ROZMOWA WIKŁY. Poseł PiS nie gryzł się w język. "Czarzasty to pionek", "albo my, albo Niemcy"
Sytuacja wokół bezpieczeństwa państwa staje się coraz bardziej napięta, a działania obecnej władzy budzą uzasadniony niepokój. Poseł Prawa i Sprawiedliwości, Kacper Płażyński, punktuje hipokryzję i niebezpieczne ruchy rządu Donalda Tuska, poczynając od kontrowersji wokół Włodzimierza Czarzastego, a kończąc na uzależnianiu polskich finansów od Brukseli.
Tajemnice Marszałka i „poddańcza” rola wobec Tuska
Jednym z kluczowych tematów poruszonych w rozmowie jest postawa Włodzimierza Czarzastego. Marszałek Sejmu, będący drugą osobą w państwie i członkiem komisji ds. służb specjalnych, przez lata unikał procedury uzyskania certyfikatu dostępu do informacji ściśle tajnych. Płażyński nie gryzie się w język, sugerując, że powodem mogą być niejasne powiązania biznesowe.
– Zaczęli się pojawiać ludzie z rosyjskim obywatelstwem (...) jedna z partnerek biznesowych pana marszałka zajmuje się handlem majątkiem rosyjskich oligarchów – wskazuje poseł PiS, dodając, że obawia się, iż dostęp do tajnych dokumentów mają ludzie, którzy mieć go nie powinni.
Dlaczego Donald Tusk pozwala na grillowanie swojego koalicjanta? Zdaniem Płażyńskiego, Czarzasty jest dla lidera PO wygodnym narzędziem. – Marszałek Czarzasty w całej tej koalicji pełni funkcję najbardziej wobec Donalda Tuska lojalną czy wręcz poddańczą – ocenia polityk. To układ, w którym SLD (dziś Nowa Lewica) to wciąż ta sama formacja, która zawdzięcza Tuskowi polityczny byt.
„Program SAVE” to KPO 2.0 – suwerenność na sprzedaż?
Równie groźnie brzmią plany rządu dotyczące zaciągania gigantycznych pożyczek w ramach tzw. programu Sejf. Rząd zachwala go jak „naganiacz chwilówek”, nie podając kluczowych danych, takich jak oprocentowanie. Płażyński ostrzega, że branie kredytu w euro w sytuacji, gdy rating Polski może spaść, to proszenie się o kłopoty i drastyczny wzrost długu.
Co gorsza, pieniądze te mają być obwarowane mechanizmem warunkowości – to powtórka z KPO i niesławnych „kamieni milowych”. – Powyżej 15% z tej pożyczki, wypłata kolejnych transz będzie uzależniona od spełnienia kamieni milowych (...) To my nic nie wiemy o tej pożyczce – alarmuje poseł.
PiS proponuje alternatywę: finansowanie polskiego uzbrojenia w oparciu o polskie obligacje i banki, tak aby odsetki zostawały w kraju i budowały polski kapitał, a nie płynęły za granicę.
Albo my, albo Niemcy. Nowy port solą w oku Berlina?
Płażyński przypomina również o strategicznej konieczności budowy nowej infrastruktury portowej. Chodzi o port Ro-Ro (dla ładunków tocznych, np. ciężarówek) w okolicach planowanej elektrowni jądrowej w gminie Choczewo. Obecne porty w Gdańsku i Gdyni nie mają już miejsca na taką rozbudowę.
Stawka jest ogromna: przejęcie potężnego strumienia towarów idących do Skandynawii. – Albo my, albo Niemcy. To jest tak proste – mówi wprost Płażyński, wskazując, że jeśli nie zbudujemy tego portu, ładunki te będą obsługiwane przez niemiecki Rostock i Lubekę.
Polityk PiS zapowiada, że projekt ten jest zobowiązaniem jego partii na czas po powrocie do władzy. Tymczasem obecna ekipa – jak w przypadku wielu innych inwestycji (CPK, port w Małaszewiczach) – zdaje się grać na zwłokę, co w praktyce służy interesom naszych zachodnich sąsiadów.
Wnioski są jasne: Obecna władza, uwikłana w niejasne zależności i brukselskie układy, ryzykuje bezpieczeństwem ekonomicznym i militarnym Polski. Jak podsumowuje Płażyński, Donald Tusk mija się z prawdą „co drugie słowo”, a stawką w tej grze jest to, czy Polska będzie suwerennym graczem, czy podwykonawcą Berlina.
źr. wPolsce24











