ROZMOWA WIKŁY. Będzie nową Kopacz? Nasz reporter zapytał ją o to otwarcie. Sobkowiak kluczy
W obozie „koalicji 13 grudnia” wyraźnie widać nerwowe poszukiwanie nowych twarzy. Gdy rządy Donalda Tuska przynoszą kolejne rozczarowania, na pierwszy plan coraz częściej wypychana jest Magdalena Sobkowiak-Czarnecka – była dziennikarka TVP z czasów rządu PO-PSL, a obecnie wiceszefowa resortu obrony. Choć sama zainteresowana stara się odcinać od spekulacji, redaktor Marcin Wikło wprost zapytał o kuluarowe doniesienia, jakoby miała zostać wyznaczona na „nową Ewę Kopacz” – kobietę, która miałaby w fotelu premiera zastąpić zużytego wizerunkowo lidera Koalicji Obywatelskiej.
Nie zaczynajmy dnia od żartów, bo jesteśmy dzień przed defiladą, to może rozmawiajmy na poważnie. (...) Widzę nasilenie ze strony opozycji do opowiadania takich historii i mówienia o sensacyjnych doniesieniach z Alej Ujazdowskich. Ja takich doniesień nie znam, nigdy nie było takiej rozmowy” - przekonywała wiceminister.
Kiedy jednak dziennikarz dopytywał, czy fotel premiera nie leży w zasięgu jej ambicji, Sobkowiak-Czarnecka nie potrafiła jednoznacznie przeciąć tematu, uciekając w anegdoty o swoich dawnych marzeniach:
Jakie jest mój plan na życie, to powiedziałam, że zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych (...) Oczywiście, ambicje trzeba mieć. (...) Polityka jest dla mnie ciekawa, bo jest sprawcza”.
Lans w mediach społecznościowych zamiast ciężkiej pracy
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że owa „sprawczość” w wykonaniu pani minister polega głównie na obecności przed kamerą i kręceniu propagandowych filmików na platformy społecznościowe. Rolki z czołgami, wizyty w stoczniach i poklepywanie robotników po ramieniu to element budowy własnego wizerunku, a nie realne zarządzanie obronnością kraju.
Wiceminister broni swojej taktyki:
To już nie są czasy, kiedy duże telewizje czy stacje radiowe mają milionowe zasięgi. Dzisiaj takie milionowe zasięgi mają media społecznościowe i jest to jeden z naszych kanałów komunikacji z Polakami” — stwierdziła.
Pytanie tylko, czy Ministerstwo Obrony Narodowej w dobie zagrożenia ze Wschodu powinno koncentrować się na generowaniu „milionowych zasięgów”, czy na realnym wzmacnianiu polskiej armii?
Przypisywanie sobie cudzych zasług: Program „Miecznik” i fregata „Wicher”
Szczególne zaniepokojenie budzi próba zawłaszczania sukcesów programów zbrojeniowych, które zostały zaplanowane, sfinansowane i wdrożone przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Podczas gdy wiceszefowa MON chełpi się chrztem i budową fregaty ORP „Wicher” w ramach programu „Miecznik”, to przecież wieloletnie umowy i strategiczne decyzje były owocem pracy jej poprzedników.
Próbując tuszować ten fakt, Sobkowiak-Czarnecka mówi o „ponadpartyjnej zgodzie”:
Chrzest fregaty Wicher (...) jest świetnym przykładem tego, że cztery kolejne rządy kontynuowały ten sam program i mamy spektakularny efekt. O ile lepiej szłoby nam w dziedzinie bezpieczeństwa, gdyby jedni nie wyrzucali do kosza programów drugich tylko dlatego, że ten program został podpisany przez przeciwnika politycznego”.
Piękne słowa o zgodzie brzmią jednak fałszywie w ustach przedstawicielki rządu, który niemal każdego dnia próbuje podważać kontrakty zbrojeniowe i audytować zakupy dokonywane dla Wojska Polskiego w ostatnich latach.
Co więcej, rządu, który trzyma w zamrażarce korzystne dla Polaków propozycje prezydenta.
Co z polskimi Patriotami? Gra słów i brak konkretów
Jednym z najbardziej bulwersujących wątków rozmowy była kwestia ewentualnego oddania Ukrainie polskich zasobów obrony powietrznej – w tym cennych pocisków i baterii Patriot. Podczas gdy bezpieczeństwo polskiego nieba powinno być absolutnym priorytetem, wiceszefowa MON lawiruje i unika precyzyjnych deklaracji, zasłaniając się sojuszniczymi naciskami:
Nasi sojusznicy z NATO i Ukraina cyklicznie apelują o to, żeby te pociski donować, ale dzisiaj absolutnie taka decyzja jeszcze nie zapadła”.
Gdy redaktor Wikło przypomniał o wcześniejszych donacjach i zapytał wprost, ile polskich pocisków trafiło już za wschodnią granicę, wiceminister odmówiła odpowiedzi, powołując się na bezpieczeństwo operacyjne i zbywając temat lakonicznym:
Mówiliśmy 'kilka' i podtrzymuję słowo 'kilka'”.
Standardy Platformy: „Swój” w Trybunale jest w porządku
Prawdziwym festiwalem hipokryzji okazał się jednak komentarz do kandydatury Macieja Berka – bliskiego współpracownika Donalda Tuska i członka rządu – na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Przez lata politycy obecnej koalicji podnosili larum o rzekomym „upolitycznieniu” TK przez PiS. Dziś, gdy sami wysyłają do Trybunału urzędującego ministra Tuska, wiceminister Sobkowiak-Czarnecka nie widzi w tym najmniejszego problemu:
Znam Macieja Berka wiele lat (...) To jest bardzo doświadczony prawnik. Owszem, jest członkiem gabinetu Donalda Tuska, ale to była osoba zawsze z boku od polityki. (...) Uważam Macieja Berka za świetnego specjalistę, trudno mi jest powiedzieć, że to jest dokładnie to samo, co Krystyna Pawłowicz”.
Jak widać, w myśl doktryny obecnej władzy są „równi i równiejsi”. Swoi nominaci – nawet jeśli przychodzą bezpośrednio z Kancelarii Premiera – są „z boku od polityki”, a ich desygnowanie nazywa się „naprawianiem” instytucji.
Występ Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej w programie wPolsce24 obnażył bezradność i powierzchowność ekipy rządzącej. Za medialnymi uśmiechami i sprawnie prowadzonymi kontami na TikToku kryje się brak jasnej strategii wobec sojuszników, rozmywanie odpowiedzialności za obronność kraju i powrót do starych praktyk personalnych. Polacy zasługują na ministrów, którzy dbają o realne bezpieczeństwo granic, a nie o własne notowania w sondażach przed kolejną rekonstrukcją rządu.
źr. wPolsce24











