Ujawniamy: Resort Barbary Nowackiej uderza w najmłodszych i najsłabiej sytuowanych. Tłumaczenie ministerstwa zdumiewa

Przypomnijmy: projekt rozporządzenia zakłada drastyczne wygaszenie DWD. Już od 31 lipca 2026 roku placówki mają otrzymać zakaz rekrutacji i zawierania umów wykraczających poza rok kalendarzowy, a z początkiem nowego roku całkowicie znikną z mapy polskiej oświaty. Decyzja ta wywołała ogromne oburzenie samorządów, pedagogów oraz rodziców. Pisaliśmy o tej sprawie w tekście: Ostatni turnus „zielonych szkół”? Walka o przyszłość Domów Wczasów Dziecięcych.
W odpowiedzi na szczegółowe pytania naszej redakcji, ministerstwo Barbary Nowackiej przedstawiło swoją argumentację.
Kryzys psychiczny dzieci? MEN proponuje... zakaz telefonów i nowy przedmiot
Jednym z najważniejszych zarzutów wobec decyzji MEN jest ignorowanie faktu, że Domy Wczasów Dziecięcych (takie jak znana placówka w Wygoninie) realizowały autorskie programy profilaktyczno-wychowawcze. Dzieci uczyły się tam funkcjonować w grupie, budować relacje i – co kluczowe w dobie fonoholizmu – spędzały czas w całkowitej izolacji od bodźców cyfrowych.
Jak na ten problem odpowiada resort?
Urzędnicy z jednej strony zapewniają, że zdrowie psychiczne to priorytet, z drugiej utrzymują, że formuła DWD rzekomo „się zdezaktualizowała”. Zamiast praktyki, MEN proponuje rozwiązania czysto systemowe i teoretyczne. W odpowiedzi na nasze pytania o to, czym zastąpią realny kontakt młodych ludzi z rówieśnikami i przyrodą, resort przypomina o... wprowadzeniu od września 2025 r. edukacji zdrowotnej (od roku szkolnego 2026/2027 ta będzie przedmiotem obowiązkowym) oraz o uchwalonej 3 lipca br. ustawie wprowadzającej zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach podstawowych.
W ocenie ministerstwa, to właśnie te kroki mają zabezpieczyć dobrostan uczniów. Krytycy projektu zauważają jednak głośno: zamknięcie placówek oferujących realny, kilkutygodniowy detoks w naturze i zastąpienie go szkolną teorią o „higienie cyfrowej” to drastyczne obniżenie jakości realnego wsparcia dla psychiki najmłodszych.
Koniec tanich „zielonych szkół”? „To nie były dotacje”
Kolejną arcyistotną kwestią jest wykluczenie ekonomiczne. Ten element - biorąc pod uwagę polityczną przeszłość szefowej resortu - pokazuje wprost hipokryzję środowisk lewicowych. DWD, jako placówki publicznego systemu oświaty, gwarantowały bezpieczną, sprawdzoną i – dzięki wsparciu państwa – tanią bazę dla „zielonych szkół”. Dla dzieci z najuboższych rodzin była to często jedyna szansa na jakikolwiek wyjazd edukacyjno-wypoczynkowy.
Dziś wychowawcy, rodzice i dzieci zostają z niczym, a resort tłumaczy tę sprawę stosując czysto urzędniczą semantykę:
Pobyty w domach wczasów dziecięcych nie były finansowane w formie »dotowanych turnusów«. Na każdego wychowanka przekazywana jest kwota potrzeb oświatowych, natomiast rodzice lub opiekunowie ponoszą koszty wyżywienia oraz zakwaterowania w wysokości odpowiadającej rzeczywistym kosztom ich zapewnienia”.
Jednocześnie, ministerstwo ucina obawy o los uboższych uczniów, twierdząc, że szkoły mogą korzystać z innej bazy, na przykład... ze szkolnych schronisk młodzieżowych. Problem w tym, że schroniska młodzieżowe działają na rynku komercyjnym, a ponadto nie oferują dedykowanej opieki wychowawczej i programów terapeutycznych, jakie były standardem w likwidowanych placówkach.
Jeśli ktoś w tym miejscu usłyszy echo słów „zmień pracę i weź kredyt”, to nie będzie w błędzie.
Miliony wyrzucone w błoto? Resort umywa ręce
Bulwersująca jest jeszcze jedna sprawa. Otóż, likwidacja DWD uderza rykoszetem w samorządy. Wiele z nich w ostatnich latach zainwestowało gigantyczne środki w modernizację tych obiektów. Przykładem jest Piwniczna-Zdrój, gdzie remont bazy pochłonął 9 milionów złotych z budżetu lokalnego i funduszy unijnych.
Nagłe zamknięcie placówek rodzi ogromne ryzyko: samorządy mogą zostać zmuszone do zwrotu dotacji z UE za niedotrzymanie tzw. okresu trwałości projektu.
MEN nie czuje się jednak odpowiedzialny za ten chaos. W odpowiedziach czytamy, że ministerstwo nie jest właścicielem budynków, a decyzja o ich dalszym przeznaczeniu należy do jednostek samorządu terytorialnego (JST). Urzędnicy radzą samorządowcom, by w miejsce DWD otwierali internaty, bursy lub wspomniane schroniska.
Co z podpisanymi już umowami i zaliczkami na „zielone szkoły” na wiosnę 2027, a nawet na 2028 rok? Tutaj resort odsyła do... Kodeksu cywilnego:
Kwestie związane z ewentualnym niedotrzymaniem umów, w tym rozliczeniem zaliczek czy kosztów, będą rozstrzygane na podstawie konkretnych zapisów zawartych umów oraz obowiązujących przepisów prawa cywilnego”.
Dyrektorzy i samorządy zostali więc pozostawieni sami sobie z prawnym i finansowym chaosem, jaki zafundowało im ministerstwo. Podobnie wygląda los wyspecjalizowanej kadry pedagogicznej. MEN lakonicznie informuje, że nauczyciele i wychowawcy „mogą znaleźć zatrudnienie w szkołach lub innych placówkach oświatowych w powiecie”.
30 milionów oszczędności. Gdzie trafią pieniądze?
Jednocześnie, z uzasadnienia projektu wynika, że likwidacja 24 unikalnych placówek w całej Polsce przyniesie budżetowi państwa oszczędności rzędu około 30 milionów złotych rocznie. Dla budżetu centralnego to kwota marginalna, dla niszczonego dorobku polskiej pedagogiki – strata niepowetowana. Na co zostaną przeznaczone te środki?
MEN deklaruje, że pieniądze trafią na... „inne zadania” polityki oświatowej. Chodzi przede wszystkim o „systemowe wsparcie nauczycieli w Polsce w zakresie ich zdrowia psychicznego, organizacji pracy i szkoleń specjalistycznych”. Czyli zamiast realnej pomocy i profilaktyki zdrowia psychicznego dla dziesiątek tysięcy dzieci rocznie, rząd woli wydać te fundusze na resortowe szkolenia dla dorosłych. Zarobią ci, którzy będą szkolić, których wybierze resort. Stracą najmłodsi.
Niestety, trudno to oceniać inaczej - likwidacja Domów Wczasów Dziecięcych to kolejny krok w stronę zacierania tradycyjnych, sprawdzonych form opieki oświatowo-wychowawczej w Polsce pod płaszczykiem „modernizacji” systemu.
Szkoda, że resort prowadzony przez minister wywodzącą się z partii lewicowej robi to w taki sposób, iż stracą głównie na tych zmianach głównie najubożsi i najmłodsi.
źr. wPolsce24











