Rząd śmieje się Polakom w twarz! Szokujące oderwanie od rzeczywistości minister zdrowia
Trudno odwieść pacjentów od chwytania się "ostatniej deski ratunku" u "zielarki", gdy chorzy i ich bliscy – w tym osoby nieletnie – muszą czekać miesiącami, a nierzadko latami na przyjęcie do szpitala czy wizytę u specjalisty.
Zamiast jednak gasić pożary, pani minister woli zaklinać rzeczywistość i stawiać diagnozy, których nie powstydziłby się znachor.
"Ludzie się cieszą"
Zadowolona z siebie Jolanta Sobirańska-Grenda z uśmiechem na ustach przekonuje opinię publiczną, że "już jest lepiej". Co więcej, chwali się 18 miliardami złotych z KPO, bezczelnie twierdząc: "jeżdżę po kraju i widzę, jak się ludzie cieszą".
Gdy dziennikarz telewizji wPolsce24 zaczął punktować te kompromitujące słowa, szefowa resortu usiłuje kluczyć, tłumacząc, że miała na myśli radość z inwestycji w szpitalach powiatowych. Nagrania z jej wystąpień pozostają jednak bezlitosne i obnażają to skrajne oderwanie od problemów zwykłego obywatela.
Czytaj także:
Tego jeszcze w Sejmie nie było. Balon z wizerunkiem Tuska poleciał aż pod sklepienie sali plenarnej
Od czasu pandemii trzymali swoje dzieci zamknięte w domu! Nie mogły wyjść nawet do ogrodu
Komu żyje się lepiej?
Opozycja słusznie zadaje więc proste, ale kluczowe pytanie: komu konkretnie w tym systemie żyje się dziś lepiej? Czy "cieszą się" ci pacjenci, którym arbitralnie odwołuje się planowane badania i niezbędne zabiegi? A może powody do uśmiechu mają kobiety z mniejszych miejscowości, gdzie właśnie zamyka się kolejne porodówki?
Liczby nie kłamią, a sytuacja pacjentów jest tragiczna. Wystarczy spojrzeć na opiekę psychiatryczną, wokół której trwają właśnie pikiety przed Ministerstwem Zdrowia. Polska wydaje na ochronę zdrowia psychicznego żałosne 4,6% nakładów, podczas gdy średnia europejska wynosi aż 8,6%. Przepaść staje się jeszcze większa, gdy spojrzymy na Wielką Brytanię (11%) czy Niemcy (12%).
W systemie brakuje elementarnych środków finansowych, a w placówkach jest tak źle, że pojawiają się nawet pogłoski o konieczności kradzieży papieru toaletowego.
Tak oto wygląda codzienność w "uśmiechniętej Polsce": jedyne osoby, które mają powody do radości i czerpią zyski, to najwyraźniej sama pani minister oraz jej najbliższe otoczenie. Tymczasem zwykłym pacjentom, których złośliwie zostawiono na pastwę niewydolnego systemu, z pewnością nie jest dzisiaj do śmiechu.
źr. wPolsce24











