Nie powiesisz prania, nie postawisz kwiatków, nie zapalisz papierosa. Rząd zabiera nam balkony

W rządzie trwają zaawansowane prace nad projektem ustawy o zmianie ustawy o własności lokali, który ma raz na zawsze rozwiązać spory między właścicielami mieszkań a wspólnotami o to, kto odpowiada za remonty balkonów. Obecnie przepisy są niejasne, a orzecznictwo sądów niejednolite – jedne sądy uznają, że za elementy konstrukcyjne odpowiada wspólnota, inne, że właściciel. Efekt? Latami ciągnące się konflikty o to, kto ma zapłacić za naprawę balustrady czy izolacji.
Ministerstwo Sprawiedliwości chce postawić sprawę jasno
Resort sprawiedliwości zaproponował radykalne rozwiązanie: balkony, loggie i tarasy miałyby w całości zostać zaliczone do nieruchomości wspólnej. Właścicielom mieszkań przysługiwałaby jedynie służebność, czyli prawo do wyłącznego korzystania z tej przestrzeni. – "Zaliczenie balkonów, logii i tarasów w całości do nieruchomości wspólnej usunie wszelkie wątpliwości interpretacyjne" – argumentowało ministerstwo. Taki zapis dałby wspólnotom mieszkaniowym realny wpływ na stan zachowania tych elementów budynków.
Strach przed wspólnotową dyktaturą
I tu jest pies pogrzebany. Gdyby balkony stały się częścią wspólną, wspólnoty mieszkaniowe mogłyby ustanawiać zakazy dotyczące sposobu korzystania z nich. W mediach zawrzało – czy wkrótce nie będzie można palić papierosów na własnym balkonie? Czy wieszanie prania stanie się wykroczeniem? A może wspólnota zabroni ustawiania doniczek z kwiatami?
Spekulacje nie są bezpodstawne. Obecnie palenie na balkonie jest co do zasady dozwolone, o ile nie stwarza zagrożenia pożarowego. Jednak już dziś sąsiedzi mogą powoływać się na art. 144 kodeksu cywilnego, który zabrania działań zakłócających korzystanie z sąsiednich nieruchomości ponad przeciętną miarę. A ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu przyznaje osobom niepalącym prawo do życia w środowisku wolnym od dymu. Gdyby balkon stał się częścią wspólną, wspólnota mogłaby te przepisy egzekwować w sposób bezwzględny – zakazując palenia pod rygorem kar finansowych.
Rząd mówi "nie" – na razie
Ministerstwo Rozwoju i Technologii, autor projektu, nie uwzględniło jednak propozycji resortu sprawiedliwości. W uzasadnieniu podkreślono, że uznanie całości balkonów za nieruchomość wspólną jest nieuzasadnione – w większości przypadków służą one wyłącznie do użytku właściciela mieszkania. Przyjęcie takiej konstrukcji oznaczałoby, że każdy z pozostałych właścicieli mógłby żądać dostępu do cudzego balkonu.
Zgodnie z projektowanymi przepisami, nieruchomość wspólną stanowić będą wyłącznie elementy konstrukcyjne balkonów – dźwigary, płyta balkonowa, izolacja, balustrada i inne elementy elewacji. Reszta – w tym wewnętrzna przestrzeń balkonu – pozostanie składową lokalu. Projektodawcy wyraźnie zaznaczyli, że nowelizacja "nie odbiera właścicielowi lokalu prawa korzystania z tych części wspólnych budynku, o ile następuje to zgodnie z ich przeznaczeniem". Oznacza to, że wspólnoty nie zyskają uprawnień do ustanawiania zakazów palenia czy wieszania prania.
Cisza przed burzą?
Należy jednak pamiętać, że projekt jest dopiero na początku drogi legislacyjnej – nie został jeszcze przyjęty przez Radę Ministrów. Pomysł Ministerstwa Sprawiedliwości może jeszcze powrócić na dalszym etapie prac. I choć dziś rząd mówi "nie" dla zamiany balkonów w przestrzeń wspólną, to w polityce, jak w życiu – nic nie jest przesądzone.
Pytanie, które warto sobie postawić, brzmi: czy chcemy mieszkać w bloku, gdzie o tym, co możemy robić na własnym balkonie, decyduje wspólnota? Czy może wolelibyśmy, żeby państwo wreszcie precyzyjnie określiło, co jest czyje, ale zostawiło nam choć odrobinę swobody? Póki co, możemy oddychać z ulgą – papieros na balkonie i mokre skarpetki na suszarce pozostają w sferze naszej decyzji. Ale czy na pewno na długo?
źr. wPolsce24 za Infor.pl











