patologii wyłaniający się z najnowszych ustaleń organów ścigania budzi ogromny niepokój i każe zapytać o nadzór nad warszawskimi placówkami ochrony zdrowia.
Polska

Prezydent podpisał pięć ustaw, dwie zawetował, jedną skierował do TK. Obywatelskie projekty nadal w zamrażarce Czarzastego

opublikowano:
AWIK5403 (1).webp
Karol Nawrocki (fot.Fratria/Andrzej Wiktor)
Prezydent Karol Nawrocki podjął kolejne decyzje legislacyjne. 2 lipca głowa państwa podpisała pięć ustaw, skorzystała z prawa weta w przypadku dwóch, a jedną skierowała do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jak poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, podpisane zostały m.in. nowelizacje Prawa oświatowego, Kodeksu postępowania karnego, ustawa o związku metropolitalnym w województwie pomorskim oraz ustawa deregulacyjna w zakresie energetyki.
Polska

Skandal w Pilchowicach. 11 ton martwych ryb, a Henning-Kloska i Zielińska nie raczyły przyjechać

opublikowano:
Pracownicy w kamizelkach ratunkowych stoją na odsłoniętym dnie zbiornika wodnego przy zaporze, gdzie poziom wody został znacznie obniżony w trakcie opróżniania Jeziora Pilchowickiego.
Opróżnianie Jeziora Pilchowickiego – prace przy zaporze i dramatycznie niski poziom wody w zbiorniku (fot. wPolsce24)
Woda z Zalewu Pilchowickiego została spuszczona, a w jej miejscu pozostało cmentarzysko. Ponad jedenaście ton śniętych ryb, niewyobrażalny smród, a w okolicy – zupełna cisza. Działacze ekologiczni, którzy zwykle nie przebierają w słowach, tym razem nie pojawili się na miejscu. „Nie ma ekologów” – mówią mieszkańcy, zadając pytanie: gdzie są ci, którzy tak chętnie bronią przyrody, gdy giną ryby? I dlaczego politycy odpowiedzialni za środowisko nie fatygują się, by zobaczyć katastrofę na własne oczy?
Polska

ROZMOWA WIKŁY: Tusk traci kontrolę nad aferami. Kłamstwa Kierwińskiego, przywileje "elit" i makabryczny szpital grozy

opublikowano:
Michał Woś w rozmowie z Marcinem Wikłą
Michał Woś w rozmowie z Marcinem Wikłą (fot. wPolsce24)
Obecna koalicja rządząca tonie w niewyjaśnionych skandalach, a Donald Tusk widząc rozpadający się wizerunek swojej formacji, próbuje ratować się starymi, PR-owymi sztuczkami. Obraz obecnej władzy sypie się jak domek z kart, odsłaniając obrzydliwe kłamstwa czołowych polityków, rażące przywileje establishmentu oraz makabryczne patologie w państwowych instytucjach.
Polska

Pilne. Trzęsienie ziemi w warszawskim ratuszu. Dwie zastępczynie Trzaskowskiego zwolnione

opublikowano:
Rafał Trzaskowski podjął decyzję o dymisji dwóch swoich zastępczyń
Rafał Trzaskowski podjął decyzję o dymisji dwóch swoich zastępczyń (fot. wPolsce24)
Renata Kaznowska i Aldona Machnowska-Góra złożyły rezygnację z pełnienia funkcji wiceprezydentów Warszawy, a Rafał Trzaskowski je przyjął. Prezydent Warszawy zapowiedział też zwolnienia w miejskich spółkach. O decyzjach personalnych Trzaskowski poinformował podczas konferencji prasowej.