Armagedon na egzaminach na prawo jazdy. Nowe dane z Lubelszczyzny obnażają skalę chaosu

Setki osób z błędnymi pytaniami
Z informacji przekazanych przez Gajadhura wynika, że tylko w województwie lubelskim aż 167 osób w marcu trafiło na błędne pytania podczas egzaminu teoretycznego. Co więcej – już teraz wiadomo o co najmniej 14 egzaminach, które mają zostać unieważnione.
To nie jest incydent. To systemowy problem.
Jak alarmował wcześniej portal wPolsce24, w państwowej bazie mogło znajdować się nawet około 180 wadliwych pytań, które trafiały do egzaminów bez wiedzy zdających.
Egzamin jak ruletka
Jeszcze kilka dni temu opisywano sytuację, w której egzamin na prawo jazdy przestawał być sprawdzianem wiedzy, a zaczynał przypominać loterię. Kursant mógł: nie zdać mimo poprawnej wiedzy, stracić pieniądze na kolejne podejścia, albo – co jeszcze bardziej absurdalne – zdać egzamin, który później zostanie unieważniony.
Takie przypadki już się pojawiły.
Minister mówi: „nie ma problemu”
W całej sprawie szczególnie bulwersująca jest postawa resortu kierowanego przez Dariusz Klimczak. Minister jeszcze niedawno przekonywał, że „nie ma błędnych pytań” i nie ma powodów do unieważniania egzaminów. Tymczasem rzeczywistość brutalnie weryfikuje te słowa. Unieważnienia już się dzieją. Skala problemu rośnie. A nowe dane pokazują, że to dopiero początek.
Lubelszczyzna tylko początkiem?
Jeśli w jednym regionie wykryto 167 przypadków błędnych pytań, to pojawia się oczywiste pytanie: ile takich sytuacji było w całej Polsce? Sam Gajadhur ostrzega, że mogą to być tysiące przypadków. To oznacza potencjalnie gigantyczny kryzys zaufania do państwowego systemu egzaminowania.
Więcej informacji na ten temat przekazał dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Białej Podlaskiej. Według Wojciecha Babicza w całym kraju najprawdopodobniej unieważnionych zostanie ponad 1000 egzaminów zakończonych wynikiem negatywnym jak i pozytywnym.
Państwo z kartonu?
Sprawa wpisuje się w szerszy obraz opisywany od tygodni przez wPolsce24 – obraz państwa, które wprowadza zmiany bez przygotowania, nie kontroluje własnych systemów, a potem bagatelizuje problem.
Efekt? Obywatel zostaje sam z konsekwencjami błędów urzędników.
Kto za to odpowie?
Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: kto poniesie odpowiedzialność za chaos, który uderzył w tysiące młodych ludzi?
Bo dziś już nie chodzi tylko o egzaminy. Chodzi o wiarygodność państwa. Jeśli nawet, jak zauważają sami egzaminatorzy, tak podstawowa procedura jak egzamin na prawo jazdy staje się loterią, to trudno mówić o sprawnie działających instytucjach. A milczenie resortu infrastruktury tylko pogłębia wrażenie, że nikt nad tym wszystkim nie panuje.
źr. wPolsce24











