Sprawiedliwość po latach! "Wyborcza" rzuciła potworne oskarżenia wobec ks. Jankowskiego, teraz musi przepraszać

Sprawa zaczęła się przed ośmioma laty. Pod koniec 2018 roku dziennikarka „Gazety Wyborczej” Bożena Aksamit publikuje w dodatku "Duży Format" obszerny reportaż zatytułowany "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?". Oskarża w nim kapelana Solidarności, wieloletniego proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku ks. Henryka Jankowskiego m.in. o seksualną przemoc wobec nieletnich.
Co więcej pojawiają się tam również zarzuty dotyczące rzekomego związku z nastolatką, która miała zajść w ciążę z księdzem, a następnie popełnić samobójstwo.
Stan wrzenia
Publikacja wywołała burzę, zwłaszcza w Gdańsku. Wydawało się, że legenda jednego z najodważniejszych kapłanów Solidarności legła w gruzach, i to dosłownie. Nieżyjący już wtedy ks. Jankowski (1936-2010) sam nie mógł się bronić, a wiele osób do tekstu „GW” podeszło bezkrytycznie.
W efekcie w nocy z 20 na 21 lutego 2019 r. trzech mężczyzn przewróciło pomnik ks. Jankowskiego, a 7 marca 2019 r. Rada Miasta Gdańska pozbawiła go tytułu honorowego obywatela miasta, zdecydowała również o zmianie nazwy skweru jego imienia i o demontażu pomnika.
Wyrok po latach
Rodzina i przyjaciele ks. Jankowskiego, oburzeni oskarżeniami, postanowili działać. Teraz doczekali się wyroku sądu. O sprawie informuje gdański dziennikarz Mariusz Popielarz.
Przewodnicząca trzyosobowego składu sędziowskiego Teresa Karczyńska-Szumilas w uzasadnieniu nie pozostawiła wątpliwości co do braku rzetelności pracy dziennikarskie autorki tekstu oraz jej zwierzchników w redakcji i wydawnictwie pp. Jarosława Kurskiego i Mariusza Burcharta.
"Nie można dopuszczać tekstu opierającego się jedynie na tym, co napisze dziennikarz na podstawie opowiadań jednej osoby p. Barbary Borowieckiej. Strona pozwanego nie potrafiła poza tą rozmową przedstawić innych wiarygodnych dowodów" – stwierdziła sędzia.
"Dziennikarz, który przytacza czyjeś wypowiedzi działać musi w ramach wskazanej dziennikarskiej staranności, podejmując próbę oceny wiarygodności tej informacji. Sąd starał się dociec prawdy we własnym postępowaniu i stwierdził, że relacje pani Borowieckiej na łamach gazety o rzekomym samobójstwie przez wyskoczenie przez okno gdańskim Dolnym Mieście, 16-letniej Ewy, która miała być z księdzem w ciąży, okazały się nieprawdziwe i zarówno archiwa sądowe jak i milicyjne w latach 1967-70 nie zanotowały takiego zdarzenia" – dodała sędzia Karczyńska-Szumilas.
Przeprosiny i odszkodowania
Gazeta i Agora na swój koszt zostały zobowiązane do publikacji przeprosin na swoich łamach "czarną czcionką o wielkości 12, w czarnej ramce, bez prawa komentarza, w pięciu kolejnych wydaniach periodyku". Ponadto pozwani zostali obciążeni kosztami sądowymi oraz symbolicznym odszkodowaniem po 1900 zł dla każdej z trzech sióstr zniesławionego księdza.
Naruszono dobrą pamięć
Zadowolenia z wyroku nie krył pełnomocnik strony powodowej mec. Michał Gilarski: "Publikacja naruszyła dobra osobiste moich mandatek, trzech sióstr prałata Jankowskiego, w postaci prawdziwej i dobrej pamięci o zmarłym bracie. Strona powoda dochodziła przeprosin za nieprawdziwe i krzywdzące twierdzenia o rzekomych czynach pedofilskich, jakie prowadzić miały do samobójczej śmierci 16-latki. Trudno sobie wyobrazić cięższe zarzuty".
Radca prawny Tomasz Ejtminowicz, pełnomocnik strony pozwanej zapowiedział złożenie skargi kasacyjnej w Sądzie Najwyższym, co nie przekreśla ważności i prawomocności powyższego orzeczenia.
źr. wPolsce24 za Facebook









